Ekwador i Galapagos

Gualaceo z kapeluszami panamskimi i Chordeleg z wyrobami jubilerskimi

Zanim dotrzemy do naszego następnego celu podróży, planujemy postój  w dwóch miejscowościach. Pierwsza to Gualaceo znane z tkanin ikat. Jak się okazało warsztaty z tkaninami znajdują się poza miastem, nam udało się odwiedzić w mieście pracownię kapeluszy. No i tu chciałabym napisać parę słów o słynnych panamskich kapeluszach, które produkuje się w Ekwadorze. Skąd ta nazwa? Znalazłam dwie wersje tłumaczące jej pochodzenie. Pierwsza związana z Paryżem, gdzie został wysłany na początku XIX wieku bardzo duży transport kapeluszy. Ostatnim portem przeładunkowym na trasie z Ameryki do Europy była Panama. To właśnie doprowadziło  Europejczyków do błędnego przekonania, że  kapelusze produkowane są w Panamie.  Innym wytłumaczeniem nazwy jest używanie tych lekkich kapeluszy podczas budowy Kanału Panamskiego i ich późniejsza, duża popularność w Stanach Zjednoczonych.

Tradycja wyplatania kapeluszy sięga w Ekwadorze XVI wieku. Największym producentem panam jest Cuenca, a najbardziej znanym ośrodkiem, głównie ze względu na jakość, miasto Montecristi.

Kapelusze z Montecristi wykonane są ze słomy toquilli, ręcznie dzielonej na pasemka, które następnie wyplata się tworząc kapelusz. Głównym kryterium jakości kapelusza, najbardziej wpływającym na jego cenę, jest ilość włókien na cal, liczona zarówno poziomo jak i pionowo. Na ocenę jakości kapelusza wpływają też  jakość plecenia i ilość błędów, kolor i jego równomierność, oraz kształt. Dobrze wykonany kapelusz powinien nas chronić nie tylko przed słońcem ale i przed deszczem.

Po zakończeniu wyplatania kapelusz poddawany jest procesowi prania, a następnie formowania poprzez klepanie. Końcowym elementem obróbki kapeluszy jest ich prasowanie, mające na celu wygładzenie wszelkich nierówności.

W zależności od splotu wykonanie jednego kapelusza zajmuje od 1 dnia do 6 miesięcy.

Prawdziwy kapelusz panamski zwinięty nie powinien się odkształcać. Nie wiem, czy widzieliście test jaki przeprowadziła Martyna Wojciechowska podczas podróży do Ekwadoru. Zwiniętą panamę przecisnęła przez obrączkę i się nie odkształciła. To był prawdziwy kapelusz, a nie jakaś jego podróbka.

Kolejna odwiedzona przez nas miejscowość to Chordeleg słynne z wyrobów jubilerskich. Chordeleg jest też jednym z miast w Ekwadorze, które nadal należy do systemu gildii ustanowionego podczas hiszpańskich czasów kolonialnych. Gildia to określenie stowarzyszeń kupieckich i rzemieślniczych. System gildii wymagał od każdego miasta posiadania określonej specjalizacji w wykonywaniu jakiegoś rzemiosła. Ludzie z Chordeleg byli metalowcami, przez lata dokonała się ewolucja powodująca, że rzemieślnicy w tej miejscowości stali się złotnikami czy inaczej mówiąc jubilerami, produkującymi biżuterię srebrną, niklową i mosiężną. Spacerujemy po ryneczku, zaglądając do niezliczonej ilości sklepików z wyrobami jubilerskimi. Większość wyrobów ma wzory bezpośrednio związane z tradycyjną kulturą Inków lub Canari.

Po zwiedzaniu miasteczek co tu dużo mówić, czujemy głód.  Po drodze mijamy polowe restauracje, w których pieką się całe prosiaki i goszczą się tubylcy. Nie zastanawiając się długo zatrzymujemy się przy jednej z nich. Jedzenie wygląda apetycznie i jak się okazuje smakuje całkiem nieźle. Posileni ruszamy w dalszą drogę…

Podróż, listopad 2014.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *