Pierwszy region, który zwiedzamy w Rumunii to Maramuresz. Z czego słynie ? To wiadomo od razu gdy docieramy do naszego noclegu http://www.pensiuneateleptean.ro/. Wita nas piękna drewniana, rzeźbiona brama, których spotkamy mnóstwo na marmaroskiej wsi. Maramuresz to rejon słynący z drewnianej architektury, ale po kolei.
Pensjonat w Vadu Izei (godny polecenia), służy nam jako baza wypadowa do zwiedzania Maramureszu. Gospodarze niezwykle mili, pyszne, ekologiczne jedzenie i niczego sobie Palinka (uważajcie, bywa zdradliwa).

Nasz główny cel do podziwiać drewniane cerkwie i zobaczyć „wesoły cmentarz”. Zaczynamy od miejscowości Barsana. Najpierw zwiedzamy tylko z zewnątrz (niestety zamknięta) urokliwą, drewnianą cerkiew Ofiarowania Maryi w Świątyni, zbudowaną w roku 1720 jako część tutejszego klasztoru. Około 1800 roku, została zamieniona w kościół parafialny i przeniesiona na wzgórze. Otoczona sadem tworzy niezwykle klimatyczne miejsce. Świątynia została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Dojście na wzgórze jest trochę dziwne bo trzeba przejść przez prywatne podwórko.

W Barsanie znajduje się też nowy klasztor, wybudowany w 1994 roku, w stylu starych, marmaroskich kościołów. Na teren kompleksu wchodzimy przez charakterystyczną drewnianą bramę. Jesteśmy w niedzielę, tak więc oprócz zwiedzających widzimy sporo wiernych. Musimy pamiętać, że nie zwiedzamy w Rumunii obiektów sakralnych w krótkich spodniach czy spódnicach. Nie jest to jednak problem, bo w każdym monastyrze można pożyczyć długie zapaski by się przepasać. Chociaż klasztor nie jest zabytkiem, to zdecydowanie wart jest odwiedzenia.


Zachęcam do zwiedzenia tych znanych lub losowo wybranych drewnianych cerkwi. Większość była niestety zamknięta, tak więc zostało nam podziwianie ich z zewnątrz. Usytuowane są przeważnie na wzgórzach, w otoczeniu zieleni i w sąsiedztwie niedużych cmentarzy.


Warto zatrzymywać się również w cerkwiach nieznanych. Jadąc przez wieś zobaczyliśmy tuż przy drodze cerkiew, w której odbywało się nabożeństwo. Zatrzymaliśmy się, weszliśmy do środka tuż przed „komunią”. Wierni dzielili się chlebem i nas również zapraszali do tej ceremonii. Podłogi w cerkwi wyłożone były dywanami, a ławki puszystymi nakryciami. Najwspanialszy był jednak ikonostas i serdeczność ludzi.

Marmaroskie wsie są niezwykle barwne, nie tylko ze względu na architekturę ale i mieszkańców, ciągle jeszcze przywdziewających ludowe stroje. W okolicach Budesti zachowała się tradycja noszenia bardzo oryginalnych, małych czapeczek (kapelusików). Noszą je nie tylko starsi wiekiem, ale też młodzi.

To właśnie w Maramureszu znajduje się miejsce, które chciałam bardzo, bardzo odwiedzić, czyli „wesoły cmentarz” w Sapancie. Ciągną tu turyści z całego świata, chociaż pochowani są tu ludzie, którzy przeżyli zwykłe życie. Wchodzimy na cmentarz i od razu otoczeni jesteśmy drewnianymi pomnikami w zdecydowanej większości w kolorze niebieskim, tzw. błękicie z Sapanty. Pomysłodawcą tego cmentarza jest miejscowy artysta Ioan Stan Patras, który w roku 1935 wyrzeźbił pierwszy wesoły nagrobek. Na niebieskim tle oglądamy scenki z życia mieszkańców wioski, tj. milicjantów, weterynarzy, traktorzystów, rzeźników, dzieci…. Widzimy ich słabości, zamiłowania lub w jakich okolicznościach zginęli. Komiksowe obrazki i rymowane teksty bez zadęcia, a wręcz z przymrużeniem oka, pokazują zwykłą radość ale też niestałość i słabość ludzkiego życia. Pomysłodawca cmentarza zmarł w 1977 roku, jego pomnik również znajduje się na tym cmentarzu. Wykonany został przez ucznia Dumitru Pop, który kontynuuje dzieło mistrza.

Przy cmentarzu znajduje się murowana cerkiew z 1886 roku, niestety podczas naszego pobytu trwał jej remont.

Maramuresz żegnamy wycieczką leśną kolejką wąskotorową, która rusza z Viseu de Sus. Bilety kupujemy godzinę przed odjazdem kolejki. Pociąg jedzie doliną górską, po drodze zatrzymuje się na uzupełnienie wody z potoku. Podczas tych przerw można coś kupić w „Warsie”, przypomina o tym nawoływanie informujące o posiadanym asortymencie. Kolejka dojeżdża na sporą polankę nad potokiem, gdzie można grillować, posilić się, pospacerować, pooglądać samochód drezynę itp.

Po ok. dwóch godzinach pakujemy się do wagonów i ruszamy w drogę powrotną tą samą trasą.

Przed nami kolejny rumuński region, Bukowina, jedziemy tam z nadzieją, że będzie równie ciekawie i kolorowo.
Podróż, sierpień 2010.
