Na wakacyjną podróż do Rumunii zdecydowałam się po zobaczeniu zdjęć „wesołego cmentarza”. Pomyślałam wtedy, ja muszę to zobaczyć. Siedem lat temu jechałam do Rumunii z wyobrażeniem, które oparte było między innymi na widoku rumuńskich Cyganów żebrzących na ulicach lub koczujących w “papierowym” miasteczku nad Wisłą, koło mostu Grota w Warszawie. Już przed wyjazdem przeczytałam w przewodniku, że Rumuni są oburzeni utożsamianiem ich z Cyganami, których jest w ich kraju zaledwie 2,5%. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że było to oburzenie słuszne. Jedyne żebrzące dzieci napotkaliśmy tuż za granicą, na stacji benzynowej, a potem to już było tylko zwiedzanie i podziwianie niesamowitych miejsc i krajobrazów, położonych tak niedaleko Polski. Mam nadzieję, że przez te siedem lat wiele się zmieniło i nie myślimy o Rumunii starymi stereotypami.

Tym pierwszym wpisem o Rumunii, no i oczywiście następnymi, chcę zachęcić wszystkich do odwiedzenia tego kraju, z niezwykle sympatycznymi ludźmi, mającego naprawdę bardzo wiele do zaoferowania turystom. Różnorodność kultur, narodowości i tradycji jest niesamowita, co przy niezwykłych krajobrazach i niespotykanych dziełach rąk ludzkich, daje naprawdę niesamowitą mieszankę, którą można podziwiać z kieliszkiem rumuńskiego wina w dłoni.

Do Rumunii dojechaliśmy przez Węgry, nie zdecydowaliśmy się na podróż przez Ukrainę. Zaraz za granicą naszą uwagę przyciągnęły kolorowe, duże (bo często dwu piętrowe) domy, z bogatymi złotymi bądź srebrnymi zdobieniami, oddalone od siebie o pół metra. Wyglądało to niesamowicie i co tu dużo mówić trochę groteskowo. Obawialiśmy się mocno dziurawych dróg (nie było wcale strasznie) i dosyć starego taboru samochodowego, za to co chwila widzieliśmy całkiem nowe auta na włoskich rejestracjach. Wtedy myśleliśmy, po co były te wszystkie obawy przed wyprawą do Rumunii, skoro tylu Włochów tu dociera? Dopiero w Suczawie, w Domu Polskim dowiedzieliśmy się, że w tych samochodach jeżdżą Rumuni pracujący we Włoszech, którzy przyjechali odwiedzić rodzinę i to właśnie oni dostarczają pieniądze na budowę tych kolorowych, dużych domów.

Pierwszy rejon do którego trafiliśmy to Maramuresz, z drewnianą architekturą cerkiewną i niesamowitymi drewnianymi bramami. To w tej krainie w Sapancie znajduje się niezwykły „wesoły cmentarz”, o którym więcej we wpisie o tym regionie. Zanim opuściliśmy Maramuresz i jego gościnnych mieszkańców, odpoczywaliśmy podczas wycieczki leśną kolejką wąskotorową. Odpoczynek był niezbędny, bo gospodarze uraczyli nas wieczorem Palinką (całkiem niezłą), czyli miejscowym alkoholem.

Kolejny niezwykle ciekawy i barwny region to Bukowina, niezwykła ze względu na unikalne na światową skalę „malowane monastyry”. Tu trzeba wybrać te najciekawsze, bo ich ilość może przyprawić o zawrót głowy, a co za dużo to może się po prostu znudzić. Stolica regionu Suczawa to przede wszystkim wspomnienie Domu Polskiego, gdzie nocowaliśmy i niezwykle miłej Polki, dzięki której zamiast do Winnic Murfatlaru, udaliśmy się do Transylwanii na spotkanie z Drakulą,
Z Sighisoary, pięknego średniowiecznego miasta (miejsca urodzin Drakuli), udaliśmy się przez Karpaty Trasą transfogaraską (widoki przepiękne) do Bułgarii, na tygodniowy stacjonarny wypoczynek w Balcziku nad Morzem Czarnym. Po drodze był jeszcze przejazd przez centrum Bukaresztu i szukanie, niechlubnych zmian w architekturze, wprowadzonych na zlecenie przywódcy Nicolae Ceaușescu.
Bardzo przydatny podczas podróży był przewodnik Rumunia. wydawnictwa Bezdroża. Cdn.
Podróż, sierpień 2010.

