Po zwiedzeniu Los Angeles, San Diego i Coronado ruszamy w „teren”. W kolejnym wpisie miałam opisać pierwszy Park Narodowy, do którego zawitaliśmy, ale doszłam do wniosku, że napiszę parę słów o naszym grupowym podróżowaniu i jego zaletach.

Pierwszy warunek to sprawdzeni towarzysze podróży, bo nie raz super przyjaźnie kończyły się po wspólnym wyjeździe. Grupowy wyjazd to wiele godzin spędzonych razem, wiele radości i zabawy, ale też co tu dużo mówić trochę dyscypliny. Jeśli nie jest to tylko leżenie na plaży, a wprost przeciwnie podróżowanie po danym kraju, szacunek do tego co ustaliliśmy jest niezbędny. Wpadki się zdarzają, bo to ludzkie, ale naprawdę rzadko.
Wieloletnie podróżowanie pozwoliło nam udoskonalić ten sposób zwiedzania. Zacznijmy od tego, że jest u nas podział czyli: szef od wszystkich decyzji (on opracowuje też plan podróży i rezerwuje przelot z zakwaterowaniem), nasz wewnętrzny przewodnik, zaopatrzeniowiec, szef bufetu samochodowego i szef baru, resztę spraw dogadujemy na bieżąco. Uwierzcie, po latach wspólnej jazdy, każdy wie na czym polega jego zadanie.
Jeśli podróżujesz grupą 6-8 osób i wypożyczasz samochód pamiętaj, że w samochodach typu VAN bagażniki są małe. Zazwyczaj tylne siedzenia służą więc nam za dodatkowe miejsce bagażowe.

W towarzystwie nawet całodniowa jazda samochodem nie jest zbyt męcząca. Dowiaduję się od współtowarzyszy, że taka długa jazda też ma swój urok. Teraz śpiewnik turystyczny to obowiązkowy bagaż, bo nie tylko słowa, ale generalnie bez takiego wsparcia piosenki gdzieś ulatują.

Stany Zjednoczone Ameryki to duży kraj, więc i przestrzenie duże (zawsze marzyłam, żeby zobaczyć ten bezkres), trochę czasu trzeba, żeby je pokonać, więc jak już pisałam w samochodzie działał bufet i bar. Dopiero w Polsce dowiedziałam się, że w USA napoje alkoholowe można przewozić tylko w bagażniku.
Jeśli już o piciu i jedzeniu, to parę słów o naszym rozliczeniu grupowym. Podczas wyjazdu na samym początku, a potem systematycznie w ramach potrzeb, robimy zrzutkę pieniędzy, którymi dysponuje szef. W naszym towarzystwie, czy za hotele, czy za obiad w restauracji płacimy jeden rachunek i dzielimy na osoby. W USA, kraju kart kredytowych, było parę zabawnych przypadków przy płaceniu gotówką. W markecie spożywczym, załadowaliśmy dwa wózki artykułami spożywczymi (woda, po pół galonu różnych napoi, owoce, warzywa itd.). Przy kasie konsternacja, rachunek wspólny za dwa wózki i do tego gotówką. Pani, która stała tuż za nami mówi z uśmiechem, pokazując na swój niewielki koszyk „to może i za mój zapłacicie ?”. W krajach o słabej walucie, po zrzutce szef ma co pilnować, nie tylko wartościowo ale i ilościowo.
W podróży po USA, jeśli chodzi o zminimalizowanie kosztów, jednym z większych plusów była grupowa opłata za bilety wstępu do Parków Narodowych. Zwiedziliśmy 7 parków za cenę 80$ i to nie od osoby ale za 8 osób. Kupiliśmy roczny bilet na samochód (na wszystkie parki). W USA samochód to samochód, nieważne czy 4 osobowy, czy 10 osobowy. Nie zawsze jednak więcej osób to jest taniej, bo grupa 6-8 osób to nie taka znowu wielka grupa dla linii lotniczych, autobusowych, muzeów itd.

Podróżując solo, łatwiej poznać nowych ludzi, ale pod warunkiem, że się włada co najmniej językiem angielskim wystarczająco komunikatywnie. Wszyscy w naszej grupie nie wszyscy mają tę umiejętność, ale wystarczy jedna, dwie osoby ze znajomością angielskiego i to wcale nie na super poziomie, aby sobie poradzić. Poza tym, jak wspominałam we wcześniejszych wpisach, staramy spotykać się z Polakami lub osobami polskojęzycznymi, którzy pokazują nam główne miasta i przy okazji mamy okazję wypytać ich o codzienne życie w danym kraju. W większości są to super spotkania, a niektóre znajomości przetrwały do dziś. Patrz Gruzja, Ekwador, Kuba.
W podróży z grupą czujesz się bezpiecznie, bo w grupie siła. Łatwiej znosisz stresowe sytuacje, gdy zapada zmierzch, a GPS prowadzi cię przez amerykańskie tereny narciarskie (a miał to być prawie letni wyjazd), na dodatek światła samochodu przyciągają leśną zwierzynę.

Zaletą podróży grupowych jest też możliwość dzielenia się wrażeniami od razu, na bieżąco. Mamy do kogo ponarzekać lub wspólnie zachwycać się tym co zobaczyliśmy, a często jest się czym zachwycać. No a poza tym relaks w dobrym towarzystwie, w różnych okolicznościach przyrody to niezapomniane chwile.

Tak więc, nie zastanawiajcie się, tylko jeśli macie ochotę i sprawdzone towarzystwo ruszajcie w nieznane lub prawie nieznane.
Podróż, listopad 2011
