USA

Dolina Napa czyli ziemia obfitości

W języku Indian Wappo, którzy mieszkali na terenach Napa Valley, słowo Napa oznacza ziemię obfitości. Z dużą chęcią wyruszamy do znanych na całym świecie winnic, których prekursorem był franciszkanin ojciec Junipero Serra z misji katolickiej koło San Diego. To on założył w 1697 roku pierwszą winnicę. Obecnie w dolinie działa około 600 winnic, w których oprócz samej uprawy winorośli odbywa się też produkcja win. Wiele z nich to naprawdę znane i uznane marki na świecie.

W podróży po Stanach mamy zarezerwowane hotele tylko w dużych miastach, pozostałych noclegów szukamy dojeżdżając do celu podróży, przy pomocy GPS. W USA baza noclegowa jest bardzo bogata więc nie ma problemu ze znalezieniem noclegu, szczególnie kiedy jest po sezonie. W Dolinie Napa zatrzymujemy się w miejscowości Calistoga w hotelu Best Western Plus Stevenson Manor, ma przyjemne patio, które wykorzystaliśmy w najlepszy możliwy sposób, czyli na spotkania pod gwiazdami przy kalifornijskim winie. Stąd ruszamy na zwiedzanie Napy i Sonomy. Nasza wyprawa to nie tylko degustacja wina, ale też penetracja okolicy i „napajanie” się pięknymi krajobrazami.

Pierwsza odwiedzona przez nas winnica to ekologiczna Beringer Family Winery działająca od 1896 roku. Specjalnie przystosowanym dla enoturystyki pojazdem jeździmy po winnicy, oglądamy szczepy winogron i rośliny hodowane na naturalny nawóz oraz słuchamy ok. 140 letniej historii  tego miejsca. Potem jeszcze wnętrze z kadziami winnymi, testowanie i zaproszenie do sklepiku. Pobyt w winnicy przyjemny, ale bez specjalnych doznań.

W dolinie Napa w hotelach jest codziennie wykaz winnic, a w nim między innymi są wskazane te, w których w danym dniu degustacja jest free. To zachęciło nas do odwiedzenia Vincent Arroyo Winery 2361 Greenwood Ave, w niewielkiej odległości od naszego hotelu. Na pierwszy rzut oka nic specjalnego, prosty budynek, trochę krzewów winogron wokoło, ale przecież dobre wino, to nie musi być duża, okazała winnica. Wchodzimy do środka, podchodzi do nas Pani, a za chwilę starszy Pan i zaprasza nas do degustacji. Cieszy się, że gości Polaków, bo gości w Polski ma po raz pierwszy, ale wie, że Polacy mają mocne głowy i potrafią dużo wypić. Opowiada o winnicy, która jest niewielka, prowadzi sprzedaż tylko wysyłkową bezpośrednio do odbiorcy. Wina pyszne, a do naszych kieliszków lądują ilości wcale nie degustacyjne. Oglądamy wnętrze, słuchamy opowieści o winoroślach, pytamy o właściciela i dowiadujemy się, że nasz przewodnik to właśnie właściciel, w którego żyłach płynie też hiszpańska krew, ale on sam po hiszpańsku już nie mówi. Jeśli chodzi o ilość produkowanego wina, to okazuje się, że potentatem jest Robert Mondavi produkujący ponad 3 mln butelek rocznie, a winnica Vincent Arroyo niecałe 10 tyś. Poza tym, na pytanie o znane w Polsce wina kalifornijskie, dowiadujemy się, że tak popularne u nas wino Carlo Rossi to nie wino.

Degustacja trwa, właściciel tylko polewa, sam pije wino po godzinie 17 czyli „po pracy”. Kiedy próbujemy dziękować za degustację, próbuje nas przekonać, że jeszcze jest trochę rodzajów win, których nie spróbowaliśmy. Na koniec kupujemy wino, które przez parę najbliższych dni będzie przypominać nam o wizycie w tym sympatycznym miejscu, gdzie czuć miłość do tego co się robi. Efektem tej miłości jest Petite Sirah, wino które zyskało takie uznanie, że często sprzedaje się, zanim będzie butelkowane. A że było wyjątkowo sympatycznie i pysznie (jeśli tak można powiedzieć o winie), to ciepłe wspomnienia są w nas ciągle i pewnie tak już zostanie.

Wzdłuż słynnej drogi nr 29, przebiegającej przez dolinę rozlokowane są znane marki winiarskie, w tym legenda i ikona kalifornijskiego winiarstwa, założona przez nestora amerykańskich winiarzy  Roberta Mondaviego.  Winnicę zwiedziliśmy samodzielnie, bo pokój degustacyjny i miejsce przemysłowe było jeszcze zamknięte. W porównaniu do wizyty u Vincenta Arroyo, winnica Roberta Mondaviego to wielkie przedsięwzięcie z bogatą architekturą. Ale jeśli chodzi o produkcję wina to nie to jest najważniejsze, bo według Roberta Mondaviego “dobre wino to umiejętność, ale wielkie wino to sztuka”.

W winnicy Roberta Mondavi zwracam uwagę na czerwone róże, posadzone na początku rzędów winorośli. Dopiero po latach, w polskiej winnicy dowiem się, że róże są delikatniejsze niż krzewy winogron i dzięki temu szybciej reagują na grzyby i inne przypadłości. Tak więc winiarze obserwując róże, mogą wcześniej interweniować w przypadku tak niechcianej zarazy u roślin.

Degustacja, degustacją, ale trzeba też coś zjeść. Na głównej ulicy Calistogi (1250 Lincoln Ave) znajduje się restauracja Calistoga Inn, w której zachwyciło nas wszystko: wystrój, jedzenie, obsługa. Było tak przyjemnie, że zostało to naszym miejscem żywieniowym na czas pobytu w Dolinie Napa. Alternatywą było tylko (jak już wspomniałam) spotkanie na hotelowym patio, z bagietką, kurczakiem z rożna i kalifornijskim winem. Mniam, też było pysznie.

Zanim opuścimy przepiękną Napa Volley, odwiedzimy jeszcze znajdujący się w Calistoga kalifornijski gejzer „Old Faithful”, jeden z nielicznych gejzerów na świecie wytryskujących w regularnych odstępach czasu. W informacji miła niespodzianka, bardzo rzadko spotykana podczas zwiedzania atrakcji turystycznych na świecie, wśród ulotek opisujących gejzer (w tym jego zasadę działania) jest także ulotka w języku polskim.

Podczas wizyty w Kalifornii wizyta w winiarskich Dolinach Napa i Sonoma to powinien być punkt obowiązkowy, nie tylko dla miłośników enoturystyki.

Podróż, listopad 2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *