O czym myślisz w pierwszej kolejności, gdy słyszysz RPA? Większość z nas kojarzy ten kraj z apartheidem, niebezpieczeństwem na ulicach na którego nieprzyjemne skutki narażeni są szczególnie biali, a także z faktem, że po zmroku to już lepiej siedzieć w dobrze strzeżonym domu.
Chociaż przeglądałam przed wyjazdem fora internetowe i większość wpisów z ostatnich lat nie ukazywała RPA w tak niekorzystnym świetle, to jednak opowiadania o obcięciu ręki z drogim zegarkiem, kradzieży aparatów fotograficznych czy telefonów krążyła gdzieś w podświadomości.

Tak więc najwyższy czas obalić te mity. Podczas pobytu w Republice Południowej Afryki, nie spotkała nas żadna niemiła przygoda. To ciemnoskórzy obywatele tego kraju zwracali nam uwagę, żeby schować aparat fotograficzny czy telefon, bo możemy je stracić. Pomimo nie zastosowania się do tych rad, nikt nie próbował wyrwać nam sprzętu z rąk. Od Pretorii, poprzez Johannesburg do Durbanu jedynymi osobami spacerującymi po centrach tych miast byli rdzenni mieszkańcy. Być może lekkomyślnie, podchodziłam do afrykanina z mapą offline w telefonie i pytałam o ulicę, spotykała mnie niestety tylko ogromna niewiedza, o mieście i jego ciekawych (przeważnie historycznych) miejscach. Na pewno czułam się bezpieczniej będąc w grupie 6 osobowej. Wniosek jest więc oczywisty, trzeba być ostrożnym, bo okradzionym można być w każdym kraju. Zamykamy drzwi z samochodzie, nie afiszujemy się niepotrzebnie sprzętem itp., jesteśmy turystami więc nie zwracamy uwagi wystrzałowym ubraniem i drogimi dodatkami.
To tyle jeśli chodzi o bezpieczeństwo, teraz czas na chwilę wspomnień i parę ciekawostek z tego pięknego i bogatego kraju. Bogatego nie tylko dzięki surowcom naturalnym (złoto, diamenty) skrytym w ziemi, ale także dzięki temu co na niej, czyli setkom kilometrów upraw, ogromnym stadom trzody chlewnej (krowy, kozy, strusie, owce itd.), czy rzędom winorośli widocznym po horyzont. To naprawdę robi wrażenie.

RPA zapamiętam też jako kraj bardzo dobrego jedzenia. Pyszne steki (duży wybór mięs), niesamowite owoce morza i ryby. To tu bez zastanowienia można zamawiać kalmary, które rozpływają się w ustach. Do tego oczywiście miejscowe wina z przepięknych winnic. Ciekawostką jest, że wszystkie mocniejsze alkohole, łącznie z polskimi wódkami i znanymi u nas whisky, ginem itp. mają moc 43%. W RPA nie brakuje miejscowych warzyw i owoców, a ich jabłka są równie dobre jak polskie lub (tu mogę się narazić) nawet lepsze. Jeśli tylko to możliwe, mieszkańcy biesiadują na zewnątrz przy grillu zwanym tutaj braai. Niezwykle przyjazna pogoda sprzyja takim spotkaniom.

Drogi w Republice Południowej Afryki są bardzo porządne, kraj zawdzięcza to jeszcze czasom przed apartheidem. Obecnie prowadzone są w większości przebudowy, o czym ostrzegają pracownicy czerwonymi flagami, takie nasze „ręczne sterowanie ruchem”. Prace fizyczne wykonywane są generalnie przez czarną część społeczeństwa. System naliczania autostrad jest dziwny, bo tak naprawdę nie wiadomo, kiedy i za jaką drogę zapłacimy. Sama nazwa autostrada, nie jest jednoznaczna z jezdnią dwupasmową, ale bardzo często na wzniesieniach z jednego pasa ruchu robią się dwa. Ruch jest bardzo płynny, korki tylko w miastach, a transportu ciężarowego naprawdę niewiele. Mówię to z perspektywy 6300 km, które zrobiliśmy przez 3 tygodnie. Miejscowej policji jest sporo, często z fotoradarami. Nie mieliśmy żadnego zatrzymania. Kierowcy ostrzegają się światłami, a to co czytałam o złej jeździe miejscowych to absolutnie nie prawda. Nawet przy sporym ruchu w Johannesburgu (czy innym dużym mieście), nie mieliśmy najmniejszego problemu. Trzeba wiedzieć, że ich transport publiczny (białe busiki z kolorowymi, falującymi liniami) zatrzyma się w każdym miejscu (nawet niedozwolonym) aby zabrać klienta. Przyjmujemy to spokojnie, tak jak mieszkańcy RPA. W RPA samochody koloru białego stanowią prawie 90% ogółu pojazdów.

W odwiedzanych przez nas stacjach paliwowych i restauracjach, zwracała uwagę ilość zatrudnionego personelu. Na stacjach paliwowych można nie wysiadać z samochodu, obsługa zatankuje, przyjmie pieniądze i umyje szyby (za tę usługę zawsze dawaliśmy drobne napiwki 5 -10 ZAR). Zdarzało się, że jednym samochodem zajmowało się 5 osób. W niektórych restauracjach, ilość personelu w kuchni i na sali też robiła wrażenie. Stąd oczekiwanie na zamówione danie, to był w zasadzie tylko czas na jego przygotowanie. Czarnoskórzy kelnerzy byli wyjątkowo mili, a gdy popełnili jakiś błąd, to widać było, że się przejmują, chociaż z naszej strony to było tylko zwykłe zwrócenie uwagi. Tak naprawdę w RPA nie trafiliśmy w restauracji na jedzenie, które by nam nie smakowało. Jeszcze podczas żadnej podróży, nie byliśmy tak mile zaskoczeni jakością i smakiem posiłków. Po prostu mniam, mniam…
W RPA cena obiadu, w skład którego wchodzi stek lub jakieś danie z ryby czy popularnych owoców morza, popijanego piwem, winem lub innym napojem, do tego deser i kawa kosztuje trochę ponad 50 PLN.
Czy kiedykolwiek spotkaliście w restauracyjnym menu termin SQ? Na pewno można go spotkać w RPA między innymi obok dań z owoców morza. W południowoafrykańskich restauracjach normalną praktyką jest nie informowanie gości o kosztach pozycji SQ w menu, chyba że wyraźnie o to zapyta. Tym, którzy mają ograniczony budżet, radzę rezygnować z tych pozycji. Ci których stać na to, mogą pytać bo chcą i lubią wiedzieć, lub po prostu zamówić np. krewetki tygrysie w cenie 150 ZAR za sztukę. Podają przeważnie 6 sztuk, a więc za cenę 900 ZAR.
Puentując temat dużej ilości personelu na stacjach, w restauracjach itp., dowiedzieliśmy się, że w RPA ważne jest, aby ludzie (szczególnie afrykanie) mieli zajęcie (pracę), aby kolokwialnie mówiąc „z nudów głupoty nie przychodziły im do głowy”.
To nie była moja pierwsza wizyta w Afryce, ale w RPA zwróciłam uwagę na włosy czarnych kobiet. A co mają no głowie kobiety w Republice Południowej Afryki? Kręcony puch, który starają się ukryć pod perukami. Nie wiem jak one to wytrzymują w upalne dni. Są po prostu twarde. Kobiety, które zostały przy naturalnych włosach, potrafią zrobić sobie naprawdę fajne fryzury. No ale moda i trendy, rządzą się swoimi prawami.
Skąd Polonia w RPA? W latach 80 ubiegłego wieku, przyjmowano w tym kraju Polaków z ich nabytą wiedzą, tzn. nie musieli oni nostryfikować swoich dyplomów. Miesięczny (sprawdzający) kurs i mogli w pełni korzystać w świetle prawa, ze swoich zawodowych umiejętności zdobytych w Polsce. Polonia w RPA jest naprawdę spora. Jej przedstawicielka była naszą przewodniczką po Johannesburgu, ale o tym w kolejnych wpisach. Za to już teraz zapraszam na http://www.extreme-africa-travel.com, może ktoś już planuje wyprawę i skorzysta z oferty Gosi, my spędziliśmy z nią cudowny dzień, a kwitnące drzewa jacarandy były tego miłym dopełnieniem.

No i jeszcze odpowiedź na pytanie, czy RPA to Kraina Tęczy? Tak naprawdę podczas wyprawy napotkaliśmy dziką naturę i cywilizację, luksus i biedę, dawne tradycje i najnowocześniejsze rozwiązania. Republika Południowej Afryki jest nieszablonowa. Nie podobna do pozostałych państw Afryki. Zaskakująca, z piękną przyrodą, intrygującą, choć często niezbyt chwalebną historią. Smakowaliśmy ją być może trochę pośpiesznie, ale dzięki temu zobaczyliśmy większość kolorów tęczy, na pewno tyle, aby czuć chęć powrotu do tego miejsca.


Cdn.
Podróż, listopad 2017.
