Po wpadce z poprzedniego narciarskiego wyjazdu, kiedy nie wiedziałam, że jedziemy do najlepszego ośrodka narciarskiego na świecie, tym razem postanowiłam trochę bardziej się przygotować.


Informacje o ilości tras i infrastrukturze narciarskiej można znaleźć bez problemu, poza tym znalazłam dwie główne informacje. Po pierwsze, że to najdroższy i najmodniejszy ośrodek narciarski we Włoszech, po drugie w 1956 roku odbyła się tu Olimpiada Zimowa.
Ten fakt widoczny jest już przed wjazdem do Cortiny, gdy widzimy w lesie pięknie położone trasy narciarstwa biegowego. Podczas jazdy po stokach można zauważyć tory narciarskie, będące niewątpliwie pamiątką po olimpiadzie. W drodze do supermarketu, w dzielnicy Zuel mamy okazję podziwiać użytkowaną do dziś Skocznię Olimpijską, prezentuje się bardzo okazale, chociaż to nie skocznia mamucia.
Więcej nowinek z regionu, naprawdę godnych uwagi poznałam podczas naszego tygodniowego pobytu, ale na początek parę słów o tym co najważniejsze dla narciarzy, czyli trasy i infrastruktura narciarska.

Trzy najsłynniejsze ośrodki narciarskie resortu to Cristallo (to tu urodził się Alberto Tomba), Tofane i Faloria. Nie są ze sobą połączone, ale komunikacja (miejska i narciarska w jednym) jest naprawdę bez zastrzeżeń, punktualne i często przyjeżdżające autobusy, kursujące 12 godzin na dobę, od 7.30 do 19.30. Jak w większości ośrodków przeważają trasy niebieskie i czerwone, ale dla bardziej wytrawnych narciarzy nie brakuje tras czarnych, w tym tras olimpijskich. Całościowo resort oferuje turystom ponad 120 km tras narciarskich. Teren obejmuje stoki usytuowane na wysokości 2900 m n.p.m., z których roztacza się wspaniały widok na dolinę Cortiny oraz pobliskie masywy. Cortina d’Ampezzo wchodzi w skład megakompleksu narciarskiego Dolomiti Superski, który łącznie oferuje 1200 km tras narciarskich.

Trasy były super przygotowane, przyjemne, każdy narciarz mógł wybierać w tym co lubi. Ponieważ trafiliśmy na mroźny tydzień, nawet bardzo mroźny, z niewielkimi opadami śniegu, to warunki do jazdy były doskonałe przez cały dzień.


Infrastruktura narciarska nie jest najnowsza, szczególnie odczuwałam to przy mrozie ok. -20˚C, gdy brakowało przykrywanych krzesełek, a w myśli miałam styczniowy wyjazd do KitzSki, gdzie było dużo nie dość, że przykrywanych to i podgrzewanych krzesełek. Muszę jednak przyznać, że zarówno gondolki jak i wyciągi krzesełkowe, nawet jeśli nie tak luksusowe jak w KitzSki, to poruszały się wyjątkowo szybko.


Każdego narciarskiego dnia ok. godz. 12 mamy przerwę na przekąskę i ogrzanie się jeśli odpoczynek na zewnątrz nie jest przyjemnością. Pierwszego dnia, przeżyliśmy co prawda lekki, ale szok. Na stokach były oprócz restauracji tzw. chaty, czyli małe restauracje, niestety i w pierwszych i w drugich nie było wolnych miejsc. Większość stolików była zarezerwowana dla szkółek narciarskich lub przez narciarzy dużo wcześniej. Pierwszy dzień skończył się na bombardino pitym na zewnątrz, przy słońcu nieśmiało przebijającym się przez chmury. Tu mała dygresja, we Włoszech napój bombardino (brandy, likier typu ajerkoniak i ewentualnie kawa) znany jest w Dolomitach (powstał w LIVIGNO), w innych rejonach narciarskich nie ma go w menu i kelnerzy czy barmani nie serwują tego przyjemnie rozgrzewającego i rozluźniającego napoju.

Generalnie na stokach Tofane, można było usiąść przy stolikach jeśli zamawiało się jedzenie, same napoje piło się przy barze, często na stojąco. Z taką metodą spotkałam się na stokach po raz pierwszy. Na szczęście można było znaleźć parę knajpek, w których udało się usiąść przy stoliku.

Co do restauracji na stokach, to nie możecie pominąć, najwyżej położonej pizzerii w Europie, Capanna Ra Valles 2475m. Tak dobrej pizzy dawno nie jadłam, baza czyli ciasto rewelacja. Próbowałam sześć pizz i wszystkie były niesamowite. Do tego wino, bombardino i pyszne domowe desery. Wybaczyłam wszystkie mankamenty w innych narciarskich restauracjach w regionie. Przy dobrej pogodzie, na tarasie pizzerii pełno par (niekoniecznie narciarzy) robiących sobie zdjęcia na tle ośnieżonych Dolomitów.

W drodze do pizzerii, na stacji pośredniej gondoli, na wysokości 1780 m.n.p.m zwróćcie koniecznie uwagę na niepozorny budynek obserwatorium astronomicznego imienia Helmuta Ullricha, usytuowany tuż przy wyciągu krzesełkowym i schronisku Col Drusciè. Obserwatorzy zajmują się głównie badaniami nad kometami i obserwacjami galaktyk w badaniach supernowych. Dzięki dwóm umieszczonym tu teleskopom odkryto 40 supernowych i jedną małą planetę o imieniu Cortina d’Ampezzo.

Mieszkaliśmy w apartamencie przy ulicy Gilardon 8, skąd do centrum Cortiny mieliśmy 15 min na piechotę (można było skorzystać z autobusu, przystanek bardzo blisko), za to na stoki Tofane dochodziliśmy na piechotę. Miejsce nie dość, że bardzo dobre cenowo w odniesieniu do cen w Cortinie d’Ampezzo, to jeszcze super usytuowane jeśli chodzi o dostępność do stoków. Do pozostałych ośrodków dojazd bardzo wygodnym skibusem. Pisząc o apartamencie nie sposób pominąć widoku na oświetloną nocą Cortinę, który mieliśmy dzień w dzień, podczas kolacji i wieczornego relaksu. Doznania niezapomniane.
Dolomitów nie trzeba reklamować, bo są to góry o niezwykle interesującej budowie i bardzo malownicze. Stoki Cortiny zostały rozsławione nie tylko przez olimpiadę zimową ale też przez filmy takie jak, kultowa już „Różowa Pantera” (pierwsza część z 1963 roku) z Davidem Nivenem i Peterem Sellersem. „Jamesa Bonda: Tylko Dla Twoich Oczu” z Rogerem Moorem. Agent spał w zabytkowym hotelu Miramonti, gdzie bywali też Elvis Presley czy John Lennon. Ostatni film to „Cliffhanger” z Sylvestrem Stallone, kręcony na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.


Pobyt w Cortina d’Ampezzo to oczywiście nie tylko narty, dla niektórych bywalców tego kurortu to tylko i wyłącznie odpoczynek w mieście, w super wyposażonych hotelach, wśród nietuzinkowych butików przy Corso Italia, czyli przy głównym deptaku. Znaleźć można w nich najnowsze kolekcje sławnych projektantów. Po ulicach przechadzają się panie w futrach lub innych ciekawych kreacjach. Jest na co popatrzeć. Dobrze, że miałam ze sobą „wyjściową” kurtkę, bo mój strój narciarski choć bardzo wygodny, odstaje od trendów najnowszej mody, chociaż kupiony w Val Gardenie we Włoszech, ale 15 lat temu, na szczęście ciągle go lubię.



Na stokach moda jest także bardzo zróżnicowana. Pani pobierająca lekcje narciarstwa, która miała narzuconą na strój sportowy futrzaną etolę, a na plecach srebrny plecach robiła wrażenie, oczywiście bardzo pozytywne. Ciekawostką jest wielka ilość rogów, z których zrobione są klamki w drzwiach wejściowych do butików, żyrandole i inne ozdoby.

W samym mieście nie brakuje też restauracji, barów, galerii sztuki i muzeów. Poczynając od galerii sztuki współczesnej „Mario Rimoldi”, poprzez Muzeum Paleontologiczne i muzeum ofiar Pierwszej Wojny Światowej. Gwoli wyjaśnienia, ten szczególny odcinek Wschodnich Dolomitów był jednym z głównych pól bitewnych na froncie włoskim w I wojnie światowej. Skała, lód i surowy klimat przez cały rok zapewniały nieograniczone możliwości zasadzki na wroga, a ataki piechoty miały miejsce na 45-stopniowych stokach skalnych, często w silnych zamieciach.


Największą niespodziankę wywarła na mnie Contini Art Gallery, którą łatwo umiejscowić, dzięki sporej rzeźbie w granatowym kolorze, przedstawiającej panią w kapeluszu. Galeria składa się z dwóch oddzielnych wnętrz. Weszłam z koleżanką do części usytuowanej w niewielkim pasażu, z niezwykle kolorowymi, fantazyjnymi fotelami, krzesłami itp.

Podczas zwiedzania podszedł do nas Włoch, notabene właściciel galerii, Stefano Contini. Zapytał się skąd jesteśmy? Kiedy dowiedział się, że z Polski, natychmiast polecił nam drugą galerię położoną bezpośrednio przy Corso Italia. Tam znajduje się naprawdę spora kolekcja dzieł polskiego rzeźbiarza Igora Mitoraja. Byłam zachwycona, taki niesamowity polski akcent, w Cortinie zwanej „Królową Dolomitów”. Na szczęście nie był to dla mnie obcy artysta, o jego rzeźbie znajdującej się w Starym Browarze w Poznaniu pisałam wcześniej na fb. Właściciel galerii wyjaśnił, że (nieżyjący już niestety) Igor Mitoraj to jego serdeczny przyjaciel.

Styl Mitoraja jest bardzo charakterystyczny, a jego rzeźby są rozpoznawane przez miłośników sztuki na całym świecie. Elementem charakterystycznym prac Mitoraja są usta, które mają kształt ust autora i tym samym sygnują jego dzieło. Po krótką informację o Igorze Mitoraju zapraszam na stronę http://culture.pl/pl/tworca/igor-mitoraj

Jakby tego było mało, tego samego dnia trafiłyśmy na szóstą edycję WinteRace, czyli wyścigi starych samochodów. Jak podaje oficjalna strona „Marka WinteRace narodziła się dla wszystkich tych dżentelmenów, którzy chcą wziąć udział w wyjątkowym zimowym wydarzeniu”. W tym roku wyścig, którego pomysłodawcą jest Alte Sfere, a organizowany jest w oparciu o doświadczenia zdobyte w ciągu ponad 10 lat, od “Coppa d’Oro dele Dolomiti” do “Coppa dele Alpi”, wygrał zespół Sisti-gualandi na Lancii aprilia z 1937.

Jak sami mogliście przeczytać, Cortina d’Ampezzo zaoferowała nam naprawdę wiele, w tym parę niesamowitych niespodzianek. Myślę, że będzie tylko lepiej, bo ośrodek szykuje się do Mistrzostw Świata w Narciarstwie Alpejskim, FIS Alpine World Ski Championships w 2021 roku.

Podróż, luty/marzec 2018.
