W końcu opuszczamy Los Angeles aby poznać sławną Amerykańską przyrodę. Na początek mniej znany (a szkoda) Joshua Tree National Park. Zanim do niego dotrzemy podziwiamy puste drogi ciągnące się po horyzont, niezliczone ilości wiatraków na mijanych farmach, a także dziwne miejsca tuż przy drodze, jak na przykład prowizoryczne ogrodzenie z wielką ilością przeróżnych butów (to takie amerykańskie).


Przed wjazdem do parku, zatrzymujemy się w Joshua Tree Visitor Center, gdzie płaciliśmy 20$. Jest to opłata za bilety wstępu dla całej grupy, do wszystkich parków. Szczegóły we wpisie Zwiedzanie USA grupą, super sprawa. Parę informacji na ten temat.
W Visitor Center dostajemy mapy, niezbędne informacje i ruszamy. Przemieszczamy się asfaltową drogą, podziwiamy pustynię, drzewa Josuego i charakterystyczne dla parku skalne formacje. Czyli opływowe głazy o zadziwiających kształtach.

Wzdłuż drogi rozmieszczono zatoczki (punkty widokowe), w których zatrzymujemy się i podziwiamy krajobrazy lub wspinaczy. Park jest modny wśród wspinaczy ze względu na dużą ilość skał.


Teraz parę słów o drzewach, a właściwie o krótkolistnych jukkach, które swoją nazwę zawdzięczają Mormonom. To oni, skojarzyli te długowieczne rośliny z wyciągniętymi do góry pędami, z rozmodlonym Jozue.


Naszym ostatnim celem jest Keys View czyli wzgórze, z którego rozciąga się wspaniały widok na pustynię Mojave. Miejsce zaskakuje nas potężnym wiatrem i niezmierzoną przestrzenią, na końcu której rozciąga się mgła. Okazuje się, że ta wspaniała mgła, to nic innego jak smog z Los Angeles przenoszony wiatrem przez pustynię.


Od opuszczenia Los Angeles czujemy, że robi się coraz chłodniej. Na chwilę rozgrzewa nas patrol drogowy stojący na pasie zieleni między dwoma nitkami jezdni, który zatrzymuje nas za przekroczenie prędkości. Zachowują się bardzo służbowo, ale kończy się tylko na pisemnym upomnieniu dla kierowcy i ostrzeżeniem, żebyśmy nie załamali prawa w tym Stanie do godziny 7 rano. Gdy dojeżdżamy na nocleg wita nas śnieg i prawdziwy chłód. Jechaliśmy generalnie do Kalifornii i tak naprawdę na takie zimno nie byliśmy gotowi. Wyjścia niestety nie ma, jutro rano zgodnie z planem ruszamy do Grand Canion, na samym początku kawałkiem słynnej Roud 66, zwanej Drogą Matką. U.S. Route 66 została otwarta 11 listopada 1926 roku, łączyła wtedy Chicago z Los Angeles, od 1936 można nią dojechać do Santa Monica. Łączna długość to 2448 mil (3939 km). W 2005 roku uznano ją za narodową drogę krajobrazową.


Podróż, listopad 2011.
