Piszę pierwsze, bo na pewno będziecie mogli liczyć na więcej wpisów o Wielkim Księstwie Luksemburga, które wbrew nazwie jest niewielkie, liczy zaledwie 2,6 tys. km kwadratowych. W sam raz na krótkie wypady.
Pierwszy wpis dotyczy stolicy, o nazwie identycznej jak nazwa kraju. Jest to bardzo romantyczne miasto, miłe do zwiedzania, z urokliwymi uliczkami, licznymi parkami, super skomunikowane (w soboty transport miejski jest bezpłatny).
Luksemburg jest też centrum finansowym i siedzibą wielu organizacji międzynarodowych w tym również Unii Europejskiej. Słychać to na każdym kroku, naokoło wiele języków, w tym sporo rozmów po polsku.

Ale wracając do miasta, Stare Miasto, położone jest nieco ponad współczesną częścią metropolii. Oprócz urokliwych wąwozów, wielu mostów, możemy podziwiać ślady fortyfikacji, wykutych w skałach (część rozebrano w ramach demilitaryzacji w 1867 – 13).
Moje pierwsze dni w Luxemburgu to jego zwiedzanie z wnukami, więc wiadomo są ograniczenia jak to z małymi dziećmi, ale przemieszczenie się po mieście nie jest uciążliwe.
Zaczynamy od spacerku przez park Pescatore, skąd zjeżdżamy szklaną windą w część miasta zwaną Pfaffenthal leżącą u podnóża doliny Alzette. Przejażdżka windą oferuje wspaniałe widoki (71 m wysokości) dla pieszych i rowerzystów. Korzystanie z niej jest bezpłatne.
Zaraz po zjeździe zatrzymujemy się w polskim sklepiku (m.in. z polskimi produktami), czynnym „na okrągło”. Tuż obok równie polsko brzmiąca ulica Alfreda Kowalsky, luxemburskiego kompozytora, być może z polskimi korzeniami, ale on sam nie urodził się w Polsce.

Jeśli będziecie kierować się drogowskazami na Grund, to na pewno nie ominiecie imprezowego centrum Luxemburga czyli Clausen. Kiedy spacerujemy po tym miejscu jest spokojnie i cicho, restauracje, puby i bary są pozamykane, a i tak jest bardzo przyjemnie. Dużą zaletą tego miejsca jest jego położenie, trochę z dala od budynków mieszkalnych, co pozwala unikać konfrontacji z mieszkańcami pragnącymi wieczorem spokoju.


Zanim dotrzemy do windy, która zawiezie nas z powrotem na Górne Miasto do Plateau Saint-Esprit, jeszcze rzut oka na fortyfikacje po drugiej stronie rzeki Alzette, można tam dojść przez mostek dla pieszych, ale z wózkiem dziecięcym był to dla nas wariant niedostępny. No i oczywiście spacer urokliwymi uliczkami.

Wejście do windy w Grund znajduje się obok Café du Portugal, skąd prowadzi 55-metrowy tunel ozdobiony kolorowymi obrazami. W 1998 roku tunel stał się między innymi barwną galerią sztuki dla dzieci i młodzieży, którzy mają okazję pokazać swój talent artystyczny. Do tej pory wystawiono tam ponad 1000 dzieł sztuki.


Z Plateau Saint-Esprit udajemy się na Stare Miasto, kręcimy się uliczkami wokół Place Guillaume II, w sobotę (nie wiem czy każdą) na placu targu spożywczy i sporo grafik do kupienia.

Zaglądamy na Place d’Armes pełny ludzi, ale ostatecznie zatrzymujemy się w Bodega Restaurant Resto Cafe z kuchnią portugalską. Spędzamy tam sporo czasu, a to dzięki dwóm bardzo otwartym, niezwykle rozmownym rodowitym Luxemburkom, które same określiły mieszkańców Luksemburga jako osoby zamknięte w domach i dużo pracujące. Czas mija szybko, obserwujemy spacerujących uliczką turystów i rozmawiamy na wszelkie możliwe tematy.

Część drugiego dnia to właściwie ukłon w stronę wnuków i wizyta na super placu zabaw (44 Blvd du Prince Henri). Dzieciaki zachwycone są zabawą na statku pirackim, a przy panującym upale chodzenie po sztucznej rzece, podnoszenie zastawek, napełnianie wodą zbiornika i przesiewanie piasku (choć złota raczej się nie znajdzie) to super sprawa.




Ponieważ plac zabaw położony jest w parku blisko Starego Miasta, piechotką przechodzimy przez puste jeszcze (ok. godz. 13) uliczki i mijając nową atrakcję Luxemburga czyli kręcącą się wieżę widokową, przechodzimy mostem Adolfa na drugą stronę rzeki.

Spacer po tej części miasta kończymy w Yamas Greek, greckiej tawernie. To był ślepy traf, ale naprawdę wart powrotu.
Dwa dni włóczenia się po Luxemburgu szybko minęły, z przyjemnością wrócę tu znowu, tak więc obiecuję następne wpisy. Będą, bo jest jeszcze sporo do opowiedzenia. Dla miłośników wina, na pewno będzie trochę teksu o wybornym białym winie z doliny Mozeli i równie pysznym musującym Cremant.

Cdn.
Podróż, lipiec 2018.
