Chiny

4 dni w Pekinie (część 1)

Lądujemy w Pekinie 6:55 więc zanim zameldujemy się w hotelu, zostawiamy w nim tylko bagaże i ruszamy w miasto. Mieszkamy w hotelu Kapok, super położony w stosunku do miejsc, które chcemy zwiedzić. Z lotniska dojeżdżamy pociągiem i metrem bez żadnych problemów. Na główną, handlową ulicę Pekinu wychodzimy przez Centrum Handlowe i jest mały problem. Hotel jest blisko, ale ruszyć w prawo, czy w lewo? Pomaga nam policjant. Pokazujemy mu adres hotelu w języku chińskim, a on na swoim telefonie tłumaczy nam na język angielski, jak mamy iść.

Pierwszy dzień

Na pierwszy dzień mamy zaplanowane zwiedzenie Placu Tiananman (Placu Niebiańskiego Spokoju), największego placu na świecie, znanego z krwawych starć pomiędzy władzą, a demonstrantami w czerwcu 1979 roku. Przed wejściem na plac, wszyscy są sprawdzani w  formie security check. Bramę Niebiańskiego Spokoju, dzielącą Plac Tiananman od Zakazanego Miasta ciągle zdobi portret Mao Zedonga.

Na budynkach rządowych wokół placu powiewają czerwone flagi, zieleń jest pięknie przygotowana na święto pierwszomajowe, które przecież tuż, tuż.

Ze zwiedzania mauzoleum Mao Zedonga z góry rezygnujemy. Przechodząc obok nie widzieliśmy żadnej kolejki, chyba było nieczynne. Opuszczając plac przechodzimy koło Bramy Przedniej, stanowiącą w przeszłości część murów. Dziś jest to majestatyczna, samotna budowla.

W planach była piesza wędrówka do  Fayuan Si (Świątyni Źródła Buddyjskich Nauk) zbudowanej w 696 r., najstarszej świątyni w mieście. Po wielogodzinnej podróży samolotem i przejściu Placu Tiananman, część z nas poczuła niemoc i gdyby nie obecność wśród nas Huberta, polskiego studenta sinologii, to nie wiem jakby się to skończyło. Jak już niejednokrotnie pisałam, lubimy spotkać się z Polakami mieszkającymi w kraju, który odwiedzamy. Hubert był dla nas nieocenioną pomocą na pierwszy dzień, szczególnie, że rozkład autobusów tylko w języku chińskim. Podróż taksówką nie wypaliła (o tym problemie we wpisie Made in China…), ale autobusy miejskie wybawiły nas z opresji, a pobyt w świątyni buddyjskiej, gdzie nie docierają tłumy był tego wart. Piękna architektura, zieleń, atmosfera skupienia i modlitwy pozwoliły nam trochę odetchnąć. Odmiennie niż w do tej pory odwiedzonych przez nas świątyniach w Tajlandii i Birmie, w Chinach do wnętrza wchodzimy w butach.

W okolicy świątyni, po raz pierwszy udało nam się zobaczyć pekińskie hutongi. Hutongi to ulice lub aleje z tradycyjnymi chińskimi, parterowymi zabudowaniami. Idąc aleją zaglądamy w bramy do małych dziedzińców lub bardzo wąskich uliczek wzdłuż których ciągną się domy. W hutongach mieszkają biedniejsi obywatele, a ich stan jest mocno zróżnicowany, niektóre są odnowione i  zagospodarowane, a inne są w opłakanym stanie. Mieszkańcy hutongów spędzają wspólnie czas, korzystają ze wspólnych podwórek i wspólnych toalet. Są ze sobą bliżej niż Ci, którzy przenieśli się do nowoczesnych wieżowców, powstających w miejscach starej, tradycyjnej zabudowy.

Nie polecam specjalnych miejsc, gdzie oglądać hutongi, bo tak jak my, spotkacie na pewno nie jeden, krążąc wśród najważniejszych zabytków Pekinu.

Kolejny punkt do którego docieramy autobusem to Świątynia Nieba, położona w parku o powierzchni 270 ha (wstęp 34 Juany – park i budowle). Dojście do świątyni od bramy zachodniej, to dość długi, ale bardzo przyjemny spacer przez park.

Świątynia wzniesiona przez cesarza Yongle w latach 1406-1420 i przebudowana przez cesarza Jiajing,  to przykład architektury konfucjańskiej. Przez pięćset lat prawo wejścia do świątyni było przywilejem cesarza i jego dworu. W 1918 r. po raz pierwszy udostępniono ją zwiedzającym.

Pawilon Modłów o Dobre Plony, to najważniejszy budynek całego kompleksu, powstał w 1420 r. Majestatyczny, trzykondygnacyjny pawilon, przykryty niebieskimi kaflami symbolizującymi niebo, posadowiony na 3 marmurowych tarasach to przykład architektury epoki dynastii Ming. Dla turystów dostępne są ponadto Pawilon Cesarskiego Sklepienia Nieba, Okrągły Ołtarz, ściana echa.

Po powrocie do hotelu, zameldowanie, posiłek w restauracji naprzeciwko hotelu i po bardzo krótkim odpoczynku starczyło nam jeszcze sił, żeby wyskoczyć na pierwsze spotkanie z ulicą Wangfujing.

Nocą cudownie oświetlona, pełna ludzi, tańczących par, oczywiście najbardziej topowe marki są na niej obecne (co widać po reklamach), a po drodze, niedaleko naszego hotelu ślicznie oświetlony Dziecięcy Teatr Narodowy.

Pomimo krótkich kryzysowych chwil, pierwszy dzień w Pekinie okazał się zachwycający.

Drugi dzień

Drugi dzień w Pekinie, w całości przeznaczamy na zwiedzanie Zakazanego Miasta. Z hotelu mamy do niego przysłowiowy rzut beretem. Pomimo, że czytałam o gigantycznych kolejkach, śniadanie jemy o tradycyjnej godzinie i po porannej konsumpcji ruszamy w kierunku największej atrakcji Pekinu.

Pierwsze nasze pozytywne „rozczarowanie”, otwartych kilka kas, możemy podejść do takiej gdzie nie ma ani jednej osoby w kolejce (wstęp 55 juanów/osobę). Potem kontrola biletów, bardzo krótka kolejka po audio przewodnika (również w języku polskim), za którego płacimy 40 juanów i ruszamy na zwiedzanie. Bardzo polecam zwiedzanie z audio przewodnikiem. Spacerujemy sobie spokojnie po Zakazanym Mieście ze słuchawką w uchu i gdy dochodzimy do ciekawego obiektu, przewodnik zaczyna nam opowiadać w naprawdę interesujący sposób, historię, przeznaczenie pawilonu, zwyczaje i ciekawe wydarzenia. Z tyłu audio przewodnika jest mapka, na której podświetla się miejsce, w którym jesteśmy.

Ludzi mnóstwo, zagranicznych turystów nie tak dużo, zdecydowana większość to Chińczycy. Być może jest to efekt wolnego dnia. Ponieważ powierzchnia zakazanego miasta przekracza 70 ha, to ludzie się rozchodzą i tylko w niektórych miejscach robi się tłoczno, ale to nieuniknione, gdy chce się zajrzeć do wnętrza jakiegoś pawilonu. Szczególnie do tych znajdujących się w głównej osi kompleksu.

Budowę tego ogromnego miasta rozpoczęto w 1404 roku, a skończono 17 lat później. Pomimo, że budowniczowie wykorzystali fundamenty poprzedniego miasta cesarskiego, to termin wykonania i tak robi wrażenie. Na stałe w mieście przebywało 11 tysięcy ludzi, w tym ministrowie, urzędnicy, konkubiny, eunuchowie. Zwykły śmiertelnik nie miał do niego wstępu, stąd też jego nazwa. Zakazane Miasto mieści 9999,5 pomieszczeń (dodatkowy pokój ma formę półpokoju). Liczba ta, to oczywiście skutek chińskich taoistycznych wierzeń. Nefrytowy Cesarz miał pałac o 10000 komnat. Ziemscy władcy nie powinni równać się z bogami, ale chcieli to robić chociaż poprzez symbolikę ilości pomieszczeń.

Miasto, w którym panowało 24 cesarzy robi wrażenie. Wielkie dziedzińce, potężne czerwone bramy i elewacje budynków, żółto-złote dachy (kolor zarezerwowany dla budynków cesarskich), bogate zdobienia i wszechobecne symbole cesarskie jak smoki, lwy, brązowe żurawie (oznaczające długie życie). Zaczęliśmy zwiedzanie od bramy południowej, a więc po drodze mijamy Bramę Najwyższej Harmonii, Pawilon Najwyższej Harmonii (największy budynek Zakazanego Miasta), do środka którego prowadzi trójkondygnacyjny taras ze schodami, których strzeże 1100 smoków. Tuż za nim podziwiamy Pawilony Środkowej i Trwałej Harmonii. Opuszczamy dziedziniec zewnętrzny gdzie załatwiano sprawy państwowe i przez Bramę Niebiańskiej Czystości wchodzimy na dziedziniec wewnętrzny.

W tej części znajdowały się apartamenty pary cesarskiej. Tu miała dostęp tylko cesarska rodzina, służba, konkubiny, eunuchowie. Aby pomieścić tyle osób wybudowano dwanaście pałaców. Do trzech głównych Pałaców, czyli Niebiańskiej Czystości (mieszczący cesarski harem), Jedności i Pokoju (pawilon cesarzowej) oraz Ziemskiego Spokoju (z sypialnią na noc poślubną)  miał dostęp tylko cesarz. Dla pozostałych osób przeznaczone były pawilony po wschodniej i zachodniej stronie dziedzińca.

Zwiedzanie zakazanego miasta kończymy na Ogrodach cesarskich, które zajmują niewielką powierzchnię w porównaniu do reszty obiektu. Stare drzewa i dużo elementów koralowca sprawia bardzo przyjemne wrażenie, po zupełnie pozbawionych zieleni dotychczasowych przestrzeniach. Nie dziwi więc, że wszystkie ławki są oblegane.

Roślinność ogrodów cesarskich to wspaniałe tło dla zdjęć. Pozujących dzieci jest całkiem sporo.

Trochę zieleni jest tylko w dziedzińcu wewnętrznym przy pawilonach służby, konkubin itd.

Opuszczamy Zakazane Miasto Bramą Północną mijając wcześniej dwa wspaniałe jednorożce z brązu.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się park Jingshan (wstęp 2 juany), a w nim Wzgórze Węglowe, z którego roztacza się wspaniały widok na dachy Zakazanego Miasta, tym lepszy im mniejszy smog. Wzgórze Węglowe zostało usypane z ziemi pozyskanej podczas kopania fos otaczających Zakazane Miasto.

Podróż, maj 2018.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *