St. Moritz

St. Moritz, narty dla bogaczy?

To był mój piąty wyjazd na narty do Szwajcarii i miałam nadzieję, że będzie narciarsko tak udany jak poprzednie, tym bardziej, że St. Moritz to najsłynniejszy alpejski kurort i ośrodek sportów zimowych.

Do wyboru mamy trzy ośrodki narciarskie: Corviglię, Corvatsch, Diavalezzę czyli 350 kilometrów wspaniałych nartostrad plus trzy snowparki. Nowością jest zakup skipasów przez internet. W zależności od ilości dni dostajemy spore rabaty.

Mieszkamy w hotelu Laudinella, w mniej reprezentacyjnej, choć równie uroczej  części miasta (St. Moritz Bad), za to idealnie położonej dla narciarzy. Pod ręką mamy nie tylko gondolkę na Corviglię, ale też cudowny basen (w cenie hotelu), z możliwością wodnych masaży w basenie zewnętrznym, z widokiem na góry.  Po wyczynach narciarskich wymarzone miejsce.

Corviglia to 80 kilometrów tras z najwyższym szczytem Piz Nair (3057 m n.p.m.). Taras widokowy przy stacji gondoli pozwala podziwiać cudowne krajobrazy.

Szusując po zboczach Corviglii możemy spoglądać na panoramę St. Moritz.

Trasy są dosyć strome, ale szerokie i super przygotowane. No i jeszcze jeden niezaprzeczalny atut szwajcarskich nartostrad, nie ma na nich tłoku. Tak samo jest w restauracjach na stoku, nie ma problemu ze znalezieniem miejsca, a jesteśmy przecież w szczycie sezonu.

Równie przyjemne trasy znajdziemy też na lodowcu Corvatsch, na który dojeżdżamy sikibusem w 20 minut. Jedynie numery tras są tu takiej wielkości, że być może osoby z „sokolim wzrokiem” zdołają zobaczyć je z daleka. Na lodowcu możemy cieszyć się nocną jazdą (w piątki) na najdłuższej (5 km), oświetlonej nartostradzie w Szwajcarii.

St. Moritz dwa razy gościł uczestników olimpiady zimowej (1928, 1948), a Audi FIS Ski World Cup kobiet jest wpisane do corocznego kalendarza wydarzeń.

St. Moritz zdecydowanie zadowoli narciarzy, tym bardziej, że słońce świeci tu 322 dni w roku. Choć Polaków na stokach jest niewielu, to dwa razy spotkaliśmy Gosię z Zakopanego, która jest instruktorką narciarską w szkółce Grand Hotelu Kempinski. Dużo częściej można usłyszeć język rosyjski, a stroje rosyjskich narciarzy zwracają uwagę wyjątkowością i niezłym gustem, a mówię to bez żadnych podtekstów. Oligarchowie rosyjscy dobrze komponują się tu z wszechobecnym bogactwem. Zanim wspomnę parę słów o tym blichtrze, to jeszcze o sportach zimowych, niektóre z nich też przyciągają wyjątkowością.

W St. Moritz można uprawiać 150 różnych dyscyplin sportowych. Do wyboru curling, bobsleje, narciarskie maratony, wyścigi konne i polo na śniegu, itd.

Przed wyjazdem sprawdziłam na stronie St. Moritz, jakie wydarzenie odbędzie się podczas naszego pobytu. Odpadło polo (nazywane sportem królów), nie spotkamy więc księcia Korala, który podobno lubi podziwiać tę ekscytującą grę. Na szczęście będzie co oglądać. Pierwszy dzień nie spędzimy na nartach tylko na White Turf, wyjątkowym wydarzeniu z ekscytującymi wyścigami konnymi, na zamarzniętym jeziorze wśród pięknych, ośnieżonych gór St. Moritz.

Na tym corocznym wydarzeniu, trwającym od 1907 roku spotykają się właściciele wyścigów konnych, trenerzy i dżokeje z całego świata, a także miłośnicy koni, a wśród nich turyści tacy jak my, którzy chcą przeżyć coś niespotykanego.

Cała impreza, z zapleczem i torem wyścigowym na zamarzniętym jeziorze, z czasami odczuwalnymi trzaskami lodu, to niesamowite uczucie.

Wyruszamy po śniadaniu, z hotelu mamy ok. 10 min na piechotę. Na White Tour spędzamy właściwie cały dzień, oglądamy i oczywiście obstawiamy zwycięskie konie. Szczęście może nam dopisać na 6 wyścigach, ale możemy też go szukać w namiocie BMW przy stoliku do Black Jacka. Na zakładach wychodzimy właściwie na zero, ale ważniejsze były emocje i atmosfera.

Namioty są ogrzewane więc w razie potrzeby jest gdzie się rozgrzać. Nas rozgrzewają dodatkowo piękne widoki zarówno pędzących koni, jak i okolicznych gór, a przede wszystkim emocje związane z dopingiem obstawionych ewentualnych zwycięzców.

Pragnienie gasi się tu przede wszystkim szampanem, białym winem i whisky. Posiłki i przekąski serwują w namiotach znane miejscowe hotele. Panie w futrach i oryginalnie ubrani panowie wyróżniają się w tłumie.

Organizatorzy szacują, że w tych wyjątkowych spotkaniach wyścigowych w dniach 3, 10 i 17 lutego, odwiedzi to miejsce 35000 ludzi.

Czytałam, że St. Moritz to miejsce, gdzie dama bez futra z norek i sportowego ferrari może się poczuć nieswojo. Obalam ten mit, to prawda, że bywają tu koronowane głowy, grube ryby europejskiej finansjery, arystokraci i gwiazdy, ale większość to przeciętnie zasobni ludzie, którzy korzystają z uroków tego miejsca.

Do każdego z kultowych hoteli: Kulm, Carlton, Badrutt’s Palace czy Kempinski można wejść i podziwiać spektakularny wystrój. W Kempinskim (to jedyny Grand Hotel w St. Moritz Bad) byłyśmy świadkiem powitania ważnego gościa winem i chyba wodą, na pewno nie „wódą”.

Po nartach trzeba było decydować: iść na basen i spa, zwiedzać miasto, które tak wiele oferuje (6 muzeów, unikalną architekturę, najmodniejsze butiki, kluby itd.). Tu nie można się nudzić.

Nawet ci, co nie jeżdżą na nartach mają co robić, bardzo dużo tras spacerowych, naturalne lodowiska na jeziorze, wiele kawiarni ze słonecznymi tarasami, a więc trochę się zmęczyć, a potem odpoczywać na słońcu. O tej porze roku to bajka.

Narciarze biegowi są w St. Moritz i pobliskim regionie wszechobecni, nic dziwnego mają tu ok. 230 km przygotowanych tras. Ja sama patrząc na te trasy i lekkie narty z lekkimi butami pomyślałam, że chyba spróbuje tego sportu.

Kończąc wpis wspomnę, że to właśnie w St. Moritz Jan Kulczyk budował na wzgórzu Suvretta, z widokiem na trasy narciarskie, siedmiopiętową willę, w której nie zdążył zamieszkać. Sąsiadami Kulczyka mieli być sami miliarderzy, m.in. rodzina Gucci. Reporter CNBS określił willę jako najbardziej niesamowity dom, jaki kiedykolwiek filmował. Nawet nie będę pisać o bogactwie w wyposażeniu wnętrz, dodam tylko, że jest na sprzedaż za 185 mln dolarów, a na miłośników narciarstwa tam goszczących czeka nawet prywatny wyciąg krzesełkowy.

Co tam bogactwo, najważniejsze, że spędziłam tu narciarski super tydzień. St. Moritz gorąco polecam, to naprawdę miejsce, które przyciąga.

Podróż, luty 2019.

    2 Responses

    1. Wcale się nie dziwię, mam takie same odczucia, wróóóócić

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *