St. Moritz najbardziej znany alpejski kurort, to miejsce zdecydowanie nie tylko dla narciarzy, chociaż oni na pewno będą bardzo usatysfakcjonowani tym co spotkają na nartostradach. Miasto w XIX w. było znane ze sportów letnich, dopiero w latach 60’tych XIX w. narciarstwo zagościło tu na dobre, a zaraz za nim inne sporty zimowe. Więcej o tym we wcześniejszym wpisie.


St. Moritz to nie tylko sławny kurort, to także zastrzeżona prawnie marka. Jest to pierwsza nazwa geograficzna, która została objęta ochroną prawną. W latach 80. Szwajcarzy zarejestrowali nazwę miejscowości.
Co to 5 tysięczne miasto ma do zaoferowania, że przyjeżdżają tu chętnie lub budują rezydencje osobistości show-biznesu, koronowane głowy, najbogatsi szejkowie czy szefowie wielkich korporacji? Tomasz Mann, autor „Czarodziejskiej góry”, uważał, że jest to najpiękniejsze miejsce na ziemi.

Pomijając walory przyrodnicze, piękne widoki, urodę tej doliny, na pewno będąc w St. Moritz warto wstąpić do kultowych hoteli: Kulm, Kempinski czy Badrutt’s Palace wysyłających po swoich gości rolls-royce’a z szoferem. W każdym z nich doorman powita nas bardzo grzecznie i jeszcze podpowie co możemy zobaczyć.
To dzięki Johannesowi Badrutt St. Moritz stało się słynnym kurortem. U Badrutta, w jego pierwszym hotelu Kulm bywali przedstawiciele europejskiej finansjery, arystokraci i gwiazdy. Gościła tu Marlena Dietrich, Greta Garbo, Audrey Hepburn, Charlie Chaplin, Alfred Hitchcock. To właśnie w hotelu Kulm w 1878 r. zaświeciły się po raz pierwszy w Szwajcarii lampy. Na posiłek w restauracji Grand przyjeżdżało się podziwiać zainstalowane oświetlenie.


My co prawda mieszkamy w hotelu Laudinella w St. Moritz Bad (wcale nie narzekamy), ale tuż obok mamy Grand Hotel Kempinski zbudowany w 1864 roku jako Grand Hotel des Bains. Hotel Kempinski popularny jest ze względu na kasyno, w którym regularnie odbywają się wieczorki pod hasłem „Whisky & Cigar Night” oraz „Caviar und Vodka Nights”. W pobliżu hotelu znajduje się źródło mineralne odkryte około 3000 lat temu. Goście hotelowi mają dostęp do źródła poprzez fontannę znajdującą się w spa hotelu. Zwykli śmiertelnicy mogą degustować musującą wodę mineralną w pobliskim Forum Paraselsus, a w samym sercu muzeum można nawet podziwiać zza szyby, pierwotny wylot z źródła Mauritiusa, sięgający epoki brązu.


Podobno wszystkie hotele przebija Badrutt’s Palace, znajdujący się w samym centrum St. Moritz Dorf, w bezpośrednim sąsiedztwie hotelu Kulm. Ceny apartamentów zaczynają się od 8000 CHF za dobę. Sprawdziłam w internecie, że pokój można wynająć zdecydowanie taniej bo 1300 CHF za dobę, a czasami pewnie i w bardziej atrakcyjnej cenie. W hotelu zwraca uwagę oryginalny Rafael, drewniane biblioteki, wielkie kryształowe lustra.


Generalnie wszystkie odwiedzone przeze mnie Grand Hotele cechował luksus i przepych. Ale co tam, miło to się oglądało. Taki sam luksus prezentują butiki i galerie przy głównej ulicy Via Serlas. Nie dziwią najnowsze kolekcje Diora, Gucci, Chanel i innych niszowych marek.


W St. Moritz czeka na nas symbol Szwajcarii, czyli zegarki. Podczas naszego pobytu najbardziej reklamuje się Longines, jego wielkie zegarki spotykamy i w mieście i w różnych punktach obiektów narciarskich.

Na ulicach, na stokach, w dekoracjach świątecznych, gadżetach wszechobecne jest logo St. Moritz czyli słońce, które dla wtajemniczonych jest synonimem luksusu. Miasto ma też własne hasło reklamowe – „Top of the world” (Szczyt świata).

A co jeszcze poza luksusowymi hotelami i butikami ?
St. Moritz oferuje sześć muzeów, tor bobslejowy, stadion olimpijski, Kulm Country Club. Poza tym warto zajrzeć do jednego z najstarszych farmerskich domów z 1658 roku Chesa Veglia, w którym Budrutt’s Palace Hotel prowadzi trzy restauracje i dwa bary.

Ciekawostką jest znajdująca się na wprost Budrutt’s Palace filia Galerie Gmurzynska, założona przez Polkę – Krystynę Gmurzyńską. Galeria specjalizuje się w malarstwie awangardystów różnych narodowości, w szczególności rosyjskich.
Niezwykle intrygująco, wśród tradycyjnego budownictwa prezentuje się blok mieszkalny Casa Futura. W St. Moritz nie boją się łączyć różnych stylów architektonicznych.


St. Moritz ma też swoją krzywą wieżę wysokości 33 m, odchylenie 5,5 stopnia. Pochodzi z XII wieku, do 1893 roku była częścią kościoła św. Maurycego.

St. Moritz Dorf i St. Moritz Bad łączy ulica Via Serlas, ale bardzo ciekawa trasa prowadzi wzdłuż jeziora. Za Budrutt’s Palace Hotel znajdują się schody ruchome z The St. Moritz Design Gallery, którymi zjeżdżamy na taras z widokiem na jezioro, mijając po drodze ogromny podziemny parking z dojściem do stacji kolejowej, aby ostatecznie znaleźć się nad jeziorem. Latem wzdłuż brzegu, zimą po lodzie, podziwiając okoliczne góry spacerujemy pomiędzy Bad i Dorf. W St. Moritz i okolicach jest gdzie spacerować, dodatkowym atutem jest fakt, że słońce świeci tu ponad 300 dni w roku.

O jeszcze jednej ciekawostce opowiedziała nam Polka pracująca w sklepie Coop. Otóż w kościele katolickim, położonym w Bad tuż obok jeziora, znajduje się relikwia Jana Pawła II.

Na koniec jeszcze parę słów o hotelu Laudinella (co prawda bez Grand), w którym mieszkaliśmy. Przystępna cena jak na St. Moritz, pyszne śniadania i obiadokolacje w formie bufetu. W cenie dostęp do położonego obok bardzo fajnego basenu, a także do strefy spa zarówno na basenie jak i w hotelu. Ponieważ byliśmy zimą, bardzo ważna była dla nas odległość od wyciągów narciarskich. Z hotelu można było dojść 550 m na piechotę do gondoli, lub podjechać skibusem, który kursował co 10 min. Dojście do centrum St. Moritz Dorf to 20 min na piechotę, ale w takich okolicznościach przyrody spacer to sama przyjemność.

Podczas tygodniowego, narciarskiego pobytu udało nam się zobaczyć całkiem sporo, a ponieważ nie wszystko, trzeba będzie tu wrócić. St. Moritz jest na wskroś luksusowe, nawet toalety publiczne trzymają wysoki poziom.

Podróż, luty 2019.
