Spędzając tydzień w St. Moritz nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie odwiedziła Muzeum Sztuki Nowoczesnej stworzonego przez Grażynę Kulczyk w pobliskim Susch.
Muzeum mieści się w zaadaptowanym specjalnie na ten cel osiemsetletnim klasztorze z browarem. Na powierzchni około półtora tysiąca metrów kwadratowych można podziwiać sztukę współczesną, w dużej mierze polską.

Otwarcie muzeum odbierane jest całkowicie słusznie, jako wielki sukces, mecenas sztuki Grażyny Kulczyk. Dla mnie jako Polki porażką jest nie zatrzymanie takiego dokonania w Polsce. Ani Poznań, ani Warszawa nie wykazało się chęcią pozyskania takiej inwestycji, ale nie mi wnikać, dlaczego tak się stało.
Tak jak wpisaliśmy w książce w muzeum, nieważne w Szwajcarii, czy w Polsce trzeba cieszyć się tym co dokonała Grażyna Kulczyk. Przeczytałam już parę artykułów i obejrzałam kilka relacji międzynarodowych stacji telewizyjnych o muzeum Susch i wszyscy wypowiadają się z wielkim podziwem o Polish Lady.
Ale od początku. Zaczęło się od kupna małego browaru, potem budynku wykutego w skale. Dom po drugiej stronie ulicy też stał się częścią muzeum, połączono go z resztą obiektu tunelem. Kiedy podczas prac podziemnych odkryto piwnice, dokupiono kolejny budynek. Okazało się, że te kolejne oderwane od siebie budynki tworzyły wcześniej klasztorny kompleks.

Muzeum jest pięknie dopracowane, widać w nim dbałość o szczegół. Materiał na ścianach i podłogach nie jest wybrany losowo, wszystko wygląda na przemyślane i nie jest przypadkowe.
Przypadkowa nie jest też kolekcja gromadzona przez Grażynę Kulczyk, ale nie dziwi mnie to, bo jej bytność ze sztuką trwa wiele lat. Takiego muzeum nie może zrobić osoba, która nie siedzi w tym głęboko.

W ekspozycji stałej muzeum, mają specjalnie wydzielone przestrzenie między innymi, Monika Sosnowska z rzeźbą Stairs (dla niej specjalnie przygotowano pomieszczenie ekspozycyjne), Magdalena Abakanowicz czy Piotr Uklański z pracą Prawdziwi Naziści. Dla mnie to bardzo przyjemne odczucie, gdy prace polskich artystów sąsiadują z międzynarodowymi sławami.



Zgadzam się z Grażyną Kulczyk, że w wielu kolekcjach powtarzają się ci sami artyści. Jej cel, aby pokazać w muzeum to co niedostrzeżone lub przyćmione jest bardzo trafny i będzie czynił to muzeum wyjątkowym.

Na otwarcie muzeum przygotowało wystawę Kobiety patrzące na mężczyzn patrzących na kobiety. Kuratorem tej wystawy jest Polka, Kasia Redzisz (główna kuratorka Muzeum Tate Liverpool). Wybrane przez nią prace to spojrzenie na kwestię seksu i odczuwania ciała.



Kilkadziesiąt prac międzynarodowych artystów to bardzo osobiste skojarzenia, niektóre (tak je odebrałam) bardzo śmiałe. Pierwszy raz zetknęłam się z wystawą, tak otwarcie pokazującą erotyzm w sztuce. Czy jest to ekspozycja dla szerokiej publiczności? Nie wiem, ale jej odbiór to kwestia indywidualna.

Samo muzeum, ma raczej charakter kameralny. Przytulna biblioteka (jeszcze nie zapełniona książkami) i kawiarnia potęgują to wrażenie. Choć Susch to miasteczko w Alpach liczące niewiele ponad 200 mieszkańców, to muszę stwierdzić, że muzeum podczas naszego pobytu odwiedziło razem z nami naprawdę sporo osób.


To na pewno nie jest muzeum, które czeka na gościa, już teraz przyciąga miłośników sztuki. Widać duże zainteresowanie tym obiektem.
Podróż, luty 2019.
PS. Właśnie przeczytałam o kolejnej polskiej artystce, projektantce biżuterii, Annie Orskiej (doceniam i znam ją od lat), która na zaproszenie Grażyny Kulczyk zaprojektowała kolekcję z wykorzystaniem kamienia wydobytego podczas budowy muzeum. Biżuterię tę można od sierpnia tego roku oglądać i oczywiście kupić w muzeum Susch. Zdjęcia kolekcji i trochę więcej na ten temat znajdziecie na blogu Anny Orskiej.
