Chiny

Śródziemnomorski urok Makau

Zanim o tym, jak minął nam jeden dzień w Makau, parę słów o jego historii. W październiku spędziłam prawie dwa tygodnie w Portugalii więc żeby nie parę azjatyckich szczegółów i azjatyckie twarze (chociaż po latach panowania Portugalczyków wcale nie tak dosadnie azjatyckie) czułabym się jak w europejskiej Portugalii.

Makau to najstarsza europejska enklawa w Azji. W 1557 roku Portugalczycy udzielają Chinom pożyczki i dostają pozwolenie na założenie osady handlowej. Ponad 300 lat później w 1887 roku na mocy układu, Makau przechodzi oficjalnie we władanie Portugalczyków. Od tego czasu handel legalny i nielegalny przybiera na sile. Powstają piękne pałace, kolorowe kamienice, jezuici budują barokowe kościoły, a to wszystko przy placach rodem wyjętych z miasteczek portugalskich.

Portugalczycy władali Makau do 1999 roku, kiedy to rząd chiński przejął nad nim oficjalne zwierzchnictwo, choć chciano oddać kolonię wcześniej, po Rewolucji Goździków w 1974, ale wtedy Chiny odmówiły. Obecnie ta specjalna strefa Chin ma odrębny system prawny, administracyjny, gospodarczy i monetarny (walutą jest pataca). Tą dużą autonomią ma się cieszyć jeszcze 50 lat po cesji. Nazwy ulic pisane są w dwóch językach chińskim i portugalskim.

Makau jest przede wszystkim znane jako stolica azjatyckiego hazardu. Rząd chiński nie oparł się pokusie i zalegalizował „kurę znoszącą złote jajka”, że droga do legalizacji hazardu w Azji jest żmudna i czasami nie widać jej końca.

W Makau spędzamy jeden dzień (na spokojne zwiedzanie przydałoby się dwa). Przypływamy promem z Hongkongu na półwysep Macau (371 HKD w obie strony) w niespełna godzinę. Prom obsługują dwie linie, jedna z nich pływa na wyspę Taipa, skąd zaplanowaliśmy powrót. Tu mała dygresja, niewiele ponad tydzień przed naszym przyjazdem do Hongkongu, otwarto najdłuższy most na świecie (55 km) łączący Hongkong z Makau.

Trasa biegnie trzema podwieszanymi mostami i jednym tunelem podwodnym. Ciekawostką jest fakt, że w Chinach panuje ruch prawostronny, natomiast w Hongkongu i Makau lewostronny. Zmiana kierunku jazdy następuje w momencie przejechania przez bramki graniczne na wyspach znajdujących się nieopodal, utworzonych specjalnie w tym celu. Do tej pory pokonanie trasy łączącej Hongkong Makau zajmowało 3 godziny, teraz zajmuje to około 30 minut. Nowy most ma służyć przede wszystkim transportowi biznesowemu, autobusom i ciężarówkom. Przejazd samochodem osobowym jest możliwy tylko po okazaniu odpowiedniej przepustki.

W Makau można płacić hongkońskimi dolarami w stosunku 1:1. Jest to trochę niekorzystne, ale tragedii nie ma.

Zwiedzanie zaczynamy nie od kasyn, bo na to mamy przeznaczone późne popołudnie, aby docenić też nocne iluminacje. Na szczęście Makau to nie tylko kasyna i duży konsumpcjonizm, to także urokliwa kolonialna architektura.

Z portu do centrum docieramy autobusem (6 HKD). Zaraz przy lotnisku widzimy reklamy Grand Pirx Macau, to tu odbywa się uliczny wyścig Formuły 3.

Przed starym centrum przejeżdżamy w pobliżu symbolu Makao, Hotelu Grand Lisboa, który wzbija się w niebo na wysokość 261 metrów. Kształtem ma przypominać symbol miasta – kwiat lotosu. Później wielokrotnie będziemy go widzieć z różnych części metropolii.

Ostatecznie wysiadamy w pobliżu uroczego Placu Senatu (Largo do Senado). Główne zabytki Makao nie są zbyt oddalone od siebie, warto więc wyruszyć na spacer i poczuć klimat tego miejsca.

Zaczynamy od Placu Senatu. Dwukolorowy kamień, którym wyłożony jest plac, symbolizuje swoim wzorem fale, a stojące wokół niego pastelowe budynki powodują, że czujemy ni mniej nie więcej tylko śródziemnomorski klimat.

Z placu kierujemy się w stronę barokowego kościoła Świętego Dominika z XVI wieku. Żółto-biała elewacja z zielonymi okiennicami przyciąga uwagę, jest po prostu taka radosna. Wstęp do kościoła i przylegającego do niego muzeum jest bezpłatny, warto zajść choć na krótko.

Stąd jest już całkiem blisko do największej atrakcji i jednego z ważniejszych symboli Makau. Ruiny Kościoła Św. Pawła (Ruinas de Sao Paulo) stojące na sporym wzniesieniu robią niesamowicie wrażenie. Z kościoła, niegdyś największego chrześcijańskiego budynku sakralnego w Azji, w wyniku pożaru w 1995 roku, pozostała tylko fasada, ale jaka fasada.

Do ruin dochodzimy Rua de Sao Paolo, pełnej sklepików z przysmakami Makau. Sprzedawcy zapraszają do próbowania pork jerky i beef jerky z różnymi przyprawami, czyli suszonego mięso w cienkich tabliczkach. Trzeba więc spróbować.

W bezpośrednim sąsiedztwie ruin znajduje się fort obronny z XVI wieku, Fortaleza do Monte z Muzeum Makau. Z wysokich murów rozciąga się widok na okolicę, z jednej strony zdominowany przez Hotel Grand Lisboa z armatami na pierwszym planie.

Za ruinami skręcamy w lewo i kierujemy się zgodnie z napisami w stronę Kościoła Św. Antoniego. Architektura nie jest już tak pastelowa jak w ścisłym centrum, wysokie bloki z pajęczynami kabli, pełno zaparkowanych skuterów, świeże ryby na bambusowych misach, jest zdecydowanie bardziej azjatycko, co nie znaczy, że nie jest ciekawie.

Niedaleko kościoła Św. Antoniego wybudowanego w miejscu pierwszej kaplicy w Macau, znajduje się cmentarz i kościół protestancki. W XVIII i XIX wieku chowano tu głównie Brytyjczyków i Amerykanów. Nagrobki stojące wśród plumerii, to historia katastrof morskich, epidemii gorączki i chorób.

Zanim dotrzemy z powrotem do Placu Senatu mijamy jeszcze po drodze prawie 400 letnią Hong Kung Temple czyli świątynię bogini łaski. Na jej dachu znajdują się porcelanowe figurki przedstawiające postacie historyczne.

Zatoczyliśmy koło i znowu jesteśmy na czarno białym Placu Senatu, na wprost którego znajduje się gmach leal Senado (lojalnego Senatu). Budynek z 1784 roku szczyci się białym foyer, skąd do ogrodów prowadzą schody wyłożone azulejos (biało-niebieskie kafelki). Teraz w budynku mieści się Ratusz Miejski.

Uff, zobaczyliśmy sporo, a przed nami wcale nie mniej atrakcji. Przydałaby się kawa, ale jak na złość nie widzimy żadnej klimatycznej kawiarenki. Na szczęście na początku placu rzuca się w oczy lodziarnia Hagen Daz, będą więc i lody, i kawa, i chwila odpoczynku.

Naszym kolejnym celem jest Świątynia A-Ma, do Świątyni, z okolic Plaza do Senado, kierujemy się na południe mijając najpierw uroczy trójkątny plac Św. Augustyna, z kościołem pod wezwaniem właśnie tego Świętego. Kościół z 1814 roku ma bardzo przestronne, jasne wnętrze i wyłożony białym marmurem ołtarz z figurą ukrzyżowanego Chrystusa.

Nieopodal znajduje się zbudowany w 1873 r. ciągle czynny Teatr Dom Pedro V. Był to pierwszy europejski teatr w południowych Chinach.

Idąc dalej ulicą Ruo de Sao Laurenco mijamy po prawej stronie kościół właśnie pod wezwaniem Św. Wawrzyńca, który powstał w XIX wieku, na fundamentach świątyni z najwcześniejszego okresu portugalskiej kolonizacji.

Na wysokości uroczego placyku Lango Lilau mieści się wpisany na listę UNESCO Dom Mandaryna. Został zbudowany w 1881 roku przez pisarza, filozofa i przedsiębiorcę Zheng Guanyinga i jego ojca. W połowie XX wieku rodzina Zhenga opuściła kompleks. Po wyprowadzce poszczególne pomieszczenia były wynajmowane jako mieszkania. W pewnym okresie liczba najemców wynosiła ponad 300, co nie było bez znaczenia dla kondycji obiektu. W 2001 roku kompleks został kupiony przez Instytut Kultury Makau i przeszedł szereg renowacji.

Za placykiem ulica zmienia nazwą na Calcada do Barra i to właśnie przy niej po lewej stronie widzimy imponujące zabudowania Koszar Wojskowych w stylu mauretańskim z 1874 roku, usytuowanych na granitowej platformie, wyniesionej ponad poziom ulicy. Obecnie mieści się tu Urząd Morski Makau, Na tyłach koszar urząd dysponuje też pomieszczeniami w bardzo nowoczesnych budynkach, z nowoczesną przestrzenią przed nimi.

Po tych wszystkich atrakcjach odwiedzonych po drodze, dochodzimy do kolejnego placu. Na wprost widzimy wybrzeże i usytuowane na cypelku Muzeum Morskie, a po lewej stronie nasz cel, czyli świątynię A-Ma, poświęconą królowej niebios. Jest to najstarsze miejsce kultu w Makau, jeszcze z przed czasu osiedlenia się Portugalczyków. A-Ma jest najpopularniejszym bóstwem w Makau. Między salami modlitwy i głazami, rozmieszczone są miejsca z kadzidełkami w kształcie stożków. Świątynia to magiczne miejsce położone na skarpie, pachnące kadzidełkami.

Na wprost świątyni ciągnie się dość długi mur, ze wszechobecnym na świecie grafitti.

Ze świątyni kierujemy się w stronę Hotelu Lizbona, wybieramy Avenida da Republica ciągnącą się wzdłuż brzegu jeziora Sai Van. Mijamy kolonialne budynki, malutkie placyki i mamy też dużo szczęścia, bo przy tej właśnie ulicy znajduje się restauracja Henri’s Galley, a my jesteśmy po tylu godzinach zwiedzania najzwyczajniej w świecie mocno głodni.

Przez okna restauracji widzimy piękny widok na most i wysokie charakterystyczne budynki znajdujące się po drugiej stronie jeziora, w tym 338 m wieżę widokową, z której można też skoczyć na bungee.

Do jedzenia zamawiamy danie typowe dla Makau, czyli kurczaka po afrykańsku. Kurczak (galinha) podawany jest w sosie z orzeszków ziemnych, pomidorów, papryki i chilli. Znalazłam dwie wersje wprowadzenia tego dania do Makau. Pierwsza mówi, że dotarło do Makau dzięki portugalskim oficerom wojskowym. Po przejściu na emeryturę otworzyli oni lokale, które serwowały żywność znaną im z zagranicznych wojaży.

Popularna jest też wersja, że ​​afrykański kurczak został wprowadzony przez miejscowego (portugalskiego) szefa kuchni w latach czterdziestych XX wieku. Americo Angelo wykorzystał do jego przygotowania przyprawy pozyskane podczas podróży do afrykańskich kolonii w Portugalii.

Pokrzepieni posiłkiem ruszamy w stronę Grand Lisboa, a konkretnie na przystanek autobusowy, aby przemieścić się na wyspę Taipa, do dzielnicy hazardu.

O tej wieczornej odsłonie Makau w następnym wpisie. Cdn.

Podróż, listopad 2018.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *