Chiny

Wyspa Hongkong z panoramą miasta z Victoria Peak, luksusowymi sklepami Causeway Bay, klimatycznym Soho i torem konnym w Happy Valley.

W Hongkongu mieszkamy w hotelu Holiday Inn Express w pobliżu Times Square, czyli w czołowej dzielnicy handlowej Hongkongu, w bezpośrednim sąsiedztwie dużych (w zasadzie bardzo dużych) Galerii Handlowych. W miejscu gdzie tłumy przechodniów maleją tylko nad ranem.

Z lotniska dojeżdżamy Airport Express z przesiadką na niebieską Island Line. Z metra wysiadamy wprost do ogromnego Centrum Handlowego. Nasz hotel znajduje się po drugiej stronie uliczki. Po paru dniach, nasza najkrótsza droga z metra do hotelu będzie prowadziła przez sklep z kosmetykami. Hotel w bardzo dobrej cenie jak na Hongkong i super usytuowany, zdecydowanie polecam. W zasięgu pieszym i to niedalekim pełno restauracji, w tym klika z gwiazdką Michelina. Trochę szczegółów o tym we wpisie TUTAJ

Zwiedzanie wyspy zaczynamy od najpiękniejszej panoramy miasta, czyli widoku z Victoria Peak. Ze wzgórza można zobaczyć prawie całą wyspę Hongkong, Kulum, sporą część Nowych Terytoriów, Chiny kontynentalne i Makau. Wzgórze Wiktorii było zawsze najkorzystniejszym miejscem na budowę domu. Trzeba było ubiegać się o specjalne pozwolenie, a Chińczycy dostąpili zaszczytu osiedlenia się tu dopiero w 1945 roku, wcześniej mogli tam przebywać tylko chińscy służący. Na górę dostajemy się kolejką linową z 1888 roku (jedną z najstarszych na świecie), która wspina się pod niesamowitym kątem. Podczas jazdy wydaje się, że domy są pochylone pod kątem prawie 450. Za przejazd płacimy kartą Octopus i dzięki temu nie stoimy w dość sporej kolejce do kasy.

Na górze znajduje się budynek z tarasem widokowym, a w nim oczywiście sklepy, restauracje, kawiarnie i muzeum figur woskowych. Najładniejszy jest widok na biurowce w Central i dzielnicę Tsim Sha Tsui po drugiej stronie portu. Na wzgórzu jest przeważnie wietrznie i tak było tym razem, ale to w niczym nie przeszkadza, aby podziwiać wyjątkową panoramę. Stojąca na przeciwko wieży Peak Galleria podczas naszego pobytu była w remoncie. Tuż obok obu budynków stoi zabytkowy, zielony wagonik przekształcony w informację turystyczną.

Na wzgórzu jest wiele tras spacerowych, jest to idealne miejsce dla piechurów i miłośników niecodziennych widoków.

U podnóża Victoria Peak znajduje się 10 ha oaza zieleni, otoczona drapaczami chmur dystryktu Central, czyli Hong Kong Park.

Jest to popularne miejsce przyjęć weselnych, ale przede wszystkim: szklarnie, muzeum serwisów do herbaty (z ciekawymi, krótkimi filmami o technikach parzenia herbaty, eksponatami i sklepikiem z herbatą (wstęp wolny)), ptaszarnia (niestety w remoncie), amfiteatr grecki, sztuczne jeziora, wodospady i ścieżka fontann. Latające kolorowe motyle, przyciągają fotografów, chcących uchwycić ich piękno.

Na terenie parku znajduje się wieża widokowa z tarasem, z którego rozciąga się spektakularny widok na metropolię. Wchodząc warto spojrzeć na oznaczenie. Z jednej strony okrągłej wieży schody prowadzą na górę, z drugiej na dół.

Niedaleko parku, przy Garde Road znajduje się katedra Św. Jana, najstarszy zabytek architektury sakralnej w Hongkongu. Będąc na dziedzińcu kompleksu, trzeba koniecznie spojrzeć w górę, aby zobaczyć wieżę kościoła skomponowaną z nowoczesnymi wieżowcami.

To spoglądanie do góry na drapacze chmur, będzie nam towarzyszyć dosyć często.

Po wizycie w katedrze kierujemy się na zachód, na tereny, na których tuż po założeniu kolonii osiedlali się Chińczycy. W osiedlu Mid-Levels ze skromniejszymi kamienicami, za to z uroczymi restauracyjkami i sklepikami korzystamy z najdłuższego na świecie, ruchomego chodnika (800 m).

Wjazd na górę ok. 20 min, zejść można schodami obok. Zbudowano je w 1993 roku, aby rozładować poranne korki, nie tylko na chodnikach, ale też na krętych wąskich uliczkach. Jadąc schodami możemy zaglądać w okna drugiego piętra kamienic, możemy wysiąść na każdym, dobrze oznakowanym zejściu. Jak nam się spodoba okolica, warto pospacerować po wąskich, urokliwych uliczkach i zaułkach.

Przy Staunton, Elgin i Shelley Street rozciąga się modna dzielnica restauracji, pubów i klubów, czyli SoHo (skrót od South of Hollywood Road). Tu też można znaleźć najbardziej autentyczne puby, poza Wielką Brytanią. My zaszliśmy, pewnie nie do tego najbardziej autentycznego, ale za to z pięknym muralem i przypadkową sesją zdjęciową młodożeńców.

Przy Hollywood Road (nazwa od ostrokrzewów (ang.  holly), rosnących tu kiedyś gęsto, jak las (ang. wood)) znajdziemy sklepiki z antykami i sztuką współczesną. Warto zerknąć też w boczne uliczki i podziwiać dzieła artystów streetartu.

Bardzo ważnym miejscem usytuowanym przy Hollywood Road jest Świątynia Man Mo, zbudowana przed przybyciem Brytyjczyków w 1841 roku. Jest to najstarsze miejsce kultu w Hongkongu. U stropu Świątyni zawieszone są wielkie spiralne kadzidła, które palą się przez kilka tygodni.

Ostatnie odwiedzone przez nas miejsce w tym rejonie to Western Market (Morrison Street), zgrabny edwardiański budynek z 1901 roku, Obecnie mieści się tu sklep z tkaninami i rękodziełem. Budynek przyjemny, sklepiki też, ale jeśli nie mamy zbyt dużo czasu to spokojnie możemy tę atrakcję pominąć.

Jeden dzień na wyspie Hongkong poświęcamy na zwiedzanie okolic w pobliżu hotelu, czyli Causeway Bay. Żeby odpocząć od wszechobecnych tłumów przelewających się ulicami, można udać się do Parku Wiktorii, największego publicznego miejsca zieleni. Królowa Wiktoria spogląda na nas surowym obliczem z pomnika, a my pomimo tego staramy się czerpać przyjemność z tego miejsca.

Jeśli nie w samym parku to w kompleksie znajdziemy korty, boiska i baseny. W parku natomiast można skorzystać z dużych trawników do piknikowania, ścieżek do jazdy na wrotkach, popatrzeć na praktykujących tai chi, czy po prostu odpocząć w bambusowych zagajnikach. Honk Kong Park jest zdecydowanie ciekawszy, w Parku Wiktorii najbardziej brakowało mi prawdziwej kawiarni lub herbaciarni, były tylko dwa stoiska z najbardziej popularnymi napojami. Myślę, że inaczej odbierają to miejsce miejscowi, którzy mają gdzie uprawiać sport lub po prostu leniuchować z dala od hałasu miasta.

W północno-wschodniej części parku można usiąść na ławce i przyglądać się dżonkom, samponom i luksusowym jachtom z Hong Kong Yacht Club w przystani tajfunowej, z nowoczesnym budownictwem w tle. Ten widok towarzyszy nam przez jakiś czas, ponieważ z parku przez kładkę nad ulicą dostajemy się do przybrzeżnej promenady.

Idąc w stronę hotelu dochodzimy do armaty, o której istnieniu nie mieliśmy pojęcia. W XIX wieku firma Jardine naraziła się brytyjskiej marynarce, gdyż bez pozwolenia witała przypływające statki salwą. W ramach kary nakazano firmie, aby armata grzmiała codziennie, sygnalizując upływające godziny. Tradycję zachowano do dziś, tak więc co dzień w południe słyszymy dzwon i wystrzał armatni.

Zanim dotrzemy do hotelu przejdziemy się jeszcze Deptakiem Mody, z najbardziej awangardowymi butikami. Fajne miejsce, ale bez rewelacji. Przecież tuż przy hotelu mamy Time Square z drogimi sklepami, eleganckimi restauracjami, z charakterystycznym ogromnymi telebimami i zegarami.

Będąc w Hongkongu, a tym bardziej, że mieszkamy o przysłowiowy rzut beretem od Happy Valley, nie sposób opuścić wyścigi konne, którymi ograniczeni zakazami hazardowymi Azjaci tak się pasjonują. Od września do czerwca, w środy i soboty wieczorem trzeba zasiąść na trybunie wyścigów konnych.

Potwierdzam prawdziwość tego co czytałam wcześniej, otaczające tor drapacze chmur, przeżywający głośno zakłady, podnieceni azjatyccy, miłośnicy hazardu i koni robią niesamowite wrażenie. Duże wrażenie robią też loże honorowe, a w zasadzie ich ilość i wielkość.

Wcześniej warto zapoznać się z typem zakładów, jakie spotykamy na tym torze (zdecydowanie inny niż w Polsce), to ułatwi nam obstawianie, tym bardziej, że niektóre kombinacje mogą być mylące. Podobno kto pierwszy raz obstawia, zawsze wygrywa. My jesteśmy niestety wyjątkiem, które ma za zadanie potwierdzić tę regułę.

Hong Kong Jockey Club nadzorujący wyścigi, każdego roku obraca kwotą ponad 100 mld HKD, jest to największa wartość na świecie, jeśli chodzi o organizację kierującą wyścigami.

Wejście na wyścigi w wysokości 10 HKD można opłacić w wygodny sposób, kartą miejską Octopus.

Wyspa Hongkong ma naprawdę wiele do zaoferowania, a to co opisałam, to są te najważniejsze rzeczy, które warto zobaczyć i te które potwierdzają niezwykłość tej metropolii, a na nas czekają przecież kolejne terytoria.

Podróż, listopad 2018.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *