Chiny

Czy Półwysep Koulun i Nowe Terytoria to „ciemniejsza strona” Hongkongu ?

Koulun to zatłoczone, hałaśliwe, ale czy naprawdę ponure miejsce? Takie określenie jest zdecydowanie krzywdzące, nie jest to miejsce podobne do dystryktu Centralnego, ale nie brak tu nowoczesnych budynków, kolorowych targów, ośrodków kulturalnych, a także miejsc silnie związanych z historią Hongkongu. Jest bardzo różnorodne. W czasach kolonialnych Brytyjczycy mieszkali głównie na wyspie, Chińczycy natomiast na kontynencie, nie powinna więc dziwić specyfika tego miejsca.

Z wyspy na Koulun dostajemy się promem Star Ferry, to bardzo wygodna, szybka i tania przejażdżka.  Płacimy kartą Octopus. Promy (jak i taksówki) są nieco staroświeckie ale maja swój urok, a widok z pokładu na panoramę Hongkongu niezapomniany.

Wychodząc z promu po lewej stronie mamy Ocean Centrum, w którym króluje głownie elektronika.

Po prawej stronie widzimy nowoczesne budynki Hongkońskiego Centrum Kulturalnego, a pomiędzy nimi Wieżę Zegarową z 1921 roku. Jest to pozostałość po dworcu, który stał przy linii kolejowej, łączącej Hongkong z Europą.

Architektura różowego gmachu Centrum Kulturalnego z wklęsłym dachem, mieszczącego teatry i salę koncertową, nie każdemu przypadła do gustu.

Tuż obok znajdują się budynki Muzeum Sztuki i Muzeum Kosmosu w kształcie połowy piłeczki golfowej. Teren całego kompleksu jest sympatycznie urządzony, z rzeźbami, zielenią i zewnętrznymi scenami, na których podczas naszego pobytu cały czas coś się działo.

Wzdłuż wybrzeża biegnie promenada, można wejść na wiadukt i podziwiać widoki kompleksu kulturalnego z góry lub położone po drugiej stronie zatoki wieżowce Central.

Przedłużeniem promenady jest Aleja Gwiazd, niestety w remoncie. Miasto pomyślało jednak o turystach i po drugiej stronie Salisbury Road, mogliśmy oglądać przeniesione z Alei statuy filmowców i odciski rąk hongkońskich sław filmowych, w tym najbardziej znanego Jacki Chana.

Na rogu wspomnianej już Salisbury Road i Nathan Road znajduje się hotel Paninsula, po otwarciu w 1928 roku, zyskał miano jednego z najlepszych w Azji. W środku możemy podziwiać wspaniałe lobby, a na zewnątrz Rolls-Royce Extended Wheel Phantoms. Hotel ma 14 Rolls-Royce, specjalnie zmodyfikowanych na potrzeby gości hotelowych.

Ciekawa jest historia powstania Nathan Road czyli głównej ulicy handlowej Koulun. Jej nazwa pochodzi od gubernatora (1904-1907), który zadecydował o powstaniu okazałego bulwaru, zacienionego z obu stron figowcami. W dzielnicy, gdzie mieszkało niewiele osób, ulica szybko zyskała nazwę „Głupota Nathana”. Gubernator był jednak bardziej przewidujący, niż sadzili mu współcześni, bo obecnie ulicą przelewają się tłumy mieszkańców i turystów, luksusowe sklepy przeplatają się maleńkimi sklepikami. Możesz być pewny, że przy sklepie z zegarkami światowych marek, zostaniesz zaczepiony przez ulicznego handlarza oferującego „copy watches”. Dzisiaj ulica zyskało miano „Złotej mili” z powodu witryn połyskujących złotem, jadelitem, drogimi zegarkami i sprzętem elektronicznym.

Będąc na Nathan Road nie sposób pominąć Chungking Mansions (nr 36-44), to tu widać najbardziej wielokulturowość Hongkongu. Z głównej ulicy wchodzimy przez całkiem okazałą bramę do kolorowego centrum handlowego z rodzinnymi jadłodajniami, restauracjami z kuchnią indyjska i bliskowschodnią, sklepami z używanymi telefonami, handlarzami wszelkiego rodzaju dóbr i kantorami. Gdy przez nie przejdziemy i wyjdziemy na zewnątrz, przenosimy się w świat malutkich, często obskurnych przejść. Powyżej pasażu handlowego znajdują się pokoje gościnne, w bardzo przystępnych jak na Hongkong cenach. Z lokali o niewysokim standardzie korzystają przeważnie backpackerzy.

Chungking Mansions jest miejscem stałego zamieszkania dla setek tysięcy imigrantów z całego świata. Szacuje się, że jednego roku przewijają się tutaj ludzie 120 narodowości, największą populację stanowią hindusi. Chungking Mansions to miejsce spokojne, pomimo ogromnej ilości ludzi różnych wyznań, a to chyba dzięki temu, że zarobki pozwalają na względnie spokojne życie. Dla turysty oprócz tętniącego tu życia i centrum handlowego, pozostanie w pamięci zapach odpadów, wiszące kable i wąziutkie brudne (też ze starości) smutne przejścia.

W niewielkiej odległości od Chungking Mansions , po przeciwnej stronie Nathan Road znajduje się Park Koulun. Można tu odpocząć od zgiełku ulicy i popatrzeć na ćwiczących Chińczyków młodszych i starszych, występy lokalnych artystów (chyba amatorów) lub po prostu podziwiać przyrodę i znajdujące się w parku rzeźby.

Największym zawodem dla mnie były „sławne” targi na Mong Kok. Nie przeszkadzał spory ruch, miejscami tłok, ani taka sobie architektura, to dla mnie klimat azjatyckich, dużych miast. Targ Kwiatów, czyli sklepiki ze sporą ilością kolorowych roślin, nie robi specjalnego wrażenia, skoro w naszych sklepach można teraz kupić większość wystawianych tu kwiatów.

Damski Targ, to wbrew nazwie ubrania dla obu płci i mnóstwo chińskich pamiątek.

Nawet Targ Złotych Rybek nie urzekł rybkami w torebkach foliowych. Według chińskich wierzeń, akwarium pełne złotych rybek to szczęście, spokój i uroda, a więc kupujących nie brakuje. Zwyczaj trzymania złotych rybek sięga dynastii Tang (618-907 n.e.), kiedy to cesarze prowadzili hodowlę karasi złocistych. Zgodnie z feng shui równie dobrze dla szczęścia działa namalowana na ścianie rybka jak i ta w akwarium.

W zachodniej części Koulun leży dzielnica Sham Shui Po. Na lotnisku wzięłam książeczkę reklamującą ten rejon. Po przejrzeniu, naprawdę nabrałam chęci się aby się tam udać. Miejscowych przyciąga wielkie centrum handlowe Golden Computer Arcade and Computer Center, a ja chciałam zobaczyć ulicę: guzików, koralików, wyrobów ze skóry, tasiemek, zabawek, krawców. Do ulicy krawców, ani do restauracji z gwiazdką Michelina nie dotarłam. To co oferowały sklepy, które zobaczyłam,  nieważne w detalu, czy w hurcie,  nie miało tego uroku co na zdjęciu, a wręcz skutecznie zniechęciło mnie do dalszego zwiedzania. Policjanci zapytani o drogę do jakiegoś sklepu, byli pewni, że pytamy o drogę do restauracji z dim sumami wyróżnionej przez Michelina. Widocznie jest to najczęściej zadawane im przez cudzoziemców pytanie.

Być może nocny bazar na Temple Street (którego nie odwiedziłam) zrekompensowałby sławę ulicznych targowisk.

Jedno jest pewne, wizyta na Koulun jest obowiązkowa. Tu Hongkong jest zdecydowanie bliżej Chin.

Świadczy o tym też, niezwykły klasztor Dziesięciu Tysięcy Buddów, usytuowany na Nowych Terytoriach. Pobyt tam to oddech od hałasu i pośpiechu Hongkongu i Koulun.

Opis dotarcia podaję z blogu duze-podroze, z którego sama skorzystałam. Po wyjściu ze stacji metra Sha Tin, nie ma żadnych znaków jak dojść do klasztoru. Wyjście B, potem w lewo i wzdłuż takiego „placyku” ze starymi budynkami (będzie on po lewej stronie). Jak dojdziecie do centrum handlowego to znowu w lewo, potem pierwsza w prawo i potem mała ścieżka w lewo.

Przy wejściu pod górę (400 stopni) towarzyszy nam 500 posągów Buddy w dość niezwykłych pozach. Wszystkie w złotym kolorze, znaczna część wymagająca już renowacji.

Wejście normalnie nie tak długie, zajmuje trochę czasu. Zarezerwujcie go na podziwianie min i pozycji mijanych figur.

Klasztor oraz świątynie budowane w tym miejscu przez 20 lat, z inicjatywy Wielebnego Yuet Kai w latach 50. XX wieku, mieszczą się na dwóch poziomach.

W pawilonie głównym na pólkach zobaczymy ok. 13 tysięcy niedużych figurek Buddy, każda opatrzona nazwiskiem darczyńcy.  Na tarasie wokół świątyni ustawiono posągi obrazujące jego uczniów, a także parę innych posągów w tym posąg bogini łaski, zwrócony w stronę Czerwonej Pagody. Pagoda z klasztoru występowała na banknotach HDK.

Na kolejnym poziome znajdują się zmumifikowane szczątki pierwszego opata klasztoru. Możemy wejść jeszcze parę schodków wyżej, podziwiać figury Buddy w trawie i widok na zabudowę mieszkaniową Nowych Terytoriów.

Wracamy ścieżką z drugiej strony góry, zdecydowanie mało ciekawą. Po lewej stronie widzimy pagodę na wzgórzu Po Fook.

 

Podróż, listopad 2018.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *