Chiny

Lantau największa z wysp Hongkongu

Nie dość, że największa wyspa, to może się też pochwalić posągiem Wielkiego Buddy, przed którym mieszkańcy Hongkongu kłaniają się przynajmniej raz w życiu.

Ale po kolei. Na wyspę Lantau docieramy metrem. Jej główne atrakcje to wspomniany Wielki Budda w klasztorze Po Lin i Disneyland. Wagoniki metra jadące do Disneylandu mają okienka w kształcie mysich uszu. Wygląda to bardzo sympatycznie.

Do klasztoru docieramy kolejką linową, za wjazd nie można płacić kartą Octopus. Mamy pecha, bo nad wyspą unosi się mgła, nie pozwalająca podziwiać w pełni uroków krajobrazu. Widzimy bez problemu lotnisko i ludzi wchodzących na szczyt piechotą. Jeśli chodzi o nasz pech, to mgła jest tu dosyć częstym zjawiskiem, więc trudno trafić na idealną widoczność. Wiele osób odradzało wjazd do klasztoru przy słabej pogodzie. Jeśli o mnie chodzi, obejrzałam kolejnego Wielkiego Buddę (ten, podobno największy na świecie) i kolejny klasztor, i polecam spędzenie w tym miejscu pół dnia.

Droga do klasztoru prowadzi przez małe miasteczko z kawiarniami i sklepikami oraz charakterystycznymi bębnami. Idąc przez nie, mamy przed sobą profil majestatycznego Buddy.

Aby do niego dotrzeć trzeba pokonać trochę schodów.

Prawie 30 metrowy Budda siedzący na tronie w kształcie kwiatu lotosu, odlany został z brązu, w 202 częściach. Jego składanie w całość trwało 3 lata.

Na ogromnym postumencie posągu stoi sześć figur bodhisattwów niosących dary.

Klasztor znajduje się obok wzgórza z posągiem Wielkiego Buddy.

W pawilonie głównym, możemy podziwiać misternie rzeźbione, złote figury Buddów w otoczeniu wielu ozdób.

Klasztor jest bardzo przyjemny, niezwykle kolorowy, a jego stołówka z wegańskimi daniami cieszy się sporą sławą. My nie byliśmy głodni, więc pochwały powtarzam po tych co próbowali serwowanych tam potraw.

Pomimo różnych opinii, zdecydowaliśmy się odwiedzić jedno z ostatnich rybackich miasteczek na wyspie czyli Tai O, do którego docieramy autobusem. Przystanek autobusu znajduje się na tyłach sklepików, obok których przechodziliśmy w drodze do Wielkiego Buddy. Ponieważ mamy prawie godzinę do odjazdu, decydujemy się na kawę w Starbuksie. Na przystanek przychodzimy 10 minut przed odjazdem, autobusu nie ma, ale jak to w Hongkongu karnie stoi kolejka ludzi, których jest na pewno więcej niż może pomieścić autobus. Popsuło nam to trochę humor, bo odjazdy są co godzina. Jeśli trafi Wam się tak sytuacja, to uspokajam. Obsługa pasażerów jest bardzo elastyczna, podstawiono natychmiast dwa dodatkowe autobusy, aby obsłużyć chętnych, a zapłata za przejazd możliwa kartą Octopus.

Tai O, dawniej największa wieś na wyspie, została zbudowana przez Tanków na palach. Tankowie to lud zajmujący się rybołówstwem i wydobyciem soli, stąd wyczuwalny zapach ryb i owoców morza, nieodłącznie związany z przetwórstwem ryb. Wioska położona jest na wyspie Lantau, a także na niewielkiej wysepce tuż obok. Łączy je 15 metrowy most.  Część domów jest już betonowa, ale stare budowle zachowały się do dziś.

Trzeba zobaczyć wioskę od strony wody, a więc decydujemy się na rejs łódką. Najpierw krótka wyprawa w morze, potem przejażdżka po kanale.

Niestety, widok choć interesujący nie napawał optymizmem, woda i brak konserwacji zrobiły swoje. Część domów to po prostu ruina.

Spacer między domami po lądzie, to spotkanie z ludźmi, małymi restauracjami i sklepikami.

Na straganach ryby w różnej postaci, w tym niesamowite, budzące duże zainteresowanie mątwy.

Po raz kolejny przekonałam się, że wielkie wow dla kogoś i rada, że nie warto oglądać jakiegoś miejsca, nie zawsze idą w parze z moim odbiorem.

Podróż, listopad 2018.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *