Miasto Evora, swoją niezwykłą urbanistykę (asymetryczne place, dziwnie pokręcone uliczki) zawdzięcza najprawdopodobniej wielokulturowości, która ją przez wieki formowała. Najpierw Rzymianie, potem Maurowie w końcu monarchowie portugalscy i spora społeczność żydowska.


Sercem Evory jest plac Praca do Giraldo. Obecnie jest to ulubione miejsce spotkań mieszkańców i centrum turystyczne. Pełno tu kawiarenek, a więc idealne miejsce na chwile wytchnienia przy dobrej portugalskiej kawie i pysznym oczywiście portugalskim ciastku.
My zaczynamy zwiedzanie od XVII wiecznej Capela dos Ossos, a to z prostego powodu, tuż obok znajduje się parking, z którego ruszamy na spacer po Evorze. Krypta przyległa do kościoła św. Franciszka jest nietypowa, jak na tego typu miejsca. Jej wnętrza wypełniają piszczele i czaszki ludzkie, które pochodzą od ponad pięciu tysięcy zmarłych, zebranych z ponad 40 przepełnionych cmentarzy klasztornych. Kaplica jest zbudowana z kości, szczątki zmarłych znajdują się także w murach i filarach budynku.

Przed wejściem do kaplicy, na przeciwległej ścianie, znajduje się panel kafelkowy autorstwa architekta Sizy Vieiry (którego nie sposób nie zauważyć), kontrastuje on aluzję śmierci tak wszechobecną w krypcie z cudem życia.

Capela dos Ossos jest pierwszą perełką Evory, choć określenie może się wydać niezbyt trafne, to jest to miejsce wyjątkowe.

Skoro krypta przylega do kościóła – Igreja de São Francisco, nie ma wyboru, trzeba zobaczyć tę gotycko-manuelińską świątynię, zbudowaną około 1510 roku.


Naszym kolejnym celem jest górne miasto, a w nim Catedral de Évora zbudowano w latach 1186-1250, w miejscu fortecy i meczetu Maurów. Bardzo charakterystyczną cechą frontu katedry są jej dwie mocno różniące się wieże, a także portal z marmurowymi rzeźbami 12 apostołów. Największe wrażenie zrobiły na mnie nie wspomniani apostołowie, ani krużganki i ogrody, tylko figurka Matki Boskiej ciężarnej. Pierwszy raz widziałam w taki sposób przedstawioną Bogurodzicę. To dla mnie kolejna perełka Evory.

Ciekawostką jest, że to właśnie w tej katedrze w 1497 roku zostały poświęcone proporce z okrętów Vasco da Gamy, który wyruszał w swoją pierwszą podróż na wschód.


Na lewo od katedry znajduje się kolejna perełka Evory, budowla która wydaje się nie pasować do budynków stojących wokół, młodszych o 1400 lat. Są to ruiny rzymskiej świątyni, zwanej świątynią Diany. Zbudowano ją ok. I wieku poświęcając prawdopodobnie Jowiszowi, a nie jak nazwa wskazuje Dianie. W Portugalii jest to jedyne miejsce, gdzie możemy spotkać tak zachowany rzymski relikt.

Droga powrotna na parking to spacer urokliwymi uliczkami, wypatrywanie streetartu, przebieranie w wyrobach z korka, które w Portugalii spotykamy na każdym kroku, a więc torebki, portfele, buty, kapelusze i wiele innych.


W Evorze polecam restaurację Docas Gourmet przy R. Romão Ramalho 37A. Siedzimy przy stolikach na zewnątrz, kelnerka zagaduje nas po polsku, doradza, jest bardzo przyjemnie.

Delektujemy się jedzeniem, podziwiamy studentów w czarnych pelerynach (uff, a jest tak gorąco), panie odpoczywające na schodkach.

Na koniec jeszcze tylko małe spożywcze zakupy i żegnamy kolejne portugalskie miasto, które nas ujęło swoją atmosferą.

Podróż, październik 2018.
