Portugalia

Pocztówkowe Óbidos z tradycyjną wiśniową nalewką Ginja de Óbidos, a na deser Peniche

Óbidos to małe, słodkie miasteczko, którego serce bije w obrębie XVI wiecznych murów.

Samochód zostawiamy na parkingu nieopodal południowej bramy Porta da Vila z 1380 roku. Wchodząc do niej zadzieramy głowę do góry i podziwiamy XVIII wieczne azulejos.

Tuż po przekroczeniu bramy nie przestajemy podziwiać uliczek w kwiatach, białych budynków z elementami pomalowanymi na kolor żółty, niebieski, zielony. W stronę placu Św. Marii idziemy główną ulicą Rua Direita, aby za chwilę skręcić w boczne urokliwe miejsca.

Początki Óbidos założonego przez Celtów sięgają roku 308 p.n.e. Dziś możemy cieszyć się miastem odnawianym w kolejnych stuleciach, po trzęsieniu ziemi i innych przygodach. Nie tylko starożytne miasto, ale i otaczające je mury są w znakomitym stanie. Na mury obronne można wejść i podziwiać panoramę okolicy. Ciekawostką na murach są metalowe elementy przeznaczone do kotwienia łodzi. Tu także powtarza się sytuacja, którą opisałam we wpisie o Aveiro. Óbidos leżało nad oceanem, ale w XV wieku żywioł odciął miasto od wody.

Wracając do samego miasteczka, układ zabudowy pozostał niezmieniony, dzięki czemu dziś możemy spacerować po uliczkach wytyczonych jeszcze w średniowieczu. Stąpamy więc po wybrukowanych uliczkach, podziwiamy mini ogródki, kościoły (a nie brakuje ich w Obidos), a także masę sklepików z miejscowym (i nie tylko) rzemiosłem.

Chcieliśmy zajść do kościoła Santa Maria, ale jak to coraz częściej na świecie bywa, był zamknięty. W kościele można zobaczyć kilka obrazów malarki Josefy de Óbidos, jednej z nielicznych znanych malarek epoki baroku, która przeniosła się tu na stałe z Sewilli. Kościół, w 1441 roku był miejscem zaślubin 10-letniego króla Alfonsa V z jego 8-letnią kuzynką Izabelą.

Nad miastem góruje pocztówkowy mauretański zamek, odnowiony w XIV w. przez króla Dionizego I. Dziś w zamku mieści się luksusowy hotel. Być może możemy poczuć się w nim jak jego była mieszkanka Izabela Aragońska, która była w nim zakochana.

Będąc w Óbidos nie sposób odmówić sobie kieliszeczka wiśniówki, tym bardziej, że kieliszek musi być obowiązkowo z czekolady. Tak serwowana wiśniówka, robiona z miejscowych wiśni nazywa się ginjinha.

Co mogę o tym najsłynniejszym wyrobie miasta powiedzieć? W Polsce domowej roboty wiśniówki są równie pyszne (no niestety wolę bardziej wytrawną), ale uważam, że tak podana nalewka jest obowiązkowa do spróbowania. Chcąc przenieść ten smak do Polski, możemy kupić gotowe, czekoladowe kieliszki i serwować razem z polską wiśniówką zaproszonym do domu gościom.

Na deser wspomniane w tytule Peniche. Peniche to miasto portowe położone w odległości 30 km od Obidos. Do XVI wieku stanowiło osobną wyspę, kiedy to na skutek zamulania wąskiego kanału zostało połączone ze stałym lądem. Peniche jest niewielkie i nie tak piękne jak odwiedzane dotąd przez mnie miasta, ale ma dwie rzeczy (może i więcej), które przyciągają turystów. Pierwsze to usytuowana pomiędzy niewielkim starym miastem a oceanem okazała twierdza obronna, wzniesiona w latach 1557-1645. Podczas I wojny światowej w murach twierdzy przetrzymywani byli niemieccy jeńcy, a w czasach panowania Salazara funkcjonowało tu z jedno z najcięższych więzień w kraju. Obecnie w twierdzy urządzone zostało muzeum, w którym prezentowane są głównie eksponaty związane z funkcjonowaniem miejscowego portu.

Ponadto, Peniche miasteczko, które powoli staje się mekką sportów wodnych! To tu, jest jedno z najlepszych miejsc do surfowania w Portugalii oraz w Europie, a to dzięki wysokim falom, które przyciągają surferów z całego świata.

 

Podróż, październik 2018.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *