Mówiąc azulejos i fado myślisz o Portugalii. Podczas poprzednich wizyt w Portugalii widziałam na ulicach i w budynkach nie jedno piękne dzieło z azulejos, a jeśli chodzi o fado to miałam szczęście tylko przez chwilę usłyszeć dźwięki tej muzyki dobiegające z restauracji. Teraz zawitałam do Narodowego Muzeum Azulejos i do Clube de Fado, który ma opinię miejsca z najlepszymi występami fado w Portugalii.

Muzeum Azulejos otwarte w 1965 roku warte jest odwiedzenia nie tylko ze względu na historię kafli, ale też ze względu na sam budynek. Mieści się ono w dawnym Klasztorze Madre Deus (Matki Boskiej) z 1509 roku i zachwyca swoją architekturą oraz zdobieniami.

Zanim zaczniemy zwiedzać zatrzymujemy się na posiłek w restauracji muzealnej. Jak zawitacie do muzeum głodni to polecam. Już podczas posiłku możemy podziwiać różnorodne kafle ceramiczne.

Zgromadzona kolekcja płytek jest największą kolekcją w Portugalii. Obejmuje ona sposoby produkcji azulejos tj. materiały, techniki i ich rozwój od XV wieku, aż do chwili obecnej. Ceramiczne płytki, pokryte są nieprzepuszczalnym i błyszczącym szkliwem. Najczęściej mają kształt kwadratu. choć zdarzają się prostokątne i owalne. Powierzchnia kafli jest najczęściej jedno kolorowa, czyli niebieskie wzory na białym tle, ale może być wielokolorowa, płaska lub z fakturą.

Na ostatnim piętrze muzeum jest wystawionych trochę ciekawych dzieł z azulejos w tym znacznych rozmiarów mozaikę przedstawiającą panoramę Lizbony z przed trzęsienia ziemi w 1755 roku.

Portugalia i sąsiadująca z nią Hiszpania technikę produkcji azulejos zawdzięcza Maurom. W całej Portugalii możemy cieszyć oczy płytkami azulejos zdobiącymi zewnętrzne i wewnętrzne ściany budynków. Mogą to być scenki rodzajowe, wydarzenia historyczne i biblijne lub po prostu geometryczne lub kwiatowe wzory.

Ogromne wrażenie na odwiedzających (na mnie też) robi wnętrze kościoła z niebieskimi płytkami azulejos i złoconym ołtarzem.

Muzyka Fado, co znaczy los lub przeznaczenie, pochodzi z biednych, portowych miast Portugalii. W Lizbonie rozwijała się przede wszystkim w dzielnicach Alfama i Mouraria. Dwieście lat temu rozbrzmiewała na ulicach stolicy i była niezwykle popularna. Od paru lat fado przeżywa swój renesans. Zanim dane było mi posłuchać muzyki fado na żywo, słuchałam Amalii Rodrigues, powszechnie uważanej za najwybitniejszą reprezentantkę tego gatunku, a z tych jeszcze bardziej współczesnych Marizy i Any Moura. To co doświadczyłam na żywo, nie jest porównywalne ze słuchaniem z nośnika. Fado to ogromna dawka emocji, nawet bez znajomości portugalskiego czuje się miłość, tęsknotę, tragedię i niespełnienie.

Jeśli chcemy posłuchać fado, to najlepiej w Lizbonie, a to tylko ze względu na fakt, że w Alfamie, czy Bairro Alto jest najłatwiej znaleźć miejsce, gdzie możemy wieczorem cieszyć się tą muzyką. Podczas występu, nie wypada prowadzić rozmów oraz przeszkadzać. Nie jest to trudne, bo muzyka fado wciąga i pozwala na chwilę refleksji.
Sam spacer po wieczornej Alfamie wprowadził mnie w odpowiedni nastrój. Oświetlone, wąskie uliczki, urocze zakamarki no i pogoda, to jest to czego potrzeba w chłodnym już w Polsce październiku.

Dopiero po przyjściu do Clube do Fado dowiedziałam się, że jesteśmy w miejscu, które ma opinię najlepszego w Portugalii. Clube de Fado to, dwupoziomowa restauracja w sercu Alfamy. Jej gwiazdą i szefem muzycznym jest Mário Pacheco, mistrz gitary portugalskiej, dwunastostrunowego instrumentu, bez którego nie odbędzie się żaden koncert fado. O kunszcie tego muzyka świadczy fakt, że fundacja Amalii przyznała mu tytuł najwybitniejszego kompozytora fado. Ponadto Mario tworzy dla największych pieśniarzy Portugalii. Między innymi kilka z najsłynniejszych pieśni charyzmatycznej Marizy jest jego autorstwa.
W Clube de Fado większa grupa musi dokonać rezerwacji, pojedyncze mogą mieć nadzieję na wolny stolik. Zanim przyjdzie nasza pora (jesteśmy wcześniej) oglądamy w „poczekalni” zdjęcia muzyka ze sławami fado, a także z gośćmi, którzy goszczą na pierwszych stronach gazet, a odwiedzili ten lokal.
Mario Pacheco zagrał dla nas cudowne fado. To były trzy krótkie spotkania, w tym dwa z różnymi pieśniarkami. Żadna z nich to nie Mariza, która czasami towarzyszy muzykowi (to chyba na zamkniętych wieczorach), ale to nie umniejsza jakości muzyki, której słuchamy.

Rozmawiać i konsumować można w czasie przerw, z tego co zauważyłam, kiedy w restauracji na dole jest przerwa, artyści śpiewają w sali na piętrze. Sprawiło to na mnie wrażenie braku spontaniczności, czułam takie trochę przedmiotowe traktowanie słuchacza, ale być może się czepiam. Poza tym trafili nam się goście przy stoliku obok (większa grupa), którzy rozmawiali podczas występu, na szczęście dało się wytrzymać.
Jedno jest pewne, muzykę fado trzeba posłuchać na żywo, a Clube de Fado oferuje ją na najwyższym poziomie. Jeśli wolicie miejsce mniej znane, a tym samym z łatwiejszą rezerwacją, to w Lizbonie ich nie zabraknie, w innych miastach Portugalii nie ma tak wielu miejsc, gdzie można posłuchać fado.
Podróż, październik 2018.
