Portugalia

Spacer brukowanymi chodnikami Lizbony wśród zabytków i streetartu

Spacer po Lizbonie to nie tylko zabytki i muzea, to także streetart, który już przy pierwszej wizycie w tym mieście skradł mi serce, a także ciekawe, lokalne jedzenie i dobra kawa z narodowym ciastkiem pasteis de nata.

Spacer zaczynamy od dzielnicy Baixa i wyjątkowego kościoła Dominikanów (São Domingos). Został on uznany za jeden z najwspanialszych kościołów Lizbony po trzęsieniu ziemi w 1755 roku. Jednak nie ten fakt zadecydował o wyjątkowości tego kościoła. W sierpniu 1959 roku od płonących świec, zapaliło się drewniane wnętrze kościoła. Pożar zniszczył dekoracje ścienne, marmury, drewniane wyposażenie, zapadło się również sklepienie.

Kościół uprzątnięto i zabezpieczono, spaloną ruinę pokryto prowizorycznym dachem, zamontowano prowizoryczną instalację elektryczną, by można było odprawiać w nim msze. Prowizoryczne prace nie zabezpieczyły kościoła przed dalszą degradacją.

W 1992 roku ogłoszono konkurs architektoniczny na koncepcję odbudowy kościoła. Zwyciężyła wersja, w której zdecydowano nie naprawiać kościoła ze wszystkich zniszczeń, których dokonał pożar. Dzięki temu można do dziś oglądać skutki płomieni.

Kościół jest czynny od 8 do 18 dla zwiedzających i tych wszystkich, którzy chcą uczestniczyć w liturgii. Fasada kościoła nie zapowiada tego co możemy poczuć wchodząc do środka. Pozostawione ślady pożaru robią niesamowite wrażenie. Pozostawione ślady żywiołu przypominają mi byłą portugalską kolonię Makau z ruinami Kościoła Św. Pawła, niegdyś największego chrześcijańskiego budynku sakralnego w Azji. W wyniku pożaru w 1995 roku uległ on zniszczeniu, pozostała tylko fasada, ale jaka fasada, zobaczcie TUTAJ.

Po tej dawce wyjątkowości opuszczamy na chwilę Baixa i nową windą Elevador do Castelo udajemy się do Alfamy. Tej dzielnicy nie można nie odwiedzić. Winda jedzie do Zamku św. Jerzego, ale dziś Was tam nie zaproszę, wysiadamy więc na pierwszym przystanku. Jest to druga (po Elevador de Santa Justa) winda pionowa w Lizbonie i jest darmowa. Lizbona położona jest na siedmiu wzgórzach więc takie udogodnienia to skarb. Tuż przy windzie znajduje się taras widokowy na Baixę.

Wychodzimy z windy i od razu dostrzegam streetart, będzie nam towarzyszył co jakiś czas, aż do punktu widokowego Santa Lucia.

Idąc Costa de Castelo nie przegapcie Chapito la Mesa, tam po raz pierwszy jadłam najlepszą na świecie ośmiornicę. Jedzenie jest tam wyborne, warto zamówić sobie stolik na wieczór, bo oprócz jedzenia jest też piękny widok na Lizbonę.

Punkt widokowy Miradouro de Santa Luzia, leżący w sercu Alfamy jest bardzo znanym i popularnym miejscem. Nic dziwnego, oprócz przepięknego widoku na Alfamę i Tag oferuje cudownie ukwiecone bugenwillą pergole, urocze zakątki, mały, biały, kościół św. Łucji, z wyjątkowo piękną panoramą Lizbony pokazaną na płytkach azulejos.

Takie miejsce przyciąga też artystów malarzy, grajków, co jeszcze bardziej potęguje urok tego zakątka.

Tuż obok punktu widokowego znajduje się przystanek sławnego tramwaju 28. Skoro tak, to krótka dygresja o tej atrakcji Lizbony, której wizerunek znajduje się na wielu pamiątkach. Zabytkowy, żółty tramwaj przejeżdża przez najciekawsze dzielnice Lizbony: Alfamę, Baixe, Chiado i Bairro Alto. Warto wybrać się na taka wycieczkę. Linia 28 działa od 1914 roku na długości 7 km.

Nasz następny przystanek to Katedra Se, której budowę rozpoczęto po jej wyzwoleniu z rąk Maurów w 1147 roku. Została ona wybudowana w stylu romańskim, w następnych latach przebudowano wnętrze nadając mu gotycki charakter. W katedrze zostały złożone relikwie św. Wincentego z Saragossy, który jest patronem Lizbony.

Z katedry Se udajemy się w kierunku Łuku Triumfalnego (Arco da Rua Augusta), bardzo charakterystycznej budowli w dzielnicy Baixa. Łączy on jeden z głównych placów Lizbony (Praca do Comercio) z najbardziej reprezentacyjną ulicą (Rua Augusta). Łuk został wybudowany jak większość obiektów w Portugalii po wielkim trzęsieniu ziemi w 1755 roku.

Idąc ulicą Augusta od placu, zatrzymajcie się na rogu Rue de Santa Justa i spójrzcie w lewą stronę. Na końcu ulicy zobaczycie najsłynniejszą windę Lizbony Elevador de Santa Justa zaprojektowaną przez Raoula Mesnier de Ponsard, ucznia Gustawa Eiffla.

Windę zaczęto budować w 1900 roku, a jej budowa trwała dwa lata, połączyła dwie dzielnicy Lizbony. Początkowo napędzana była parą wodną, którą w 1907 roku zastąpiły silniki elektryczne. Konstrukcja 45 metrowej windy wykonana jest z żelaza. Wystrój jest w stylu neogotyckim. Z trzeciego poziomu windy podziwiać można wspaniałą panoramę Lizbony.

W niedalekiej odległości od windy (dolna stacja), w dzielnicy Chiado mieści się najsłynniejsza kawiarnia w centrum Lizbony. Kawiarnia A Brasileira istnieje od listopada 1905 roku. Właściciel Adrano Telles (brazylijskiego pochodzenia) otworzył kawiarnię, aby sprzedawać tu brazylijską kawę z regionu Minas Gerais w Brazylii. W ówczesnym czasie, kawa to nie był poszukiwany napój w Lizbonie. Telles okazał się jednak urodzonym handlowcem, zastosował prosty chwyt marketingowy, do każdego kilograma kawy oferował w gratisie filiżankę brazylijskiej kawy. W kawiarni można było dostać wiele artykułów spożywczych, wszystkie sprowadzone z Brazylii. Obecny wygląd, czyli zielone drzwi wejściowe, lustra na ścianach oraz wykończenia w stylu Art Deco pochodzi z 1922 roku, wtedy też w Café A Brasileira zainstalowano pierwszy ekspres do kawy.

Za czasów Pierwszej Republiki Portugalskiej (1910), kawiarnia gościła ważne osoby dla tamtych czasów. Miejsce nadal pozostało bardzo modne, nie zatraciło swojego klimatu i przyciąga jak za dawnych czasów, może trochę mniej intelektualistów i artystów, za to turystów i zwykłych Portugalczyków nie brakuje.

Spacer kończymy na dworcu Rossio, z którego odjeżdżają pociągi do Sintry. Dworzec zachwyca elewacją wykonaną w stylu neomanuelińskim, o którym pisałam już w niejednym wpisie. Fasada dworca przyciąga wzrok dwoma splecionymi portalami w kształcie podków i bogatymi dekoracjami rzeźbiarskimi typowymi dla wspomnianego stylu manuelińsiego. Dworzec wybudowano w latach 1886-1887. Obecnie w jego wnętrzu znajduje się m.in. hostel.

Jeśli jesteśmy przy dworcu kolejowym to parę słów o największym dworcu Portugalii, czyli lizbońskim dworcu Oriente. Został wybudowany w ramach Expo, które odbywały się w Lizbonie w 1998 roku. Budynek jest olbrzymi, ale mieści nie tylko dworzec kolejowy. Znalazły tu miejsce dworzec autobusowy (na dwóch poziomach), stacja metra Oriente i Galeria Handlowa.

Moje wpisy o Portugalii nie byłyby pełne, gdybym nie wspomniała o narodowej potrawie tego kraju, czyli bacalhau, suszonym i solonym dorszu przyrządzanym na 365 sposobów. Spożycie dorsza przez Portugalczyków jest tak ogromne, że już kilka wieków temu państwo zaczęło importować tę rybę z norweskich łowisk. Skąd ta popularność bacalhau w Portugalii? Trzeba cofnąć się do epoki Odkryć, kiedy to portugalscy żeglarze miesiącami eksplorowali świat, mając pod ręką ryby jako główne źródło pożywienia. Solone i suszone ryby utrzymują trwałość prze dłuższy czas, a to jest duża zaleta.

W Portugalii prawie każda restauracja ma w swoim menu bacalhau, a więc warto spróbować tego portugalskiego przysmaku, pamiętając, że świeży dorsz nazywa się freskiem bacalhau.

Tym kulinarnym akcentem kończę wpisy o Portugalii, którą odwiedziłam w październiku 2018 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *