USA

Surowe piękno Big Sur

Big Sur to 110 km odcinek wybrzeża. Trzeba koniecznie dodać, pięknego wybrzeża. Trasa wije się serpentynami pomiędzy oceanem, a wyrastającym z niego pasmem górskim Santa Lucia. Tak naprawdę co chwila można zatrzymywać się i zachwycać pięknem krajobrazu. Teren Big Sur jest bardzo stromy, do wielu pięknych plaż nie ma po prostu dostępu, Nie rzadko spotkać można prywatne działki, także niedostępne dla turystów.

Najłatwiejszym i najszybszym sposobem zwiedzenia Big Sur jest przejazd wzdłuż wybrzeża Pacyfiku legendarną kalifornijską autostradą nr 1 (Highway 1). Łączy ona San Francisco z Los Angeles.

Przeznaczyliśmy na tę podróż jeden dzień. Był to tak naprawdę ostatni dzień naszej wyprawy po Stanach. Żeby bez pośpiechu podziwiać to miejsce i móc zobaczyć wszystko co oferuje, jeden dzień jest zdecydowanie za mało.

Nasz pierwszy przystanek to jeszcze nie punkt widokowy na ocean tylko The Mystery Spot, atrakcja otwarta w 1939 roku przez George’a Prather’a. Od razu zaznaczę, że chociaż wizyta w tym miejscu jest możliwa przez cały rok, to my byliśmy godzinę przed otwarciem i ze względu na dość długą trasę przed nami zrezygnowaliśmy z odwiedzin. Tajemnicze miejsce jest popularną atrakcją turystyczną i zyskało uznanie jako „pudło grawitacyjne” lub „przechylony dom”. W Mystery Spot prawa grawitacji i fizyki wydają się zanikać, kule toczą się pod górę, a ludzie przechylają się na obok nie przewracając się.

Psychologowie z Berkeley twierdzą, że wszystkie nieporozumienia wynikają z prostego faktu, że dom jest nachylony pod kątem 20 stopni. Podobno na użytek turystów przewodnicy sugerują, że w starożytnych czasach spadł w to miejsce meteoryt i pozostawił magiczny krąg.

Z The Mystery Spot udajemy się do miejscowości Carmel-by-the-Sea. Nie mogłabym jej pominąć. Wiele amerykańskich romansów toczy się w tym miejscu. Miasteczko leżące nad piękną zatoką jest wyjątkowo urokliwe, nic dziwnego, że jest zamieszkane głównie przez artystów i milionerów.

Ładne domki, liczne galerie (najwięcej w Stanach) i kawiarenki, zachęcające do wejścia zapachem świeżo palonej kawy, to właśnie jest Carmel żyjące swoim własnym spokojnym rytmem. Spokoju miasta w swoim czasie strzegł Clint Eastwood, który dzierżył tytuł burmistrza.

Zanim na dobre opuścimy miasteczko, zatrzymujemy się w Carmel Mission, czyli Bazylice San Carlos Borromeo de Carmelo Mission, założonej przez księdza Junipero Serra w 1770 roku i jest to druga z 21 misji w Kalifornii. Po krótkim pobycie w pobliskim Monterey w 1771 roku, początkujący zakład został przeniesiony na teren Rio Road. Misja Carmel jest uważana za najbardziej autentycznie odrestaurowaną misję franciszkańską.  San Carlos Borromeo de Carmelo jest nadal aktywną parafią, która zapewnia wiernym wiele okazji do uczestniczenia we mszy, natomiast dziedziniec i ogrody misji są spokojnymi miejscami idealnymi do medytacji lub odpoczynku.

Z Carmel droga prowadzi nas w stronę oceanu i parku Big Sur. Krajobraz zaczyna zmieniać się może nie na bardzo dziki, ale surowy i piękny. Wysokie klify, spienione wody Pacyfiku, małe plaże, wodospady nie muszą zachęcać, żeby zatrzymywać się na specjalnie przygotowanych punktach widokowych.

Pierwszy obowiązkowy przystanek to Bixby Creek Bridge, otwarty w 1932 r. most jest jednym z najczęściej fotografowanych w USA. Przyciąga profesjonalnych fotografów, jest też idealny dla miłośników selfie.

 

Następne przystanki są losowe, czyli co nam się podoba, im więcej zachwytów w samochodzie, tam się zatrzymujemy.

Ostatni punkt, który zobaczyliśmy na trasie to Elephant Seal Vista Point. Klify powoli stają się niższe i przed naszymi oczami rozpościera się spokojna zatoka, którą upodobały sobie słonie morskie. Żyją tu całym stadem (17 000) i można je obserwować z niewielkiej odległości, spacerując po promenadzie.

Od lipca do sierpnia na plaży można zobaczyć setki słoni morskich. Liczba ta wzrasta do tysięcy od stycznia do maja, czyli w okresie porodowym.

Parę faktów o tych ssakach: mogą ważyć do 5000 funtów, do 80% życia spędzają na oceanie (8–10 miesięcy w roku na otwartym oceanie), mogą nurkować przez okres od 15 minut do 2 godzin, migrują tysiące mil, dwa razy w roku.

Widoki na walczące lub nastawione romantycznie słonie morskie w ich naturalnym środowisku zachwycają. To piękny akcent kończący naszą podróż po USA.

Podróż, listopad 2011.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *