Australia

Niebieski Australian Open i kolorowy art street w Melbourne

Nasz termin podróży do Australii nie był przypadkowy. Chcieliśmy być na styczniowym Australian Open, bo to był ostatni Wielki Szlem, którego nie widzieliśmy. Czytałam przed wyjazdem, że całe Melbourne jest wtedy niebieskie, ale ja tę niebieskość zobaczyłam w całej okazałości dopiero na kortach tenisowych.

Tradycyjnie kupiliśmy bilety jednego dnia na sesję dzienną, drugiego na sesję nocną. Były to  początkowe dni turnieju, ale to właśnie wtedy można popatrzeć na zawodników z całej drabinki turniejowej. Udało nam się zobaczyć cały przekrój graczy, łącznie z tymi ze ścisłej czołówki. Równie ważna była możliwość oglądania i kibicowania naszym polskim tenisistom. W sesji dziennej oglądaliśmy Jerzego Janowicza, a w wieczornej triumfującą Agnieszkę Radwańską. Mieliśmy dużo szczęścia, że udało nam się zobaczyć Agnieszkę, bo kupując bilety nie była jeszcze rozpisana drabinka turniejowa i nie były przydzielone konkretne korty.

Jeżeli będziecie mieli możliwość uczestniczenia w takiej sportowej imprezie, to nie wahajcie się. Parę osób z naszej grupy to laicy jeśli chodzi o tenis. Przed wyjazdem byli gotowi zrezygnować z tych wrażeń i po prostu powłóczyć się po mieście. Dali się przekonać bez większego problemu i naprawdę nie żałują. Kibicowanie na żywo, atmosfera i ta cała otoczka warta jest posmakowania chociaż raz w życiu.

W Melbourne mieszkamy w Aria Serviced Apartments, dobre położenie w stosunku do kortów i centrum miasta. Poruszaliśmy się na piechotę.

Droga na korty to spacer wzdłuż rzeki Yarra, a więc przyjemna trasa z widokiem na centrum miasta.

Po drugiej stronie rzeki, nie sposób przejść obojętnie obok Federation Square, placu w centrum miasta, który kilka lat temu zyskał nowoczesny wygląd. Znajdziemy tu informację turystyczną, darmowe wifi, coś dla przyjemności, a więc lody, kawę, koncerty i świetny punkt widokowy na to co się wokół dzieje. W czasie Australian Open wystawione są leżaki, z których można oglądać na dużym telebimie to co się dzieje na kortach. Warto się tu zatrzymać i po prostu patrzeć.

Tuż obok Federation Square przyciąga uwagę Flinders Street Station, czyli największy dworzec w Melbourne. Jego sylwetkę można spotkać na wielu pocztówkach.

Wiadomo, w Melbourne (czytaj w Australii) nie ma tylu zabytków co w Europie, oglądamy więc to co jest. Trzy kościoły, w tym dwa przy Collin Street kongregacyjny St. Michael’s Uniting Church wybudowany w 1867 r. oraz prezbiteriański Scot’s Church z 1874 r.

St. Michael’s Uniting Church został zaprojektowany przez Josepha Reeda w stylu neoromańskim z zewnętrznymi wielokolorowymi murami, otwartymi krużgankami i łukami romańskimi.

Wnętrze kościoła zaprojektowano pod wpływem prośby wielebnego Hendersona tak, aby wszyscy członkowie zboru mogliby zarówno słuchać, jak i widzieć kaznodzieję. Rezultatem jest wnętrze bardzo przypominające teatr.

Scot’s Church to odpowiedz dla kongregacjonistów, którzy dominowali w Melbourne. Ich liberalność drażniła konserwatywnych osadników z Irlandii Północnej i Szkocji, którzy w odwecie, na wprost St. Michael’s Uniting Church wybudowali neogotycki Scot’s Church, według projektu tego samego architekta (Josepha Reeda). Kościół jest w stylu neogotyckim, zbudowany z kamienia wapiennego pochodzącego z Nowej Zelandii. We wnętrzu znajduje się imponująca kolekcja dużych i mniejszych witraży przedstawiających różne motywy chrześcijańskie, w tym Ostatnią Wieczerzę. Niestety o tych witrażach tylko przeczytałam w literaturze, na żywo nie udało się ich zobaczyć, bo kościół był zamknięty.

Podobno do dziś między dwoma kościołami trwa cicha rywalizacja m.in. o najlepszych kaznodziejów oraz o najlepsze kazania.

Zajrzeliśmy jeszcze do Katedry Świętego Pawła, skoro była po drodze, dlaczego nie wejść do środka. Katedra stoi w miejscu, w którym odbywały się pierwsze publiczne nabożeństwa chrześcijańskie w Melbourne. Od 1836 do 1848 roku było to miejsce handlu kukurydzą. W 1848 r. Kościołowi anglikańskiemu przyznano budowę niebieskiego kościoła parafialnego św. Pawła. Konsekrowany w 1852 r. kościół był używany do 1885 r., kiedy to został zburzony, aby zrobić miejsce dla obecnej katedry.

Architektura kościołów współgra z nowoczesnymi budynkami, a na ulicach co jakiś czas przyciągają uwagę instalacje.

Skoro żadne australijskie miasto nie ma tylu pięknych pasaży handlowych co Melbourne, trzeba było skierować kroki do najbardziej znanego i najstarszego w Australii Royal Arcade. Zaprojektowano go w roku 1869. Royal Arcade jest jedną z najsłynniejszych na świecie pereł architektury wiktoriańskiej, co ciekawe łączy najważniejsze ulice tzw. Złotej Mili, czyli dwukilometrowej trasy biegnącej przez najważniejsze wiktoriańskie zabytki miasta.

Między China Town a Federation Square, znajduje się street artowy raj. Hosier Lane to miejsce pełne murali, które od 1990 roku razem z pobliskim Rutledge Lane stanowią barwną wizytówkę Melbourne.

Jest tu naprawdę co podziwiać i nie dziwi fakt, że to miejsce jest często wymarzonym tłem dla sesji zdjęciowych, czy programów telewizyjnych, tym bardziej, że miejsce to jest naznaczone ręką najznakomitszych ulicznych malarzy.

Podróż, styczeń 2016

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *