Brunico i dwa niesamowite muzea usytuowane na szczycie Kronplaz zwiedziałam przy okazji narciarskiego wyjazdu. To naprawdę super sprawa, kiedy coś dla ciała, możemy połączyć z czymś dla ducha.
Brunico-Bruneck
Brunico jest największym miastem długiej na 100 km doliny Val Pusteria/Pustertal, oddzielającej austriacki Tyrol Wschodni od włoskiego Tyrolu Południowego. Dla większości (ok. 83%) mieszkańców Brunico, językiem ojczystym jest język niemiecki. Niech więc nie dziwi nazewnictwo w dwóch językach. Południowy Tyrol, a więc i Brunico stało się częścią Włoch po I wojnie światowej.

Miasto leży na wysokości 835 m n.p.m, w otoczeniu wysokich gór. Od północy graniczy z lodowcami Alp Zillertalskich, a od południa ze szczytami Dolomitów. Piękne położenie, bogaty wybór pensjonatów i hoteli czynią Brunico-Bruneck atrakcyjnym miejscem na wakacje przez cały rok. A to jeszcze nie koniec, w 2009 roku zostało uznane we Włoszech za najlepsze małe miasteczko do zamieszkania.

Brunico zostało założone w połowie XIII wieku przez biskupa Bressanone, Brunona von Kirchberga, który wzniósł dominujący nad miastem zamek.

Można dojść do niego spacerem w ciągu kilku minut z historycznego centrum miasta, jest częściowo udostępniony dla zwiedzających. W jednym z jego skrzydeł mieści się od 2011 muzeum górskie (MMM Ripa) założone przez słynnego himalaistę włoskiego, Reinholda Messnera.


Najstarszy kościół w obrębie starych murów miejskich zwany Kościołem Deszczowym znajduje się u podnóża góry zamkowej. W 1340 roku była to kaplica Ducha Świętego, a następnie miejsce pochówku rodzinnego. W XVII wieku patronem została św. Katharina, a kaplica została stylizowana na barok i rozbudowana w kościół.
Miejscowa legenda głosi, że postanowiono sprzedać dzwon z wieży, niestety dwanaście koni nie mogło go ruszyć, za to z nieba spadła kartka ze słowami: Nazywam się Katharina, znam każdą pogodę, odpędzam każdą pogodę i zostaję w Deszczowej Wieży. Do wniesienia dzwonu na wieżę wystarczyły dwa konie.
Po wielkim pożarze miasta w 1723 roku, zniszczona wieża musiała zostać odnowiona, aby w 1724 roku nadać jej obecny wygląd z cebulowymi kopułami. Schodząc od zamku w stronę kościoła wieża jest świetnie widoczna, a malowidła na niej robią duże wrażenie.
Ze względu na położenie nad miastem platforma na szczycie wieży była punktem obserwacyjnym nocnego stróża, który pracował w niej do 1972 roku.

Inny zabytek, który łatwo zauważyć, to kościół parafialny Santa Maria Assunta z XIX wieku. Jest to czwarty kościół, który powstał w tym miejscu. Charakterystyczne dla niego są dwie wieże z pięcioma dzwonami. Bardzo ciekawe są arkadowe przejścia na przykościelny cmentarz.

Główną ulicą historycznego centrum miasta, w dużej mierze zachowującego średniowieczny wygląd, jest Via Centrale. Co ciekawe jest ona jedną z najpiękniejszych ulic handlowych w całym Południowym Tyrolu.

Znajdują się na niej małe sklepy obok ekskluzywnych butików, kawiarni i winiarni. Zajrzyjcie koniecznie do Getränkeladen Harpf.

Spaceruję po niej w tłusty czwartek, tętni ona życiem wyjątkowo, a to za sprawą poprzebieranych dzieci i ich opiekunów idących w korowodzie główna ulicą. Świętujemy więc z nimi zapusty.

Równie przyjemny jest spacer wzdłuż rzeki Ahr, tym bardziej, że słońce cudownie grzeje.

Cały region ma dużo tras spacerowych, bardzo dobrze oznaczonych. Dotarłam do Brunico z Riscone, spacer był cudowny, za sprawą urody doliny i ośnieżonych szczytów gór w tle.

Riscone inaczej Reischach to miejscowość położona na terenie narciarskim Kronplatz, w pobliżu stacji Plan de Corones. Idealne miejsce dla narciarzy (i nie tylko), z sympatycznymi restauracjami, kościołem, którego początki sięgają z XI wieku i krytym basen Cron4.

Kronplatz z MMM Corones i LUMEN Muzeum
Na południe od Brunico wznosi się masyw Plan de Corones / Kronplatz (2275 m), centrum dużego ośrodka narciarskiego (tych co jeżdżą na nartach zapraszam TUTAJ), a także miejsce, gdzie na szczycie działają dwa muzea. Jedno to oddział słynnego muzeum górskiego założonego przez Reinholda Messnera (Messner Mountain Museum), czyli MMM Corones określane mianem „muzeum w chmurach”. Drugie to Muzeum Fotografii Górskiej Lumen. Oba czynne są w godzinach pracy kolejki linowej od godziny 10 do 16. Łączny bilet wstępu do obu obiektów to 20 €.
Futurystyczny budynek MMM Corones jest niesamowity, obiekt zaprojektowała światowej sławy architekt Zaha Hadid. Podobno wejście do środka przypomina idealnie przyciętą skałę lub bryłę lodu, chyba bym na to nie wpadła, ale bez domysłów co przedstawia i tak bardzo mi się podoba.

Budynek przechodzi przez skałę, aby ukazać się po przeciwnej stronie w formie zawieszonego nad przepaścią tarasu widokowego.

Klatki schodowe w budynku są kaskadowe i przypominają płynące strumienie.

Obiekt ma tylko trzy okna, ale piękne, panoramiczne. Przez pierwsze z nich zobaczyć można górę Peitlerkofel, przez drugie szczyt Heiligkreuzkofel, a przez trzecie widok na Ortler i Południowy Tyrol.


Ponieważ miejsce często odwiedzają nie tylko turyści, ale i narciarze, podczas projektowania duży nacisk położono na właściwą akustykę. Ekspozycja muzeum poświęcona jest sześciu najwyższym górskim szczytom świata, pokazuje też rozwój współczesnej wspinaczki.
Lumen Museum umieszczone jest w minimalistycznym budynku z ogromną przeszkloną platformą. Budynek to przebudowana stacji starej kolei linowej pochodząca z 1963 roku. Może nie jest tak wtopiona w skałę jak MMM Corones, ale swoją prostotą też zachwyca.

Centralne miejsce w muzeum zajmuje instalacja z fotografii zawieszonych na linach. Jest to zamierzenie celowe, bowiem zdjęcia pokazują sprzęt, w tym również liny niezbędne do zdobywania szczytów.

Zwiedzanie rozpoczynamy od najwyższej kondygnacji. Zaczynamy od sprzętu fotograficznego różnej maści, czyli rzeczy niezbędnej do powstania zdjęcia, możemy podziwiać również wnętrze aparatu, rozebranego na części. Większość ekspozycji to prezentacja fotografii górskiej z różnej perspektywy: sporty ekstremalne, czas wolny, góry w polityce, góry zmienione przez działanie człowieka, itp.



W pomieszczeniu z panoramicznym oknem, możemy podziwiać pracę migawki. Warto zatrzymać się parę chwil, aby zobaczyć jak działa.


Niezwykle ciekawa jest lustrzana komnata, w której zdjęcia gór zmieniają się w powtarzające się figury geometryczne. Ci bardziej podatni na hipnozę i Ci z zaburzeniami błędnika mogą poczuć się niekomfortowo.

Wizytę w muzeum kończymy na przeszklonym tarasie widokowym, gdzie mieści się restauracja Alpinn na wysokim poziomie (to nie jest odniesienie do jej położenia). Warto oprócz herbaty, którą możemy tu wypić w cenie biletu wstępu, skusić się na posiłek z pięknymi górskimi widokami. Na pewno tego nie pożałujecie, tym bardziej, że Kronplatz to niesamowita góra, a przewodnik MICHELIN tak opisuje restaurację:
Ten imponujący projekt Norberta Niederkoflera, posiadacza trzech gwiazdek Michelin, odzwierciedla filozofię szefa kuchni „Cook the Mountain”, w której nowoczesne podejście i alpejskie tradycje łączą się, tworząc doskonałe dania pełne smaku i historycznego uroku. Wspomnienie pozostaje długo po powrocie z góry.




Po obejrzeniu muzeów zjeżdżamy w dolinę, a tam ciągle nie koniec atrakcji.
Jeżeli mieszka się w obiekcie, którego właściciele są członkami lokalnego biura turystycznego, dostaje się (Ci nie jeżdżący na nartach też) HOLIDAYPASS, który uprawnia posiadacza do korzystania ze wszystkich środków transportu publicznego, w tym na pewnym odcinku z regionalnych przewozów kolejowych. Warto sobie wygospodarować czas, aby podziwiać piękne, górskie widoki z pociągu. Mi go niestety zabrakło, bo w ciągu tygodnia musiałam pogodzić chęć jazdy na nartach, z chęcią penetrowania okolicy.

Przy dużej możliwości spędzania czasu jaką oferuje region Brunico, tydzień pobytu to było zbyt krótko, tym bardziej, że prawie wiosenne już słońce zachęcało do relaksu na tarasach licznych kawiarni, zabierając tym samym czas na zwiedzanie. Na stoku narciarskim język polski był wszechobecny, ale i w miejskich kawiarniach spotkanie osoby polskojęzycznej było częste. To cudowne, że wyjeżdżając za granicę spotykamy Polaków, z którymi z chęcią spędzamy niezapomniane, bardzo interesujące chwile.
Podróż, luty 2020.
