Meksyk

Wioska Teotitllan de Vale w drodze do zjawiskowego wodospadu Hierve el Agua

Stan Oaxaca to zagłębie rękodzielnictwa, nasz wybór zwiedzenia Teotitllan de Vale był dosyć przypadkowy. Była nieźle usytuowana, jeśli chodzi o położenie w stosunku do trasy na Hierve el Agua.

Teotitllan de Vale

Teotitlán to słynna wioska tkacka, położona około 25 km na południowy wschód od Oaxaca, słynie z wyrobów tkackich od czasów przedhiszpańskich. Tkanie datuje się na 500 p.n.e. Pierwsze narzędzia i materiały to była bawełna, igła i krosno z paskiem. Dzisiejsi tkacze w ponad 100 warsztatach reprezentujących 150 rodzin, używają krosna kroczącego wprowadzonego przez dominikanów. Bawełnę zastąpiono wełną, za sprawą hodowli owiec w dolinie, rozpoczętą przez Juana Lópeza de Zárate w XVI wieku. Część rzemieślników używa znacznie tańszych barwników syntetycznych, pozostali powrócili do tradycyjnych barwników wykonanych z naturalnych źródeł, takich jak indygo, koszenila, drzewo brazylijskie i mech. Różnorodność wzorów jest ogromna – od bogów Zapoteków i wzorów geometrycznych w stylu Mitla po imitacje obrazów Rivery i Picassa.

Jeśli zobaczysz na domach powiewające dywany i chodniki to znak, że na pewno dotarłeś do Teotitlan. Warto dojechać do samego centrum miasteczka i wejść do kościoła Najdroższej Krwi Chrystusa z 1751 roku, który uważany za doskonały przykład architektury kolonialnej.

Na dziedzińcu warto też zwrócić uwagę na granaty i dzikie grejpfruty. Sprawdziliśmy spady, dziki grejpfrut ma bardzo gruby miąższ i malutki środek, nie aż tak smaczny jak z naszych supermarketów.

Najcudowniejsze co nas spotkało w Teotitlan to wizyta na rynku, prawdziwym, autentycznym rynku dla tubylców. Meksykanki z kaktusem Nopal w taczce, z białą kukurydzą, w Meksyku możemy znaleźć, żółtą (tę znamy), białą, niebieską, czarną i fioletową, różami, warzywami, pieczywem i innymi produktami na długo zostaną w naszej pamięci. Oczywiście kupiliśmy sobie prowiant na podróż, podobały nam się kosze, ale były trochę nieporęczne do transportu lotniczego.

Jak już wspomniałam o kaktusach, to winna jestem parę słów o zielonym kaktusie Nopal z gatunku opuncji. Jak widać na zdjęciu, ma grube, mięsiste liście i to one są najważniejsze w meksykańskiej kuchni. Nopal jest jednym z podstawowych elementów meksykańskiej diety. W czasach prekolumbijskich był pokarmem ubogich. Próbowałam go, ale choć mega zdrowy. w smaku był nijaki, co nie znaczy, że odpowiednio przyprawiony nie może być smaczny.

Żegnamy miasteczko widokiem uczniów ubranych w jednakowe dresy. To częsty widok w Meksyku.

W drodze do Hierve el Agua musimy zawitać do wulkanizacji, no niestety gwóźdź w oponie. To już kolejny raz po Kubie i Gruzji, gdy mamy dużo szczęścia i na czas wyłapujemy ubytek powietrza w kole. W Meksyku przy miastach warsztatów i wulkanizacji co niemiara, poza nimi można mieć problem.

Hierve el Agua

Zanim dotrzemy do “najdziwniejszego wodospadu świata”, zatrzymuje nas w małej wiosce blokada ze sznurka. Pilnują ją babuleńki, które zbierają na jakiś cel. Nie drążymy tematu, zostawiamy 40 MXN zgodnie z taryfą 10 MXN od osoby i jedziemy dalej.

Obecny wygląd Hierve el Agua (wrząca woda) zawdzięczamy plemieniu Zapoteków. Używali oni wody do nawadniania pól, ryli kanały, które doprowadziły do ich teraźniejszego kształtu. Kształt wodospadu i kolory tego naturalnego fenomenu są wynikiem działania minerałów zawartych w wodzie z gorących źródeł, bijących na szczycie góry. Zawierają one ogromne ilości magnezu, dwutlenku węgla i wapnia, sprawiając tym samym, że sącząca się woda tworzy stalaktyty. Efekt jest wspaniały, zarówno z daleka, gdy myślimy, że to autentyczny wodospad jak i z bliska, gdy wiemy już, że to skała.

Po krótkim marszu pod górę ukazuje nam się cudowny widok i nie jest to wodospad. Najpierw widzimy kąpieliska, zarówno naturalne, jak i sztuczne. W tych oczkach wypełnionych turkusową wodą możemy się kąpać.

Baseny znajdują się na skraju klifu, a widok z nich na surrealistyczny krajobraz i dolinę Oaxaca jest nie do opisania. Warto wziąć kostiumy kąpielowe, woda w basenach ma temperaturę ok. 25 oC. Mam nadzieję, że zdjęcia w dużej mierze oddają nasze wrażenia.

Baseny to nie wszystkie zachwyty, przecież miał być wodospad. No i jest i to nie jeden, a dwa: Cascada Grande, czyli Wielki Wodospad oraz Cascada Chica, czyli Mały Wodospad. Na poziomie basenów zaczyna się tworzyć jeszcze trzeci.

Na zwiedzanie ruszyliśmy z parkingu (50 MXN), po opłaceniu wejścia 25 MXN od osoby. W cenie są przebieralnie, toalety dodatkowo płatne 5MXN. Przy parkingu jest spory market z rękodziełem, poza tym restauracyjki i stoiska spożywcze. Warto mieć buty dobrze trzymające się nogi, nie muszą być super sportowe, ale na górze, w niektórych miejscach może być ślisko, a większość ścieżek zrobiona jest z lokalnego kamienia. Da się radę i w japonkach, ale wtedy wskazana większa koncentracja.

Wizyta w Hierva de Agua, to było naprawdę WOW pisane dużą literą (a co tam, użyłam trzech). Miejsce wyjątkowe, czy to Zapotekowie pomogli, czy natura sama zabawiła się w rzeźbiarza najwyższej klasy, w tej chwili nie jest to aż tak ważne. Cieszy fakt, że takie miejsca istnieją na świecie, a my możemy je podziwiać.

Podróż, listopad 2019.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *