Meksyk

Kanion Sumidero, rówieśnik Wielkiego Kanionu

Kanion Sumidero to rezultat uskoku tektonicznego jaki miał miejsce ponad 35 mln lat temu. Aby zobaczyć to cudo dojeżdżamy na przystań Ribera Cahuaré. Nie ma problemu z trafieniem, gdyż dojazd jest wystarczająco dobrze oznakowany. Przy przystani jest spory parking, sklepiki z rękodziełem i restauracje.

Po opłaceniu 230 MXN/osoby czekamy na rejs przy dźwiękach marimby (rodzaj ksylofonu). Marimba w Meksyku to znacznie więcej niż instrument muzyczny, to symbol kulturowy wpleciony w codzienne życie stanu Chiapas.

Po zapełnieniu łodzi turystami wyruszamy rzeką Grijalva podziwiać kanion, którego długość wynosi 30 km, a ściany osiągają w niektórych miejscach 1,2 km.

Trasa prowadzi pod okazałym mostem, za którym znajduje się wychodzący w nurt posterunek strażników. Wszystkie łodzie podpływają, aby turyści pokazali opaski na rękach, potwierdzające opłatę za wstęp do Parku Narodowego.

Łagodne początkowo brzegi, robią się coraz bardziej strome i coraz wyższe.

Przewodnicy i sternicy jednocześnie, w języku hiszpańskim opowiadają ciekawostki związane z tym miejscem i pokazują zwierzęta, które je zamieszkują. Krokodyle wyglądają jak sztuczne, zero ruchu, ale podobno to u nich normalne. Pozostaje mi więc uwierzyć w naturę, choć trochę niedowierzania pozostaje, no bo czego nie robi się dla turystów. Na pewno prawdziwe są będące w ruchu małpki i ptaki.

Oprócz przystanków na oglądanie fauny i zrobienie zdjęć przez miejscowego fotografa w najbardziej fotogenicznych punktach, dwa najważniejsze miejsca to jaskinia kolorów, gdzie utworzono kapliczkę Matki Boskiej z Guadalupe oraz wodospad zwany Christmas Tree Waterfall. Nazwa pochodzi od skał, które przybrały formę choinki.

Listopad to nie jest pora obfitująca w opady, dlatego woda spływa tylko wąskim strumieniem, ale i tak jest to miejsce niespotykane.

Z wodospadem łączy się miejscowa legenda. Ponoć każdy, kto przepłynie dwa razy pod wodami wodospadu, będzie młodszy o dwa lata. Mamy pecha, strumień wody jest tak mały, że nie ma szans na odmłodzenie się.

Ostatnim punktem podczas wycieczki jest tama na rzece, która zasila w elektryczność praktycznie cały stan. Pomnik na stopniu wodnym przypomina o tych, którzy tworzyli to dzieło. Obowiązkowy jest przystanek (bez wychodzenia na brzeg) przy małych łódkach z różnego rodzaju lokalnymi przysmakami i napojami takimi jak np. piwo.

Kanion Sumidero, to nie było miejsce, które urzekło mnie w stu procentach, choć na pewno warte zobaczenia. Głośny silnik i silne uderzenia łódki o taflę wody były wpisane w tę formę podróży. Niestety, w niektórych miejscach rzeka była mocno zanieczyszczona odpadami XXI w. Robiło to nie mniejsze wrażenie (negatywne), niż otaczająca przyroda (pozytywne).

Podróż, listopad 2019.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *