Podczas naszych podróży wielokrotnie zaglądaliśmy do miejscowych winnic, ale były one poza terenem naszego kraju. Teraz czas na wizytę w polskiej winnicy, a zachętą do tego jest coroczne Winobranie w Zielonej Górze.
Pierwsze winnice w rejonie zielonej Góry powstały ok. 1150 roku, jednak udokumentowane informacje pochodzą z 1314 roku. W 1800 r. obszar winnic w samej Zielonej Górze wynosił 715 ha, a w powiecie zielonogórskim istniało ok. 1500 winnic. Działało siedem dużych wytwórni, a w słynnych zakładach Gremplera rozpoczęto produkcję pierwszego (wtedy) w Niemczech wina musującego. Na bazie tej wytwórni powstała w 1945 roku Lubuska Wytwórnia Win, zlikwidowana w 1999 roku. Myślę, że i tak długo trwała produkcja, bo winiarstwo w XX wieku na tym terenie zjeżdżało w dół po równi pochyłej. Robotnicy znaleźli pracę w fabrykach, a i łatwo dostępne wina od naszych sąsiadów lub współtowarzyszy nie pomagały okolicznej branży winiarskiej.
Od pewnego czasu zielonogórscy winiarze wracają do dawnych tradycji. Nie jest to łatwe przedsięwzięcie, choć dla amatorów win to na pewno niezwykłe i mam nadzieję obiecujące zajęcie.

Winnica Mozów
Nasza baza wypadowa podczas imprezy winobraniowej to Winnica Mozów, gdzie dostępnych jest parę pokoi noclegowych, przyjemny salon i duży taras. Winnica jest skromną siostrą tych co do tej pory zwiedziliśmy w Europie i na Świecie.

Proszę nie odbierać tego porównania negatywnie. Jest to po prostu młoda, mała, rodzinna winnica, w której nie znajdziemy ogromnych zbiorników do przechowywania i destylowania (może kiedyś), ale możemy zamówić posiłek, degustować wino i kosztować własnej produkcji serów (pycha!), wypytać się o wszystko co nas interesuje, a jest związane z powstaniem winnicy, uprawą winorośli, produkcją wina. Po prostu warto przyjechać, bo Właściciel i jego syn potrafią opowiadać o swojej pasji. Cała obróbka winna odbywa się poza winnicą.

W winnicy można urządzić też przyjęcie okolicznościowe, to zdecydowanie przyjemne miejsce i na dodatek mocno na uboczu. Można też pójść na spacer do wsi lub do sąsiedniej winnicy Cantina.

Zielona Góra
Jeden dzień mamy zarezerwowany na wizytę w Zielonej Górze, chcemy połączyć imprezę, nad którą czuwa rzymski bóg wina Bachus, czyli Winobranie, z penetrowaniem miasta.
Zaczynamy od winnicy w środku miasta, Zielona Góra jako jedyne z miast może poszczycić się taką atrakcją turystyczną, choć jest to obecnie tylko małe pole, to przypomina o głębokim, wielowiekowym związku tych rejonów z winiarstwem. Na szczycie winnego wzgórza znajduje się Palmiarnia, która powstała na bazie Domku Winiarza z 1818 roku.

Samych zabytków Zielona Góra ma niewiele. Na środku rynku znajduje się ratusz w otoczeniu kamienic z XIX i XX wieku, a w niewielkiej odległości od niego znajdziemy kościół p.w. Matki Boskiej Częstochowskiej, o zachwycającej konstrukcji szachulcowej.

Nie zapominając o naszym drugim, być może nawet ważniejszym celu, ruszamy uliczkami jarmarku winnego. Co do win lubuskich to miałam mieszane uczucia. Żadne z czerwonych win nie wzbudziło mojego entuzjazmu. Nie jestem specjalistką od win, ale jeżeli spróbujesz czegoś naprawdę dobrego to wiesz czego szukasz, wiesz co ci smakuje, masz po prostu odniesienie, które zapadło Ci w pamięć smakową. Uważam, że niezłe są wina półsłodkie (nie jestem niestety ich miłośniczką), ale bardzo miłą niespodziankę sprawiły mi białe wina wytrawne z Winnicy Jakubów, które degustowałam w winnym miasteczku.



Problem z polskimi winami jest też taki, że trudno im konkurować z zagranicznymi (pomijam klimat), między innymi ze względu na ilość produkcji, co niestety ma odbicie w cenie.

Warto wspomnieć o drogiej jarmarcznej gastronomii. Kilogram zwykłych orzeszków ziemnych za 90 zł i golonki za prawie 100 zł to przesada. Poza tym stoiska z bielizną i chińszczyzną. Odbierało to trochę uroku rękodziełu nie tylko winnemu, ale i spożywczo-tekstylnemu, a także wystawom związanym ze świętem wina.

Jeśli chodzi o głód, to zaspokoiliśmy go w Klubokawiarni Czar PRL-u. Pyszne jedzenie z czasów naszego dzieciństwa i wczesnej młodości, w bardzo przystępnych cenach.

Wiem, wiem może niezbyt to pasuje do Winobrania, ale będąc w Zielonej Górze testowaliśmy piwo w minibrowarze Haust. Jasne (klasyczny Pils), Summer Ale, Ciemny Bock (w stylu Koźlak), American Lager, Dr. Cita (w stylu India Pale Ale), a na dodatek obejrzeliśmy urządzenia produkcyjne. Bardzo przyjemne miejsce w niewielkiej odległości od rynku.


Kto ma jeszcze siłę, może wsiąść w winobus i wyruszyć na degustację do wybranej winnicy, ostatecznie rzucić się w wir imprez towarzyszących.

Uff jest co robić, a wybór może być meczący. Polecam Winobranie w Zielonej Górze, tym bardziej, że z roku na rok polskie wina są coraz lepsze, o czym przekonałam się w tym roku będąc na degustacji win z Winnicy Król, koło Sandomierza.
Podróż, wrzesień 2016.
