Jeśli tytuł zabrzmiał groźnie, to od razu wyjaśniam, to był cudowny wyjazd w niezbyt przyjaznych, covidowych czasach.
Decyzja zapadła we wtorek, a w piątek byliśmy już na Malcie. Nie myślcie sobie, że było łatwo zadecydować. W Polsce 25 tyś zakażeń, nowe obostrzenia, może wprowadzą lockdown, odwoływanie lotów z dnia na dzień. Lecieć na tydzień, czy dziesięć dni? Postanawiamy, że tydzień będzie wystarczający i jak się finalnie okazało, nasz powrotny lot do Polski był ostatnim. Po nim Wizzair zawiesił loty z Malty na ponad miesiąc.
W związku z pandemią ustalamy, że lepiej będzie wynająć dom niż hotel. Dom w centrum starego miasta Żejtun jest idealny. Patio z basenem i stołem pozwala nam spożywać posiłki i relaksować się na zewnątrz przez cały pobyt.

Wnętrze domu w starym budownictwie ma nieodparty urok, a przy drzwiach wejściowych mały akcent koronawirusowy, oczywiście płyn dezynfekujący.

Wokół nas urokliwe wąskie uliczki, kolorowe drzwi, święte figury w narożnikach domów, wizerunki świętych przy drzwiach wejściowych i pięknie zdobione kolorowe balkony.



W pobliżu mamy małe sklepiki, rzeźnik prawie naprzeciwko. Przy naszej ulicy znajdziemy też piekarnię z piecem opalanym drewnem, dwa warzywniaki w odległości 200m. Na Malcie produkty miejscowe są wykładane w zielonych skrzynkach, nie ma ogromnego wyboru (chyba, że w Lidlu), bo Maltańczycy odżywiają się sezonowymi warzywami. Klimat pozwala na zbiory plonów trzy razy w roku. Jeśli chodzi o pieczywo to jest w zasadzie jeden rodzaj białego chleba (zdecydowanie smaczny) i parę wariantów bułek podobnych w smaku.

Woda w kranach nadaje się do picia, ale ma dziwny smak, a to za sprawą mieszanki pól na pół wody źródlanej i odsolonej morskiej. Jako ciekawostkę powiem, że na Malcie nie ma ani jednej rzeki.
Po Malcie podróżujemy wypożyczonym samochodem, chociaż komunikacja jest doskonale rozwinięta to krótki, bo tygodniowy czas pobytu i czas pandemii pomagają podjąć nam tę decyzję.
Jest nasz 6 osób i poróżujemy jednym samochodem, dla nas to komfort, ale kierowca musi bardzo uważać i wcale nie dlatego, że na Malcie jest ruch lewostronny, ale ze względu na wąskie uliczki w miastach, a i dojazd do niektórych atrakcji turystycznych nie jest łatwy (wąskie drogi z kamiennymi murkami). Nic dziwnego, że większość samochodów w wypożyczalniach to niewielkie auta. Widok samochodów porysowanych z lewej strony to powszechny widok. Ponieważ Malta to mała, ale gęsto zaludniona wyspa, praktycznie poruszamy się po miastach i wioskach, nie ma gdzie się rozpędzić, bo drogi poza zabudowaniami są często kręte i wąskie, a nawet jeśli są dwupasmowe, to za chwilę spodziewajcie się ronda. Maltański kierowca może zająć pas ruchu rozpakowując się od strony jezdni (nie chodnika), pójść do bankomatu, reszta czeka spokojnie. Poza tym zmieniając pas, trzeba robić to zdecydowanie, bo uczestnicy ruchu drogowego nie zwalniają zbytnio żeby cię wpuścić. Maltańczyk może rozpoznać turystę od razu, a to za sprawą rejestracji samochodu z wypożyczalni, zawierającej litery QZ.
Naszą uwagę w miastach przyciągają plastikowe butelki wypełnione wodą, stojące na rogach ulic i przy drzwiach domów. Maltańczycy wierzą, że w miejscach ich wystawienia nie sikają koty. Zwierzęta są pod opieką Państwa, to ono sterylizuje koty z dzielnicy i po zabiegu przywozi je w to samo miejsce. W ten sposób rozwiązują problem z myszami i szczurami.


Malta, to uroczy kraj w miodowych barwach miejscowego piaskowca, z najstarszymi zabytkami na świecie, czyli megalitycznymi świątyniami, przepięknymi zatoczkami i klifami.

Całe wybrzeże jest kamieniste, wejście do wody nie jest komfortowe, a to sprawia, że miłośnicy plażowania i kąpieli niezbyt cenią sobie tę wyspę.

Pomimo tych niedogodnień to turystyka generuje największe przychody, inną gałęzią przemysłu przynoszącą spore dochody jest produkcja fajerwerków. Malta jest trzecim producentem na świecie.
Do 1964 roku Malta była kolonią brytyjską. Brytyjczycy zostawili po sobie ruch lewostronny, czerwone budki telefoniczne, angielskie śniadanie, herbatę z mlekiem itp.

Wszechobecne bastiony, wieże, cytadele z widocznym krzyżem maltańskim, przypominają o spadku pozostawionym przez przybyłych na wyspę w 1565 roku rycerzy św. Jana, czyli Zakonu Joannitów, którzy zostali wygonieni z Malty w 1786 roku przez Napoleona. W Polsce często mówi się o Krzyżakach i Templariuszach, o trzecim zakonie jakim byli Joannici już nie tak dużo, a to co zostawili po sobie jest bardzo interesujące.


Dla mnie Malta jest bardzo klimatyczna, malownicza, przyjazna, jedyna w swoim rodzaju. Tu nie można się nudzić, a i polenić się jest gdzie.

Bliskość morza to rewelacyjne ryby. Będąc na Malcie nie trafiliśmy w restauracji na źle przyrządzoną rybę, niezależnie czy restauracja była rekomendowana przez Michelina, czy była w małej, czy dużej miejscowości, było po prostu pysznie, a gratisowe przystawki to mówiąc kolokwialnie niebo w gębie.


Choć na Malcie narodową potrawą są dania z królika, to ryby skradły nasze podniebienia i nie skusiliśmy się na zamówienie tej tradycyjnej potrawy.
Pewnie nie wybralibyśmy się na Maltę, gdyby restauracje były nieczynne, chociaż, stek z miejscowej wołowiny, od rzeźnika po sąsiedzku, przyrządzony na grillu, na naszym wakacyjnym patio, to było coś niezwykłego. Nie jestem miłośniczką steków, w USA, RPA i innych krajach, które odwiedziłam, a które podobno wiedzą, jak przyrządzić to danie, nie zachwyciłam się stekami. Musiałam odwiedzić Maltę, przyprawić mięso w najprostszy sposób i zachwycić się smakiem sztuki wołowego mięsa.
Wracając do tytułu wpisu i koronawirusa w tle podróży, to muszę przyznać, że Maltańczycy, którzy zgodnie z obostrzeniami musieli nosić maski (my oczywiście też) nie tylko w pomieszczeniach, ale i na zewnątrz, robili to wszyscy, nawet robotnicy na budowie, pracujący z dala od ludzi. Nie przeszkadzało im 23 oC w cieniu. Odbieram to jako odpowiedzialność w stosunku do innych i przykro mi, że w Polsce często maska jest pod nosem lub na brodzie. Na Malcie nie widziało się takich przypadków.
Maltańczycy to sympatyczni ludzie, codzienne uśmiechy i pozdrowienia z Panią z naprzeciwka, po dwóch dniach znajomy piekarz pytał, „To co zawsze?” i zapraszał do obejrzenia starego pieca itd., itd. Malta została uznana jako drugie najlepsze państwo na świecie dla osiedlenia oraz dziesiąte na świecie najlepsze miejsce na emeryturę (ranking z 2017 roku).

To był wspaniale spędzony tydzień, W wielu miejscach na wyspie ma się wrażenie, że znajdujemy się w innym świecie i w innych czasach. Słońce, cudowne widoki dały nam energię na ponure jesienne dni, których mam nadzieje będzie w Polsce jak najmniej, bo przecież jesień w Polsce też potrafi być piękna.

Podróż, listopad 2020.
