Malta

Kolorowy port rybacki Marsaxlokk, basen św. Piotra, panwie solne i Fort Delimara

Nasz plan na pierwszy dzień pobytu na Malcie, to spacer po atrakcjach, do których możemy dojść na piechotę. Żejtun (naszą bazę wypadową) będziemy eksplorować każdego dnia po trochu.

Marsaxlokk

Po śniadaniu wyruszamy na piechotę, do oddalonej o 30 minut słynnej wioski rybackiej Marsaxlokk. To była trudna nazwa do wymówienia, dopóki nie dowiedzieliśmy się, że w języku maltańskim „x” czytamy jak „sz”, czyli mówiąc dokładniej idziemy do „Marsaszlok”.

Po drodze podziwiamy tradycyjne murki z miodowego kamienia i te przy drodze, i te oddzielające małe poletka, na przemian z rzędami opuncji.

Dochodząc do celu już z daleka widzimy morze, ale tuż przed głównym deptakiem uwagę przyciąga Kościół Matki Bożej z Pompei i ładne budynki.

Ale to nie architektura jest główną atrakcją Marsaxlokk, w miejscowym porcie poławia się największą liczbę ryb sprzedawanych na Malcie, na tradycyjnych łodziach Luzzu.

Luzzu są niezwykle malownicze i odporne na sztormy. Od czasów Fenicjan budowane w ten sam sposób i malowane w żółte, niebieskie i czerwone pasy, ozdobione charakterystycznym okiem Ozyrysa, które ma odstraszać złe duchy.

 Jesteśmy poza sezonem więc nie ma tłumów, nie ma słynnego targu rybnego, który w tym okresie odbywa się tylko w niedziele, ale za to możemy spokojnie przyjrzeć się drobnym remontom sieci i wyciągniętych na nabrzeże łodzi.

Wzdłuż wybrzeża nie brakuje restauracji rybnych, ale na obiad jeszcze za wcześnie, przed nami kolejny półgodzinny spacer do najpiękniejszego naturalnego basenu na Malcie.

Basen św. Piotra

Basen św. Piotra wyrzeźbiony przez morze i wiatr z wodą w kolorze lazuru i turkusu jest godny miana – najpiękniejszy. Zejście do wody nie jest łatwe, większość miłośników kąpieli po prostu skacze do niej ze skał. Na płaskich kamieniach wokół basenu rozłożyli się miłośnicy opalania. Tłoku nie ma, ale to przecież listopad. Warto wiedzieć, że basen nie ma zaplecza turystycznego.

W sąsiedztwie basenu znajdujemy równie piękne miejsce z naturalnymi basenikami, gdzie można sobie pomoczyć nogi, poopalać się i nasycić oczy pięknymi widokami na formacje skalne. Jest cudownie, zasłużyliśmy na relaks.

Panwie solne

Ruszamy do kolejnej atrakcji. Spacer wzdłuż brzegu jest wspaniały, chociaż był zakaz wstępu, ruszyliśmy ścieżką jak najbliżej morza i było warto. Z góry podziwiamy rzeźby wykonane przez naturę, a także panwie solne uformowane w kwadratowe i prostokątne kształty, które służą do uzyskania soli z wody morskiej.

Technika produkcji soli stosowana jest od setek lat. Polega na napełnianiu zbiorników morską wodą, która pod wpływem słońca nagrzewa się i odparowuje. Gdy roztwór soli jest wystarczająco gęsty i widać wytrącające się kryształki, przystępuje się do ręcznego zbioru soli.

Baseny solne podczas naszej podróży zobaczymy jeszcze nie raz i zawsze będą nas zachwycać.

Idąc, mijamy tradycyjne poletka maltańskie z wspominanym już murkiem kamiennym i opuncjami. Spacerowi towarzyszą wystrzały z broni, w taki sposób Maltańczycy odganiają ptaki. Podobno UE walczy, niestety nieskutecznie, ze zwyczajem strzelania do ptaków, przekazywanym z pokolenia na pokolenia.

Był taki moment podczas spaceru, że byliśmy gotowi zawrócić. Przed nami stado ujadających psów, co prawda w klatkach, ale informacja w poprzek ścieżki jest jednoznaczna, teren prywatny. Na szczęście Pani kręcąca się przy zabudowaniach macha do nas ręką, uśmiecha się, zaprasza do przejścia i jeszcze wskazuje nam drogę do Fortu Delimara.

Fort Delimara

Fort Delimara, wybudowany przez Brytyjczyków w latach 1876-1888 można obejrzeć tylko z zewnątrz, więc w zasadzie nie polecam go jako celu zwiedzania, chyba, że ktoś jest miłośnikiem wycieczek śladami planów filmowych lub latarni morskich. W forcie kręcono sceny do filmu Assassins Creed, a tuż obok fortu znajduje się nieczynna latarnia morska z 1854 roku, z maleńkim polem winorośli.

Restauracja Terrone w Marsaxlockk

Fort Delimara to był nasz ostatni cel zwiedzania, ruszamy z powrotem, marzy nam się pyszna ryba lub owoce morza, w końcu to jest miejsce, gdzie możemy je dostać świeżo złowione.

Tuż przed portem w Marsaxlockk zatrzymujemy się w restauracji Terrone, rekomendowanej przez Michelina. Pani proponuje nam świeże ryby spoza karty, decydujemy się i oczywiście nie żałujemy. Oczekując na główne danie, oprócz tradycyjnego chleba z oliwą lub masłem, szef kuchni serwuje nam przystawki: z warzyw w pysznym sosie i chipsów z ośmiornicy. Obie przystawki były rewelacyjne, ale smak i kruchość chipsów, to były dla mnie niezapomniane doznania.

Pierwszy dzień zapowiada, że w następnych powinno być równie ciekawie i pięknie.

Podróż, listopad 2020.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *