Wioska Popeya
Wioska Popeya położona nad zatoką Anchor Bay, powstała pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku na potrzeby filmu Popeye, z Robinem Williamsem w tytułowej roli. Chociaż sam film poniósł klapę, to pozostawiony po niej plan filmowy jest prawdziwą atrakcją głównie dla dzieci, ale uwierzcie i dla mocno starszych jest to miejsce warte odwiedzenia.

Choć miasteczka Malty zachwyciły nas, to wioska Popeya była tak mocno kontrastowa, a przy tym kolorowa, krzywa w cudowny sposób i położona w przepięknej zatoce, że wszyscy uznaliśmy „warto było tu przyjechać”.

Z dojazdem do wioski nie mamy problemu, bo wypożyczyliśmy na cały pobyt samochód, ale czy samochodem, czy komunikacją musimy kierować się na Mellieha Bay. Na stronie parku rozrywki można znaleźć dokładny opis dojazdu transportem zbiorowym. Po opłacie 15 € za wstęp, na rękach naszych pojawiają się opaski, dostajemy program zwiedzania wraz z planem wioski i ruszamy.

Ze ścieżki prowadzącej do wioski już z daleka widzimy cudowny szmaragdowy kolor wody i wiele bajkowych, barwnych domków na zboczu.

Jak to w wiosce, w tej na potrzeby filmu zdecydowanie bogatszej, w chatkach mieszczą się sklepy, poczta, działający jubiler i działające kino. Do każdego możemy wejść, pooglądać, kupić pamiątkę, a w kinie możemy zobaczyć film jak powstawała Popeya.


W wiosce znajdziemy młyn, cmentarz, dentystę, wszystko wygląda interesująco.

W osadzie jest radośnie nie tylko ze względu na kolory, animatorzy potrafią skutecznie rozśmieszyć dzieci, które szczerze śmieją się na cały głos.

Personel nie opuszcza też dorosłych, nie narzucając się wciągają nas w rozmowę, potem w grę w warcaby itd. W strefie zabaw można skorzystać z wielu gier znanych i mniej znanych, popróbować gry w mini golfa.

Cudowny kolor przejrzystej wody zachęca do kąpieli, nie brakuje też miejsc do plażowania, chętnych jest niewielu (jedna para), ale to przecież listopad.

Bilet wstępu pozwala na spędzenie w wiosce całego dnia. Ze względu na pandemię, atrakcje są trochę ograniczone, nie ma na przykład rejsu w okolicach zatoki (normalnie w cenie biletu), gratis mamy dwa razy popcorn (na seans filmowy jak znalazł), wysłanie kartki pocztowej i show na żywo (nie tylko dla dzieci) z udziałem głównych postaci kreskówki.

Ponieważ to listopad, to miejsce zabaw dla dzieci stroi się w bożonarodzeniową szatę, to jest urok wyjazdów w przedświątecznym okresie.

Pobyt w wiosce Popeya był świetny, poczuliśmy się tu jak w bajce, a takich doznań nigdy nie za dużo.
Mġarr
W północnej Malcie jest sporo atrakcji, ale decydujemy się jeszcze na krótką wizytę w niewielkiej miejscowości Mġarr. W samej miejscowości możemy zobaczyć kościół farny, natomiast na jej obrzeżach znajdują się dwa niezwykle cenne zabytki – dwie z siedmiu świątyń megalitycznych Malty. Ponieważ zwiedzaliśmy już megalityczne świątynie, zatrzymujemy się przy „jajecznym kościele”.
Skąd ta nazwa? Intrygujące miano budowla zawdzięcza kopule w kształcie jajka i sposobowi zbierania funduszy na jego budowę. W latach 30 ubiegłego wieku, co tydzień zbierał je proboszcz od wiernych. Zebrane 300 tyś jajek sprzedał na targu i to pozwoliło na sfinansowanie kościoła.
Tuż obok kościoła mieści się restauracji Il-Barri, zapachy i spora ilość Maltańczyków zachęca nas do zatrzymania się tu na posiłek. Jeśli będziecie, polecam. Ryby pyszne, a gratisowe przystawki równie wyśmienite. Hmm, piękny akcent, kończący pobyt w północnej części Malty.

Podróż, listopad 2020

4 Responses
Pamiętam Papaja 🙂 a wioska bajka!
W tej całej pandemii wyszło coś dobrego. NIE MA TŁUMÓW.
To prawda, nawet listopad nie dawał gwarancji tak komfortowego zwiedzania.
Zachęcający reportaż i piękne zdjęcia.
Kolejna ciekawa opowieść o zwiedzaniu świata.