Podlasie

Cerkiew Koterka, z dala od ludzkich siedzib

Cerkiew w Koterce

Już samo położenie cerkwi jest niesamowite, w środku lasu z dala od ludzkich siedzib, tuż przy granicy z Białorusią,. Do tego dochodzi dedykowanie świątyni, z którym nie spotkałam się do tej pory. Cerkiew w Koterce jest pod wezwaniem Ikony Matki Bożej Wszystkich Strapionych Radość.

Nie znając powodów powstania cerkwi w tak wyjątkowym miejscu i tak odczuwa się niezwykłość tego miejsca. Jednak budowanie kościołów, cerkwi czy sanktuariów w nieoczywistych miejscach nie jest czymś niespotykanym w naszej rzeczywistości.

Historia powstania cerkwi, jak można się domyślić, jest świadectwem objawienia Matki Boskiej i głębokiej wiary miejscowej ludności.

W 1852 roku, w dzień Trójcy Świętej, na poszukiwanie szczawiu w lesie wybrała się mieszkanka Koterki Eufrozyna Iwaszczuk. Podczas zbierania objawiła się jej Matka Boska, napominając ją, że święta kościelne przeznaczone są na modlitwę, a nie na pracę. Kara za to miała być surowa, zesłanie na mieszkańców Koterki morowego powietrza, jeśli nie będą modlić się o odpuszczenie win.

Przestraszona objawieniem Eufrozyna poszła po poradę do proboszcza parafii w Tokarach. Ten zdecydował o postawieniu na uroczysku krzyża. Dało to początek pielgrzymkom w to odległe miejsce, a co za tym idzie zaczęły pojawiać się doniesienia o wymodlonych cudach. Kościół prawosławny pod naciskiem wiernych musiał odnieść się do tych niezwykłych wydarzeń. Powołana komisja orzekła, że cudu nie było, a proboszcza przeniesiono z parafii w Tokarach.

Wierni wiedzieli jednak swoje, pielgrzymki trwały, aż w miejscu, gdzie początkowo stał krzyż (przeniesiony później na cmentarz), wytrysnęło źródełko. Wodzie ze źródełka przypisano cudowne właściwości. Co ciekawe (ale może też nie takie zaskakujące) przepowiednia z objawienia spełniła się, wieś nawiedziła epidemia cholery. Chorzy szukali ratunku pielgrzymując na uroczysko i zanosząc krzyże ofiarne. Ta epidemia cholery przypomina mi  historię powstania położonej niedaleko Koterki, Świętej Góry Grabarka. 

Kolejni patriarchowie odrzucali prośby o wybudowanie kaplicy na uroczysku, nie wierząc w objawienie.  Dopiero w 1906 roku biskup grodzieński Michał zezwolił wiernym na procesję i wtedy na uroczysku Koterka postawiono pierwsze krzyże wotywne.

W dzień Trójcy Świętej odbyła się na uroczysku Koterka wielka uroczystość, po której biskup w końcu wyraził zgodę na budowę cerkwi. Najbardziej znaną uzdrowioną była śmiertelnie chora Anna Briancewna, mieszkanka Kazania w Rosji, która stała się później jedną z głównych fundatorek cerkwi.

Ostatecznie, cerkiew wyświęcono w 1912 roku, w miejscu objawienia, gdzie wytrysnęło źródełko, które do dziś znajdujące się przy cerkwi. Ze studni można czerpać i próbować tej cudownej wody. Budowniczowie świetnie poradzili sobie z bagiennym posadowieniem cerkwi, o czym mimo upływu lat świadczy brak jakichkolwiek pęknięć. Wierni widzą też w tym świadectwo Bożej opieki.

Spokój tego miejsca, architektura cerkwi, przepiękny las (podczas naszego pobytu kwitły zawilce, na bagnie kaczeńce) daje nam cichą, duchową radość.

Wbrew temu co czytałam, dojazd jest bardzo prosty, a końcowe 10 km przez las wcale mnie nie zdziwiło. Dojazd do szlabanu granicznego też nie był niespodzianką i wcale nie wydawało mi się, że się zgubiłam, skoro lekkie odwrócenie głowy w lewo pokazało moim oczom jaskrawo niebieskie ściany cerkwi. Cerkiew jest bardzo dobrze oznaczona na mapach google.

Parafia w Tokarach

Cerkiew w Koterce podlega pod prawosławną parafię w Tokarach. Drewniany kościół parafialny swoją architekturą nawiązuje do starych, drewnianych kościółków na Podkarpaciu, a brązowy kolor jeszcze bardziej to podkreśla.

Po wojnie Tokary zostały przedzielone na pół granicą polsko-radziecką. Dawna cerkiew i cmentarz znalazły się poza granicami polski. Od tego czasu opuszczona cerkiew na uroczysku spełnia rolę świątyni parafialnej dla okolicznych wsi czyli Tokar, Wilanowa i Klukowiczów. Od tego też czasu nie tylko dwa razy w roku, ale też w niedziele i święta odbywają się msze święte. Te dwa razy w roku to są duże uroczystości, na które zjeżdżają pielgrzymi z odległych parafii, również z sąsiedniej Białorusi.

Kolonia Klimczyce

Zanim dojechaliśmy do Koterki zatrzymaliśmy się w Kolonii Klimczyce, zupełnie przy okazji odwiedziliśmy jedną z pierwszych w Polsce tłocznię jabłek, gdzie degustowaliśmy sok jabłkowy z burakiem, jarzębiną, imbirem, pigwą i wielu innymi smakami.

Naszym głównym celem w Kolonii Klimczyce był zobaczenie dzieła Arkadiusza Andrejkowa. Odkąd odkryłam jego murale na stodołach, planując kolejną podróż szukam, czy po drodze nie ma czegoś spod jego pędzla. Pierwszy mural jaki zobaczyłam to była stodoła w Stadninie Zarembowo niedaleko Nasielska, wykonanym na podstawie fotografii dziewczynki, którą nowi właściciele znaleźli w kupionych zabudowaniach. Sami zobaczcie jaki niesamowity.

W Kolonii Klimczyce, zachwyca rodzeństwo, namalowane na drewnianych drzwiach. Jest to właścicielka posesji z bratem, który zginął w Bieszczadach od uderzenia piorunem w wieku 33 lat.  Piękne upamiętnienie brata.

Osada Szumiłówka

Choć to czasy pandemii w pobliżu Świętej Góry Grabarki zatrzymaliśmy się w na szczęście czynnej Osadzie Szumiłówka z podlaskim jedzeniem (czynne sezonowo). Tłoku nie było, bo niestety weekend majowy pogodowo nie dopisał, choć nam cały dzień w wycieczce na Podlasie świeciło słońce, często zza chmur, ale na podróż to była super pogoda.

Stolików z wiadomych przyczyn było brak, ale baba ziemniaczana na ławce pod starym drewnianym domkiem smakowała wyśmienicie, a właściciel miał czas opowiedzieć o swojej przeprowadzce z Krakowa na dziadowiznę (siedlisko po dziadkach) i fascynacji miejscowym życiem.

To był świetnie spędzony dzień, jak nie możecie dalej wyruszyć, namawiam Was na takie krótkie wypady.

Podróż, maj 2021.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *