Wyjazd do Marrakeszu odłożony został na ponad rok za sprawą pandemii. Ponieważ zamówiony hotel to była oferta bezzwrotna, nie dostaliśmy pieniędzy, ale przebukowywaliśmy go aż do skutku. Maroko otworzyło się na turystów 1 lipca i nie namyślając się długo zdecydowaliśmy się na podróż siedem dni po jego otwarciu.

Teraz będzie o perypetiach w podróży, można pominąć, jak ktoś czeka na informacje tylko z Marrakeszu.
Niestety z Polski nie ma już lotów bezpośrednich, więc mieliśmy przesiadkę w Madrycie. Za sprawą tej przesiadki zaczęliśmy podróż z dużym przytupem. Lot nie był łączony, a w Madrycie na przesiadkę było 1,2 godziny. Po wylądowaniu, samolot przez 15 minut kołował do wyjścia, mobilizacja na nic się nie zdała, bo stewardesa zatrzymała część naszej grupy na pokładzie, aby wyrównać balans przechylającego się samolotu. Na szczęście sprawę papierów covidowych udało nam się załatwić szybko jako grupie. Niestety musieliśmy opuścić terminal, na który przylecieliśmy i przejechać autobusem na terminal usytuowany w sąsiednim mieście. Wyszliśmy do przestrzeni publicznej i wylatywaliśmy poza UE, a więc od nowa sprawdzanie bagażu, nam się spieszy, bo wg rozkładu bramka już powinna być zamykana, ale pracownicy pracują w wielkim spokoju, bez pośpiechu.
Jakby tego było mało, czeka nas jeszcze krótka podróż pociągiem, a po niej odprawa paszportowa. Wg rozkładu lotów, nasz samolot powinien już odlatywać. Rozdzielamy się i osoby odprawione biegną do bramki. Bramka niestety zamknięta, ale stoi przy niej pracownik i na nasze pytania o samolot odpowiada, że jeszcze nie odleciał i wpuszcza do rękawa. Siostra tak się spieszyła, że jak wpadła do samolotu, to pierwsze pytanie stewardesy było, czy chce się napić wody? Musiała nieźle wyglądać. Cała grupa znalazła się w samolocie 20 minut po planowanym czasie odlotu.
Byłam w szoku, że samolot Iberii poczekał na nas, leciałam parę lat temu lotem łączonym i mniejsze opóźnienie skończyło się przebukowaniem biletu na następny dzień. Ufff, mamy szczęście, tym bardziej, że nie było planu B, no może był, ale w powijakach.
Dojazd z lotniska
Marrakesz wita nas gorącem, ale to przecież lipiec. Ponieważ mieszkamy w Medinie, z lotniska mamy blisko, więc decydujemy się na dojazd autobusem nr 11, do którego trzeba podejść z 20 min.

Czekamy na niego zbyt długo, aby ostatecznie zdecydować się na taksówkę. Gdy dogadujemy się co do ceny dwóch taksówek, przyjeżdża autobus, dość zatłoczony. Samochody podwożą nas w miejsce skąd najkrócej mamy do naszego hotelu, przejazd 10 osób kosztuje nas 200 MAD (dirham marokański), to bardzo dobra cena. Z usług tych taksówek skorzystamy również w drodze powrotnej.
Riad
Mieszkamy w sercu Mediny w Riadzie R.K. Po arabsku Riad znaczy ogród. W Maroko Riad to tradycyjny dom z II połowy XIX wieku, z patio lub ogrodem. Budowały je bogate rodziny tworząc dzielnice o arystokratycznym charakterze.
Dziś Riady są często w europejskich rękach, a jest ich w Marrakeszu około 800. Kupowane są przeważnie z myślą o tworzeniu nowych hoteli. Wchodząc do wnętrza riadu, zostawiamy zgiełk i szum na zewnątrz.

Nasz riad jest kameralny (co nam bardzo odpowiada), z niewielkim basenem, który przy panującym upale jest a jakże, wykorzystywany. Obsługa i menager troszczą się o nas wyjątkowo, pomagają w zakupach abyśmy nie przepłacili, są bardzo elastyczni, jeśli chodzi o menu i godziny posiłków. Czujemy się wyjątkowo obsłużeni.



Oczywiście są w Marrakeszu riady bardzo wystawne przypominające pałace z pięknymi ogrodami, fontannami, ale wracając po raz kolejny do Marrakeszu, na pewno brałabym jeszcze raz pod uwagę Riad R.K., tym bardziej, że jego położenie jest świetne, w samym sercu Mediny.

Na wyciągnięcie ręki mamy nie tylko restauracje, sklepy i zabytki, ale też namiastkę codziennego życia.


Zwiedzanie
Jesteśmy w Marrakeszu tuż po otwarciu Maroka dla turystów i to co dla większości z nas było męczące i odbierało przyjemność zwiedzania nie istnieje. Nie ma tłoku, nie ma więc przeciskania się, nie ma nagabujących Cię z każdej strony sprzedawców, owszem zachęcają do kupna, popisując się znajomością języków, ale to wszystko jest do wytrzymania, nie powoduje niepotrzebnego zniecierpliwienia. Nie wyobrażam sobie jak przed pandemią poruszali się na starym mieście, w tych wąskich uliczkach mieszkańcy Marrakeszu na skuterkach, teraz bez tłoku musieli zwalniać co chwila uważając na pieszych i innych zmotoryzowanych.


Spacer po klimatycznych uliczkach, pomiędzy domami w łososiowym kolorze, starsi panowie z siwymi brodami i ci młodsi ubrani w tradycyjne jellaby, kierujący się ku meczetom to nasz codzienny widok.

Przemieszczanie się między zabytkami, pomijając dni, gdy temperatura sięgała 46 oC jest naprawdę łatwe i przyjemne. Na upał idealne są chłodne, zacienione uliczki Mediny.

Plac Jemaa El Fna
Do Placu Jemaa El Fna mamy pięć minut na piechotę. Ogromny plac, którego nazwa oznacza „spotkania z tymi, którzy odeszli” to dawniej plac żałobny. Tu sułtani wymierzali kary przestępcom i to tu odbywały się egzekucje.


W ciągu dania plac nie wygląda imponująco, za to po południu zaczyna tętnić życiem. W czasie pandemii nawet po południu jest bez tłumów, a pokazy małpek czy węży też nie są oblężone.
Prawdziwy urok placu można dostrzec dopiero wieczorem, gdy zapalą się światła, a sprzedawcy wyjdą ze straganami na otwartą przestrzeń.


Dla mnie plac będzie kojarzył się też z wszechobecnymi stoiskami proponującymi sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy. Warto się skusić i to nie raz, bo smak marokańskich pomarańczy jest wyjątkowy.

Meczet Kutubija
Obok placu znajduje się Meczet Kutubija (Księgarzy), swoją nazwę zawdzięcza sprzedawcom rękopisów, którzy sprzedawali je na stoiskach wokół meczetu. Arcydzieło sztuki mauretańskiej, w zasadzie jego minaret jest tak sławne jak wieża Eiffla. Na minarecie wzorowana była wieża katedry w Sewilli.

Hotel la Mamounia
W niewielkiej odległości od meczetu znajduje się Hotel la Mamounia, prawdopodobnie najpiękniejszy hotel w Marrakeszu. La Mamounia znakomicie łączy orientalną atmosferę pięknego marokańskiego domu z wygodą pałacu. Przed pandemią nie będąc gościem hotelu była możliwość wejścia i podziwiania ogólnie dostępnych pomieszczeń. Niestety dyrekcja hotelu podjęła decyzję, że obecnie goście spoza hotelu nie będą wpuszczani. Mamy tyle innych miejsc do zwiedzenia, że wielkiego żalu nie ma, choć oczywiście trochę szkoda.

Meczet Kasbah i Grobowce Sadytów
Naszym kolejnym celem jest Meczet Kasbah z 1190 roku, który znajduje się w dzielnicy Kasbah, dawnej cytadeli miasta. Wraz z Meczetem Kutubiya jest to jeden z najważniejszych historycznych meczetów w Marrakeszu.

Meczety nie są dostępne dla turystów, można je podziwiać tylko z zewnątrz. Za sprawą sułtana Maulaja do 1917 roku do grobowców można było dostać się tylko przez meczet. Po wybudowania korytarza omijającego meczet, mauzoleum stało się dostępne dla innych religii.
Sale mauzoleum z grobowcami są pięknie zdobione, naprawdę robią wrażenie. Na skraju ogrodu znajdują się groby najwierniejszych sług i żołnierzy sułtana.


Pałac el-Badi
W 1578 roku sadycki władca Ahmad AL.-Mansur postanowił zbudować pałac na miarę tego z Księgi tysiąca i jednej nocy. I tak też się stało Pałac el-Badi to 360 sal, dziedziniec 135 x 100 m, basen 90 x 20 m…, a że megalomania potrafi nakręcać człowieka marmur na budowę sprowadzono z Włoch, onyks z Indii, a granit z Irlandii.
Nawet ruiny robią wrażenie, ale całą nadzwyczajność pałacu możemy zobaczyć na krótkim filmie prezentowanym podczas zwiedzania.



Ciekawostką jest oryginalny minbar Kutubija z XVII wieku (nie kojarzyć z mini barkiem, bo to taka nasza ambona) używany do wygłaszania kazań podczas piątkowych modlitw.
Ruiny pałacu przyciągają bociany, jest tu sporo gniazd i raz na jakiś czas słychać klekot dolatującego bociana.


Na kawę, herbatę i coś słodkiego zatrzymujemy się Restaurant Palais El Badia, świetny taras, ale o tym TUTAJ w punkcie marokańska kuchnia.

Pałac el-Bahia
Napojeni kawą i słodką marokańską herbatką po 8 minutach docieramy do Pałacu el-Bahia z II połowy XIX wieku. Nazwany został Bahia, czyli Piękna, na cześć pierwszej żony wezyra. Właściciel pałacu wybudował go dla 4 żon i 24 konkubin, jest on labiryntem dziedzińców, ogrodów i salonów.
Dla zwiedzających udostępniono mały riad z dziedzińcem i ogrodami. Spacer po pomieszczeniach jest niezwykle przyjemny w upalny dzień.



Wychodząc z pałacu dajemy się namówić naganiaczowi na wizytę w pobliskim sklepie, finał tych zakupów TUTAJ w punkcie Zakupy.
Muzeum Dar Si Said
Budowę pałacu, w którym obecnie mieści się Muzeum Sztuki Marokańskiej zlecił pod koniec XIX wieku brat fundatora pałacu el-Bahia. Oprócz pięknych cedrowych sufitów, mozaiki i sztukaterii możemy podziwiać zbiory broni, biżuterii czy wyrobów tkackich i ceramicznych.


W następnym wpisie zapraszam do ogrodów Marrakeszu, muzeum YSL, dzielnicy garbarzy, a ponadto do przeczytania paru faktów o kuchni i zakupach w stylu marokańskim. Do zobaczenia.

Podróż, lipiec 2021.

One Response
Pięknie 🤗