Półwysep Akamas to najdzikszy zakątek wyspy, z malowniczymi miejscami stworzonymi przez naturę. Różnorodność przyrody zachwyca, endemiczna roślinność, a do tego plaże, klify, błękitne zatoczki, wąwozy, a to wszystko mamy mieszkając w Coral Bay na wyciągnięcie ręki.
Nazwa półwyspu pochodzi od syna Tezeusza i Ariadny, Akamasa. Skoro Afrodyta wybrała to miejsce na spotkania z ukochanym Adonisem, to nie może być lepszej gwarancji piękna półwyspu.

Wąwóz Avgas
Zwiedzanie zaczynamy od wyjątkowego wąwozu Avgas. Jeszcze zanim dotrzemy, zatrzymamy się na punkcie widokowym, zachwyceni krajobrazem z widokiem na wyspę Yeronissos i plażę White River Beach.

Ostatni odcinek do wąwozu to droga gruntowa. Dojeżdżamy na parking przy samym szlaku, można tam dojechać spokojnie samochodem osobowym (jest dosyć stromo i kamieniście), choć sporo turystów zostawia auta na parkingu położonym wyżej, oddalonym o jakieś 500 m.
Trzykilometrowy wąwóz został utworzony przez strumień Avgas, który przez setki lat drążył wapienne skały szukając ujścia do morza. Strumyk płynie do dziś, szczególnie intensywnie od listopada do maja. Zdecydowanie warto mieć odpowiednie obuwie, jednak jak ma się dużą siłę woli, to można przejść go nawet w plażowych klapkach i to sprawniej, i bez narzekań jak u niektórych turystów odpowiednio ubranych (byłam tego świadkiem).
Na początku trasy zatrzymała nas polska rodzina i powiedziała, że jest bardzo ciężko, śliskie kamienie, trzeba szukać w miarę suchego miejsca na przejście, itd.



Owszem wody trochę było, szło się nie tylko obok strumienia, ale i po dnie, trzeba było uważać, a czasami zmoczyć lekko buty, była to jednak prawdziwa frajda, a widok skał, endemicznych roślin i dzikich kóz spacerujących po wąskich półkach po prostu nie zapomniany.


Wchodząc głębiej wąwóz zawęża się, skały dochodzą do 30 metrów wysokości i ta sceneria robi coraz większe wrażenie. Charakterystyczne miejsce, to głaz zawieszony pomiędzy dwiema ścianami, tu każdy turysta robi zdjęcie.



Puentując nie powiem nic odkrywczego, tu trzeba przyjechać na spacer.
Kościół i jaskinia Panagia Chrysospiliotissa w Pano Arodes
Jak to miejsce znalazło się na liście naszej podróży, po prostu nie wiem, chyba zbieżność nazwy, ale czasami ta przypadkowość jest cudowna, bo pozwala nam poznać miejsca na odludziu, które zostają w naszej pamięci na długo.
Podjeżdżamy na malusieńki parking i naszym oczom ukazuje się nowoczesny, prosty kościół poświęcony Panagia Chrysospiliotissa, nic szczególnego. Pierwsze nasze zdziwienie, kościół jest otwarty i można wejść do środka. Tak jak i cała świątynia, ikonostas jest prosty, ale godny uwagi.


Zdecydowanie najciekawszym miejscem jest stary kościół, położony poniżej, wyrzeźbiony w skale, on także poświęcony jest Panagia Chrysospiliotissa. Tak naprawdę, że to jest kościół można domyśleć się tylko po kamiennym krzyżu nad wejściem.

Ta starożytna świątynia pochodzi z czasów bizantyjskich i rzymskich. Wewnątrz znajdują się ikony, w przeszłości jej ściany zdobiły malowidła ścienne. Pod czarnym nalotem do tej pory widać resztki fresków. Ten czarny kolor ścian to najprawdopodobniej efekt podpaleń, dokonywanych przez Turków podczas inwazji w 1974 roku.
Zapalone świece wskazują, że jaskinię wciąż odwiedza wielu wiernych, aby modlić się do Matki Boskiej Miejsce jest niezwykle klimatyczne i bardzo autentyczne.



Warto wspomnieć, że z czasów rzymskich pochodzą rozrzucone na stromych terenach Akamas świątynie wykute w skałach, pustelnie, klasztory i osady, które z biegiem czasu zostały opuszczone.
Spokojny kurort Latchi
Nasz kolejny cel tego dnia to łaźnie Afrodyty, ale zanim tam dotrzemy zupełnie przypadkowo zatrzymujemy się w miejscowości Latsi (Latchi). Potrzebujemy posilić się przed kolejną wędrówką.
Okazuje się, że Latchi to malownicza wioska z piaszczysto-kamienistymi plażami (to nas zachęciło do postoju), która do dziś zachowała koloryt zwykłej rybackiej wioski. Atrakcyjności miejscowości dodaje także to, że znajduje się tu ledwie kilka hoteli i nawet w szczycie sezonu na plaży nie ma tłumu. Latchi słynie ze wspaniałych tawern, my trafiamy do jednej z nich o nazwie Island.

Miała być kawa i coś słodkiego skończyło się na czymś wytrawnym. Burger z wołowiny mają pyszny, a brownie palce lizać. Instynkt nas nie zawiódł, kolejna wędrówka potrzebowała od nas trochę kalorii.
Łaźnie Afrodyty i piękny widowiskowo trekking
Choć mityczne łaźnie Afrodyty nie są może mocno widowiskowe, ale fakt, że to tu kąpała się Afrodyta przed spotkaniami ze swoimi kochankami, za każdym razem odzyskując dziewictwo, wart jest wstąpienia tu. Według legendy, to właśnie tutaj po raz pierwszy Afrodyta spotkała ukochanego Adonisa, który polował w pobliskim lesie i zatrzymał się na chwilę, by ugasić pragnienie. Ujrzał ją nagą i jak można przewidzieć była to miłość od pierwszego wejrzenia.
Nie wyobrażajcie sobie jakiegoś luksusu, łaźnie to po prostu źródło wypływające z niewielkiej groty do małego basenu skalnego. No i niestety zła wiadomość, obecnie kąpiel w nich jest zabroniona.
Dobrą wiadomością dla zawiedzonych wielkością łaźni jest możliwość skorzystania z wyjątkowo malowniczych tras pieszych, które zaczynają się nieopodal nich. Można też do tego użyć bardzo popularnych na Cyprze (sporo wypożyczalni) quadów lub buggy, samochód bez napędu 4×4 nie ma większych szans na podróżowanie po kamienistych drogach, których na półwyspie nie jest znowu tak wiele.

Zdecydowanie więcej jest tras pieszych, na początku myślałam, że dobrze oznakowanych, lecz oznakowanie środkowego odcinka naszej trasy trochę to spostrzeżenie zmieniło. Bardzo popularny jest szlak Afrodyty i Adonisa, oba 7,5 km, początek wspólny. Nawet jak się pomylimy to nie ma problemu, wszędzie jest pięknie, podobały mi się kamienne dróżki, ścieżki przez polany i te z widokiem na fale uderzające o brzeg. Obraliśmy kierunek w górę, czyli w lewo za łaźniami, a nie w prawo i to był dobry wybór. Podejście w górę kamiennymi ścieżkami i powrót szlakiem Afrodyty z widokiem na morze był wspaniały.

Zadziwiła nas roślinność, niektóre krzewy choć w kolorze zielonym, były suche i ostre (nie raz nas podrapały), świetnie chroniły się przed brakiem wody i nadmiarem słońca.
Idąc cały czas wzdłuż wybrzeża można dojść do Błękitnej Laguny, ale to 12 km w jedną stronę, a jak sami przeczytaliście mieliśmy za sobą już sporo atrakcji, szlak Afrodyty był wystarczający.

Półwysep Akamas okazał się piękny nie tylko ze względu na wyjątkową przyrodę, ale też miejsca w których zawitaliśmy przypadkowo pokazały nam dodatkowo różnorodność Cypru i co tu dużo mówić, stało się tak tylko dzięki samodzielnemu podróżowaniu. Takie przypadki zawsze są przez nas mile widziane.
Podróż, listopad 2021.

2 Responses
Przepiękne widoki… i przepiękne zdjęcia 🙂
I pięknie w rzeczywistości !