Poltu Quatu oddalone ok. 5 km od Porto Cervo to kolejne luksusowe miasteczko Szmaragdowego Wybrzeża, istniejące od 1987 roku. Nie powstało ono za sprawą księcia Aga Chan IV, choć i ta historia ociera się o bajkę. W latach 70 ubiegłego wieku para zakochanych, w czasie morskiej podróży, przypadkiem natrafiła na naturalny fiord z krystalicznie czystą wodą, dokładnie tam gdzie zaczyna się Costa Esmeralda.
Poltu Quatu w języku Sardu oznacza ukryty port, co jest adekwatne do jego położenia i kształtu.

Do miejscowości dotarłam samochodem i tu niespodzianka, szlaban i zakaz wjazdu. Na szczęście pomimo wątpliwości pojechaliśmy dalej, minęliśmy parking piętrowy dla gości miasteczka i dojechaliśmy gruntową drogą do mariny. Parking mariny jest duży, a w czerwcu był prawie pusty.
Z parkingu jest dosłownie parę kroków do centrum Poltu Quatu, które choć niewielkie, robi duże wrażenie. Nic dziwnego, skoro za jego wygląd odpowiadają najlepsi sardyńscy architekci.
Już sam widok cumujących w marinie jachtów, na tle sardyńskich gór jest wspaniały.


Miasto ma styl morskiej wioski, od klasycznego, okrągłego placu odchodzą uliczki, przy których stoją tradycyjne domy w otoczeniu cudownie kwitnących bugenwilli, a to wszystko na tle gór z różowego granitu.

Wzdłuż promenady i w samym centrum znajdziemy bary, kawiarnie, restauracje, sklepy i szkoły żeglarskie czy nurkowania. Na każdym kroku widać luksus, a to się świetnie komponuje z otaczającą miasto luksusową przyrodą.


Przechodząc koło kawiarenki widzę fotel z wizerunkiem ludzkiej twarzy projektu znanego włoskiego designera, Fabio Novembre. Fotel pokazany został na Salone Del Mobile 2010, od tego czasu stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych projektów Włocha. Czy dziwi mnie, że widzę go w Poltu Quatu? Nic, a nic, ikona dizajnu jest tu jak najbardziej na miejscu.

Przed przyjazdem przeczytałam tekst blagierki, która napisała: miałam wrażenie, że łatwiej tu kupić futro niż chleb. Nie jest to do końca prawdą, faktycznie w samym miasteczku nie ma sklepu spożywczego, ale tu nikt nie przyjeżdża gotować, to nie jest miejsce dla budżetowych turystów.

Zjeżdżając z drogi głównej zamiast skręcić w lewo, skręcamy w prawo i za chwilę dojeżdżamy do Spara, można tam się zaopatrzyć w o wiele więcej niż chleb. Marina przyjmuje nie tylko ekskluzywne jachty, a więc pomyślano o tych co gotują sami, a i kucharze też mają gdzie zrobić niezbędne zakupy.
Market jest położony w tej samej zatoce, ale w niewielkiej odległości od miasta i nie zakłóca piękna i spokoju Poltu Quatu.
Trochę przyziemnie kończę ten wpis, ale to nie Spar zostanie mi w pamięci, tylko przepiękne widoki na fiord, marinę i rajskie Poltu Quatu.

Podróż, czerwiec 2022.
