Co prawda lądujemy w Alghero, ale zwiedzamy je na pożegnanie naszego pobytu. Przyjeżdżamy po objeździe północnej Sardynii na lotnisko, oddajemy samochód i wyruszamy do miasta transportem publicznym.

Korzystamy z dojazdu autobusem, na który kupujemy bilet w automacie (w budynku lotniska przy aptece), koszt biletu to 1.30 €. Dojazd do centrum (Via Catalogna) trwa ok. 20 minut. Przejazdy odbywają się średnio co godzinę, a punkt docelowy autobusu, którym jedziemy to Bosa. Rozkład jazdy znajdziecie na stronie przewoźnika ARST (www.arst.sardegna.it), ale jak się jest na lotnisku to i tak trzeba czekać na najbliższy autobus, nie ważne ile czasu to zajmie.
Czerwony koral z Alghero
Alghero położone na Wybrzeżu Koralowym słynie z wydobycia korala czyli tytułowego czerwonego złota. Koral z Alghero jest z gatunku Corallium Rubrum, jest jednym z najbardziej cenionych w basenie Morza Śródziemnego i wyróżnia się rubinowoczerwonym kolorem.

W herbie miasta, nadanym przez króla Piotra IV w 1355 roku, znajdujemy gałązkę koralową wyłaniającą się z fal morskich, nie jest to dziwne bo historia wydobywania koralu w tych okolicach jest dużo starsza.
Obecnie wydobycie tych kopalin jest limitowane, zbierane są przez autoryzowanych rybaków i obrabiane przez wykwalifikowanych rzemieślników, prace wydobywcze poddawane są rygorystycznym kontrolom. Co roku w okresie od maja do października przyznaje się na połowy około 25 licencji, a każdy rybak może zebrać nie więcej niż 2,5 kg korala
Około 1870 r. w porcie Alghero wydobywano koral na 200 łodziach zatrudniających 6000 rybaków.
Spacerując po ulicach starego miasta, co chwila spotyka się sklepy sprzedające czerwony koral, te wyjątkowe wyroby jubilerskie są drogie, ale też i piękne. Czerwone wystawy sklepików wyglądają niesamowicie.
W Alghero znajduje się również Muzeum Koralowe, mieszczące się wewnątrz pięknej Villi Costantino z 1927 roku, gdzie można poznać historię, znaczenie dla kultury i ekonomii regionu czerwonego złota i nasycić oczy dziełami sztuki wykonanym z użyciem korala.


Trochę historii
Alghero zostało założone w 1100 roku przez rodzinę Doriów (genueńczyków), w 1353 roku miasto przeszło pod panowanie Aragonii co dało początek kolonizacji przez Katalończyków. Ślady tej kolonizacji widać w architekturę, ale słychać też w archaicznym katalońskim używanym przez mieszkańców miasta, a także w dwujęzycznych nazwach ulic.
Alghero jest pięknie położone na cyplu i bardzo przyjazne do zwiedzania.

Stare miasto
Stare miasto otoczone jest murami obronnymi idealnymi do spaceru. Nie dość, że roztacza się z nich piękny widok na morze, port i zabudowania, to możemy również podziwiać odrestaurowane katapulty, armaty, bastiony i wieże obronne. W całym mieście zachowało się osiem wież obronnych.




Średniowieczne Alghero zwiedzamy chodząc po brukowanych ulicach z restauracjami, kawiarniami, lodziarniami, sklepami z pamiątkami i butikami odzieżowymi. Choć widać dbałość o turystów, to na szczęście nie odbiera to autentyczności średniowiecznych uliczek.


Zwiedzanie starego miasta to też zatopienie się w klimat starych placów, choć jedynym „naturalnym” placem jest Piacca Civiva, pozostałe to pozostałości po alianckim bombardowaniu w 1944 roku.

Przy placach znajdują się kościoły (nie zawsze dostępne wejście do środka). Świątynia św. Michała (Chiesa di San Michele) zwraca uwagę kolorową kopułą Zmieniająca barwy w zależności od oświetlenia), ozdobioną w latach 50. XX wieku majoliką z Wenecji.

XIV wieczny kościół św. Franciszka (Chiesa di San Francesco) jest najstarszym w mieście.

Katedra pw. Maryi Niepokalanie Poczętej z charakterystyczna wieżą, jest jeden z najważniejszych obiektów architektonicznych miasta należącym do grupy największych kościołów na Sardynii. Budowa jej trwała dosyć długo, bo od 1530 do 1593 roku.

Przy ulicy Via Principie Umberto znajduje się dom Doriów z XVI wieku, będący przykładem gotyku katalońskiego. Dom łatwo przegapić, ale stoi przy nim niewielka tablica informacyjna, może ona będzie lepiej widoczna.
Port w Alghero
Port w Alghero jest spory, może pomieścić 360 jednostek. Parkują tu jachty do wyboru, do koloru. Przy samym starym mieście cumuje spory jacht ze Szczecina i prawie obok niewielki z Gdańska. To miłe zaczepić oko na polskiej fladze. Jednostki tworzą malownicze miejsce, przyjemnie jest patrzeć na spokój i pracę w porcie.

Promenady: Lungomare Barcellona i Dante
Spacer promenadami to prawdziwa przyjemność, chłodzi nas morska bryza, tak bardzo nam potrzebna, bo choć to dopiero czerwiec to temperatura w cieniu wynosi ponad 30 oC.

Przy promenadzie Dante plaże to są małe zatoczki, natomiast promenadą Barcellona dojdziemy do plaży.

Szeroka, zadbana, z kolorowymi parasolami i turkusową wodą. Podobno im dalej dojdziemy, tym kolejne plaże będą coraz ładniejsze. Ponieważ nie planujemy kąpieli, nie chcemy na siłę przekonywać się, o prawdziwości tego twierdzenia. O odwiedzonych przez nas plażach napiszę oddzielny wpis, Niektóre były wyjątkowo cudne.

Jedzenie w Alghero
Al Vecchino Mulino z przyjemnym piwnicznym klimatem, położone 50 m od murów obronnych, to rodzinna restauracja z tradycyjnym jedzeniem i pizzą. Pizzy nie próbowałam więc nie mogę nic na jej temat powiedzieć. Nasze dania smaczne, obsługa miła, a ceny przystępne czyli nic więcej nie trzeba.

OK Pizza Evolution, to pizzernia niedaleko naszego hotelu z dużym wyborem smacznych pizz, oddalona trochę od centrum Alghero. Jadają tu prawie wyłącznie lokalni mieszkańcy.
W obu restauracjach na zakończenie posiłku obowiązkowo mirtu, tym bardziej, że bardzo często lokalny trunek pity w domu, to już nie to samo co podczas wakacji.
Bar Focacceria Milese na początku promenady Barcellona to przepyszne miejsce, jak zobaczy się na chodniku łódkę, a przy stolikach tłum ludzi, to już będzie wiadomo, że dobrze trafiliśmy. Jest to idealne miejsce na przekąskę. Zjemy tu panini z focacci, z różnymi świeżymi, sardyńskimi produktami. Kanapki są doskonałe, a to wszystko za cenę 2.85 € za sztukę. Co najważniejsze, każdy wkład składników w panini jest wyborny.

No i włoskie lody, pierwsza lodziarnia to była Gelateria Artigianale 9 3/4 polecana na blogu. No i niestety dla mnie zachwyty były przesadzone, nie znalazły mojego uznania serwowane tu lody.
Następnego dnia żegnając się z Sardynią zapragnęłam jednak zjeść dobre, włoskie gelato. Wybór lodziarni był całkowicie przypadkowy i jak to często bywa trafiony w dziesiątkę. Lody w IF Gelateria Artigianale – Food Bar bardzo polecam, choć nauczona swoim doświadczeniem mogę nie trafić w gust innych.

Nie odmówiłam sobie wizyty w Central Mercado położonego tuż przy starym mieście, tu można kupić produkty lub coś przekąsić przy stolikach wystawionych na zewnątrz.


Spanie w Alghero
Apartament w bloku Four Rooms Alghero zamówiliśmy po zachwytach polskich turystów, którzy tam nocowali. Dobrze położony, przy cichej ulicy, blisko centrum, czysty i przemyślanie urządzony. Wspólna kuchnia z dobrą kawą i herbatą. Właściciel ma wspaniale opracowany system przekazywania i zwrotu kluczy, więc nawet go nie widzieliśmy.
Alghelu Ruju i domy wróżek
Zanim dotarliśmy do lotniska w Alghero zajechaliśmy do odkrytej w 1903 roku nekropoli Alghelu Ruju. Znajduje się w niej 38 grobów wykutych w piaskowcu, datowanych na 3200-2800 p.n.e.

To tu znajdziemy Domus de Janas czyli „Dom Wróżek” lub „Dom Czarownicy”. Groby przypominają prawdziwe domy, tylko są zdecydowanie mniejsze stąd wzięła się legenda, że mieszkały tam malutkie czarodziejki. Taki rodzaj pochówków był typowy dla Sardynii.

Chociaż z zewnątrz wygląda to niepozornie, to komnaty są całkiem spore, połączone ze sobą. W niektórych Domus można znaleźć kolumny, schodki, oraz powierzchnie ozdobione płaskorzeźbami związanymi z kultem zmarłych. W ścianach i filarach wyrzeźbione są głowy zwierząt, oraz przedstawiające bóstwo, które miało strzec wiecznego snu. Fałszywe drzwi symbolizują wejście w życie pozagrobowe. Na uwagę zasługuje w niektórych miejscach obecność czerwonej ochry, przedstawiającej krew ofiary i odrodzenia po śmierci. Dominującym „neolitycznym” obrzędem pochówku był pogrzeb, ale wykryto również przypadki półkremacji.

Ja zbyt daleko nie penetrowałam wnętrza, bo domy wróżek są nieduże więc musiałabym robić to na czworaka, bo w kucki daleko bym nie zaszła.
Pobyt na Sardynii to był cudownie spędzony czas, na pewno wrócę i mam nadzieję, że południe wyspy jest równie piękne.

Podróż, czerwiec 2022
