Rok 2023 zaczynam od podróży do austriackiego Zell am See, to jest ostatni ośrodek narciarski z trasami ponad 100 km, którego jeszcze nie odwiedziłam. Szczerze mówiąc powodem odwlekania wyjazdu w to miejsce była jego duża popularność wśród polskich narciarzy.
Dawno nie byłam na nartach w pierwszym tygodniu stycznia i nie pamiętałam żeby podczas tych wyjazdów był tłok na stokach. W tym roku narciarzy było co niemiara, choć na tłok do wyciągów nie można było narzekać, chyba tylko 1 stycznia było trochę ciaśniej.


Pomimo niesprzyjającej (bezmroźnej) pogody prawie wszystkie trasy były otwarte, a i tak odczuwało się sporą ilość narciarzy. Wg mnie były ku temu co najmniej trzy powody: w Europie Zachodniej wiele szkół ma ferie (stąd sporo młodzieży na stokach), a w niżej położonych ośrodkach, gdzie nie ma możliwości naśnieżania, wyciągi nie działają (narciarze wyruszają tam gdzie jest śnieg), ponadto po dwóch latach pandemii Austria otworzyła się dla wszystkich narciarzy.

Przy dodatniej temperaturze warunki panujące na stokach to nie do końca moja bajka, ale nie ma co narzekać, dołożono wszelkich starań aby nartostrady nadawały się do jazdy. Ponieważ zamawialiśmy wyjazd wcześniej, jeśliby pogoda „nawaliła”, w zanadrzu był pobliski lodowiec Kaprun z pewnym śniegiem.
Na towarzyszącą nam przez tydzień pogodę nie mogę się żalić, choć była bardzo zróżnicowana, od cudownej tęczy, po słońce, deszcz (krótki i niemeczący) czy mgłę, pozwalała nam na białe „szaleństwo”.


Mieszkaliśmy w Zell am See, ale na jednym karnecie mogliśmy korzystać z trzech ośrodków narciarskich, takich jak Skicircus Saalbach Hinterglemm Leogang Fieberbrunn, Schmittenhöhe w Zell am See oraz Kitzsteinhorn na lodowcu w Kaprun (wys. 3029 m n.p.m.). Ski ALPIN CARD zaoferował nam dostęp do 408 km nartostrad, 121 kolei górskich i wyciągów.
Taki wybór tras powoduje, że każdy znajdzie tu coś dla siebie i wyczynowi narciarze, i osoby szusujące dla przyjemności (ja zaliczam się do tej kategorii). Park maszynowy jest nowoczesny, sporo podgrzewanych kanap i osłoniętych kabiną krzesełek, nie mówiąc o gondolkach. Na austriackich stokach nie brakuje restauracji i w tym rejonie też jest w czym wybierać, przy słonecznej pogodzie posiłek na trasie z panoramą na góry to czysta przyjemność.

Górskie widoki są bardzo zróżnicowane, bo i stoki narciarskie rozciągają się na wysokościach od ok. 3000 m n.p.m. do mniej niż 1000 m n.p.m. I samotne pasma górskie, i te ze strzelistymi choinkami, i te z widokiem na dolinę wyglądają cudnie, a chmury i opadająca mgła jeszcze zwielokrotniają zachwyty nad niezwykłością natury.



O godzinie 16.30 ostatni zjazd i wtedy też nie trzeba obawiać się nudy, no chyba, że ktoś jest tak zapalonym narciarzem, iż pada ze zmęczenia. Świątecznie udekorowane miasta tętniły życiem, dla naszej 10 osobowej grupy nie zawsze udało się znaleźć wolny stolik.
Zell am See to bardzo klimatyczne, całkiem spore miasteczko z obiektami sportowymi jak kryty basen, lodowisko czy hala sportowa. Wieczorny spacer po oświetlonym mieście dostarczał dużo przyjemności, było gdzie się zagubić w wąskich uliczkach łączących małe place. Więcej o Zell am See w oddzielnym WPISIE.

Jedno popołudnie to był damski wypad do pobliskiego Saalbach. Najpierw zwiedziłyśmy kościół i odbyłyśmy spacer główną ulicą miasta, aby zakończyć pobyt w mieście na apres-ski, w naszym przypadku na drinku. Siedzenie na tarasie ogrzewanym promiennikiem z grzanym winem to przyjemne chwile po narciarskich zjazdach.


Jeśli wpis czytają osoby nie uprawiające białego sportu wyjaśnię, że termin apres-ski wywodzi się z języka francuskiego i znaczy “po nartach”. Po nartach wychodzi się z hotelu czy apartamentu lub często już po ostatnim zjeździe zatrzymuje w barze na dole i idzie na drinka, tańczy, śpiewa i zwykle głośno dyskutuje.

Na koniec jeszcze parę słów o parkingach. My mieszkaliśmy miej więcej w połowie drogi między gondolkami CityExpress (w centrum miasta), a Trassexpress Schmittenhöhebahn. Przy Cityexpress nie ma parkingów, przy tym drugim jest 6 niedużych parkingów, w tym dwa ostatnie są przy drodze. W ciągu tygodnia zdarzało się, że nie można było znaleźć miejsca parkingowego i dostać się do skibusa, ze względu na duże obłożenie, ale przez większość dni udawało się i zaparkować, i dojechać lub wrócić autobusem. Generalnie przy pozostałych wyciągach były spore parkingi i jak to jest w Austrii niepłatne.
À propos wspomnianej gondolki wiozącej nas na szczyt Schmittenhöhe. To właśnie na tym szczycie, liczącym równe 2000 m n.p.m., znajduje się górski hotel oraz kaplica Elżbiety wzniesiona w latach 1904-1905 dla uczczenia pamięci cesarzowej Sisi, która wybrała się na wędrówkę na Schmittenhohe 9 sierpnia 1885, aby zobaczyć górski wschód słońca.

Co mogę powiedzieć o tym regionie? Zdecydowanie jest atrakcyjny i bardzo różnorodny, zadowoli każdego od początkujących do wytrawnych narciarzy. Z trasy możemy podziwiać piękne widoki na miasto, jezioro i majestatyczne, ośnieżone szczyty. Ważne jest, że nawet osoby towarzyszące narciarzom nie będą się tu nudzić.

Już wkrótce wspomniany wpis o Zell am See i Salzburgu, do którego udałam się pociągiem na jednodniową wycieczkę.
Podróż, styczeń 2023.
