Kończymy nasz pobyt w Wietnamie wypoczynkiem na wyspie Phu Quoc. Phu Quoc jest największą wyspą w Wietnamie, położoną na południu kraju w Zatoce Tajlandzkiej. Zanim zdecydowaliśmy się na jej odwiedzenie, długo zastanawialiśmy się czy warto, bo jest jednym z najbardziej popularnych miejsc w Wietnamie, chętnie wybierana przez turystów na wypoczynek. Ponieważ mamy lot powrotny do Polski z Hanoi wybieramy ostatecznie Phu Quoc gdzie znajdziemy piękne plaże, lazurową wodę i tropikalną roślinność. Czego więc chcieć więcej, tym bardziej, że i parę atrakcji się znajdzie.

Dojazd
Na wyspę docieramy samolotem VietJet Air z Hanoi (400zł/osobę).
Z Tam Coc, naszego poprzedniego miejsca pobytu, dowozi nas na lotnisko w Hanoi minivan (Hanoi VIP Transfer), który ma przystanek przy Tam Coc Central Bungalov (100 metrów od naszego hotelu), koszt 74 zł/osobę.
Z lotniska (Phu Quoc) odbiera nas samochód z Andochine Villas Resort & Spa.
Wszystkich rezerwacji dokonaliśmy online przed wylotem do Wietnamu.
Hotel
Nasz hotel Andochine Villas Resort & Spa jest kameralny, takiego właśnie szukaliśmy, bez dużych bloków i z bezpośrednim dostępem do plaży. Do lotniska mamy niecałe 8 km więc bardzo komfortowo. Na wyspie spędzamy dwa dni i trochę.


Resort to piętrowe domki, każdy z własnym basenem, bardzo przyjemnie urządzone w środku. Do dyspozycji oprócz morza i plaży jest też wspólny basen i restauracja. Spędzamy czas tak jak chcieliśmy w ciszy, spokoju, relaksując się na plaży i w wodzie, bez tłoku. Pogoda jest cudowna, wieczorne burze bardzo ciepłe, nie uniknęliśmy pierwszego dnia prysznica z nieba, ale to była czysta frajda.
W hotelu możemy wypożyczyć kajaki, rowery, skutery i tak też robimy, aby choć trochę zwiedzić wyspę.
Atrakcje wyspy
Farma pieprzu
Nasz pierwszy cel to farma pieprzu, zlokalizowana 15 km od naszego hotelu. Moje zdziwienie jest ogromne gdy po dotarciu nie widzę drzew pieprzowych, które wcześniej spotykałam w Meksyku, Hiszpanii czy Portugalii. Na farmie rosną krzewy pnące się po tyczkach, wyglądają podobnie jak uprawa chmielu. Krzew pieprzu pieprz potrzebuje dużo wody, dlatego właśnie rośnie na drewnianych palach, które chłoną wilgoć.

Każdy pieprz: czarny, czerwony, biały i zielony to jedna i ta sama roślina, różni się tylko sposobem obróbki. Pieprz czarny powstaje z owoców niedojrzałych, suszonych i fermentowanych. Pieprz biały łagodniejszy, uzyskuje się z dojrzałych owoców, które krótko się gotuje, moczy w wodzie morskiej i suszy na słońcu lub w suszarni. Po tych zabiegach usuwana jest zewnętrzna warstwa owocni. Natomiast pieprz zielony to nic innego jak niedojrzałe zielone nasiona suszone na słońcu, liofilizowane, marynowane w kwasie octowym lub mlekowym albo konserwowane solanką.
Wietnam tuż za Etiopią jest największym producentem pieprzu na świecie, nic więc dziwnego, że zrobiliśmy zakupy na farmie, aby przez jeszcze długi czas przypominać sobie wyprawę, smakując wietnamski pieprz.
Farma pereł
Wracając do hotelu w połowie drogi zatrzymaliśmy się na farmie pereł (Ngoc Hien Pearl Farm), a w zasadzie w muzeum i ogromnym sklepie z wyrobami z pereł.

Oprowadzanie okazało się ciekawe, zarówno wiadomości dotyczące powstawania pereł jak też ich obróbka. Perły powstają najczęściej w wyniku reakcji organizmu na ciało obce, które przedostało się do muszli, nie ma jednak gwarancji, że w każdej „zapłodnionej” muszli wytworzy się perła. Hodowla nie jest skomplikowana, ale czasochłonna, wytworzenie małej, 5 milimetrowej perły trwa około trzech lat, jej kolor zależy od wnętrza muszli, a najrzadszy jest czarny.
Będąc dłużej na wyspie lub zwiedzając intensywnie możemy zrobić wycieczkę do fabryki wina Sim, którego najpopularniejszym produktem jest wino owocowe powstające z jagód rosnącego tu mirtu, fabryki sosu rybnego czy Coconut Prison, więzienia zbudowanego przez francuskich kolonistów w latach 1949-1950, a następnie używanego w czasie wojny w Wietnamie jako więzienia dla komunistów i innych przeciwników Wietnamu Południowego i jego sojuszników. Miłośnicy plaż mogą się udać na Starfish Beach, z wieloma kolorowymi rozgwiazdami. Ta na zdjęciu to z naszej przyhotelowej plaży.

Przy głównej drodze (między naszym hotelem, a lotniskiem) warto zatrzymać się przy targu owocowo-warzywnym dla miejscowych, nie mogliśmy sobie odmówić pysznych owoców w dobrej cenie.


Jedzenie
Jak już pisałam w naszym hotelu była restauracja, w której jedliśmy pierwszego dnia i było smacznie. W kolejne dni poszliśmy do miasteczka Duong Bao (10 minut spacerem), które powstało chyba na potrzeby okolicznych resortów.


W samym centrum na szerokim pasażu od godziny 16 do północy działają restauracje na świeżym powietrzu. Kierując się informacjami z Internetu wybraliśmy rodzinną restaurację Quan co map, ale patrząc jak to działa, jak poszczególne punkty gastronomiczne pomagają sobie, to wszędzie musi być pysznie.

Po drugiej stronie głównej ulicy na przedłużeniu deptaka znajduje się Sonasea Shoping Center, z eleganckimi restauracjami i sklepami.

Choć nie spenetrowaliśmy dokładnie wyspy, bo to przecież lenistwo było naszym głównym celem przed powrotem do Polski, to nie wiem jak w sezonie, ale poza sezonem na Phu Quoc jest cudownie.
Podróż, listopad 2023.
