Bieszczady to wyjątkowy rejon naszego kraju, do którego wracam co jakiś czas i zawsze opuszczam go z niedosytem. Tym razem jego piękno i wyjątkowość podziwiałam podczas wycieczki na dwóch kółkach, a to tylko dzięki temu, że zwykły rower zmieniłam na coraz bardziej popularnego elektryka.
Trasa rowerowa
Rzepedź – Komańcza – Radoszyce – Osławica – Nowy Łupków (Łupków) – Smolnik – Mików – Duszatyn – Prełuki – Rzepedź
Naszą trasę opracowałam na podstawie przewodnika „Bieszczady na rowerze” Romana Trzmielewskiego. Pierwszego dnia zrobiłyśmy 64 km odwiedzając wiele wyjątkowych miejsc.
Klasztor Sióstr Nazaretanek w Komańczy
Wyruszamy z Rzepedzi, naszej bazy wypadowej, aby po 5 km dotrzeć do klasztoru Sióstr Nazaretanek w Komańczy (1931 r.). Budynek w szwajcarskim stylu (w przeważającej części w drewnianej konstrukcji), w wyjątkowym kolorze, w pięknym otoczeniu, robi niesamowite wrażenie. Miejsce to jest słynne z internowania Prymasa Polski Stefana kard. Wyszyńskiego. Dziś możemy obejrzeć izbę poświęconą Prymasowi, zatrzymać się w klasztorze, wstąpić na kawę do Restauracji Prymasowskiej lub wyruszyć do figury Matki Bożej Leśnej śladami kardynała.

Deskal i cerkwie Komańczy
Z klasztoru po około 2 km mijamy stację kolejową i skręcamy w prawo, po lewej stronie zwróćcie uwagę na stodołę z deskalem autorstwa Arkadiusza Andrejkowa. Mural Inspirowany jest fotografią Romana Rainfussa, przedstawia on łemkowskie dziewczyny z lat 30-tych.

Naszym celem jest odwiedzenie dwóch cerkwi w Komańczy. Pierwsza to cerkiew greckokatolicka (1985–1988). Na murowanej, nowej części dolnej ustawiono przeniesioną ze wsi Dudyńce k. Sanoka opuszczoną drewnianą cerkiew greckokatolicką z 1802. Niestety wnętrza nie udało się nam zobaczyć.

Druga to cerkiew prawosławna z 1802 r., leżąca na szlaku ikon, odbudowana po pożarze z 13 września 2006 r. Wnętrze i ikony można podziwiać w godzinach 10-17 (byłyśmy za wcześnie). Świątynię otacza wyremontowany mur z kamienia łamanego z ocalałą z pożaru wieżą.

Po zwiedzeniu cerkwi wracamy tą samą trasą do drogi 897, skręcamy w prawo i jedziemy ok. 4 km aby znowu skręcić w prawo tym razem do Radoszyc.
Na Wypale – Ekomuzeum Węgla Drzewnego
Zanim dotrzemy do wsi po lewej stronie mijamy Na Wypale – Ekomuzeum Węgla Drzewnego. Warto zobaczyć stalowe dymiące retorty, w których wypala się czarne złoto Bieszczad, czyli węgiel drzewny. Niestety, w związku z małą opłacalnością wypały węgla są sukcesywnie zamykane, a zawód smolarza powoli odchodzi do historii. Parę ładnych lat temu idąc na azymut przez góry trafiliśmy na duży punkt wypału i wtedy zgłębiliśmy ten zanikający zawód.

Radoszyce
Radoszyce to najstarsza wieś królewska w dorzeczu Osławicy, założona w 1361 r. przy trakcie węgierskim. Tędy przewożono w okresie od XV do XVIII w. największe ilości win tokajskich z Węgier do Polski.
Atrakcją wsi jest położona na wzniesieniu (po lewej stronie drogi) drewniana trójdzielna cerkiew greckokatolicka z 1868 r. otoczona murem z kamienia łamanego. Dziś świątynia jest kościołem rzymskokatolickim. Na teren kościoła wchodzimy przez kamienną parawanową bramę z dzwonnicą, zwieńczoną trzema baniastymi kopułami.

Z cerkwi wracamy do głównej drogi Radoszyc, skręcamy w lewo i jedziemy w stronę przejścia granicznego ze Słowacją, naszym celem jest murowana kapliczka pw. Udekorowania Drogocennym Pasem Najświętszej Bogarodzicy, obok której znajduje się źródełko, ufundowane (1878 r.) przez proboszcza greckokatolickiej parafii w Komańczy, jako wotum dziękczynne za cudowne uzdrowienie córki Dany po obmyciu się wodą z tego źródełka.

Miejsce przyciągało licznych pielgrzymów na uroczystości odpustowe, aż do roku 1947 czyli momentu wysiedlenia ostatnich mieszkańców wsi. Tradycja odżyła w 1999 r. po poświęceniu nowej kapliczki.

Po odwiedzeniu tych miejsc ponownie wracamy do drogi 897 i skręcamy w prawo, warto rozglądać się i podziwiać krajobrazy. Na rozległych łąkach prowadzony jest wypas owiec i kóz, a po lewej stronie w okolicach Osławicy tuż przy drodze można kupić nie tylko sery i kozie mleko, ale tez zobaczyć jak się je wytarza.

Nowy Łupków
Kontynuujemy jazdę drogą 897, aby za masztem GSM skręcić w prawo do centrum Nowego Łupkowa. Po ponad 1 km docieramy do stacji kolejki wąskotorowej, zatrzymujemy się na chwilę i ruszamy w kierunku Łupkowa, śladem dobrego wojaka Szwejka (3,5 km).

Łupków i dobry wojak Szwejk
Nasza trasa tylko częściowo prowadzi, szlakiem R-36 zwanym „Śladami dobrego wojaka Szwejka” Jest to międzynarodowy szlak turystyczny pieszy i rowerowy, który prowadzi przez takie kraje jak Czechy, Austrię, Węgry, Słowację, Polskę czy Ukrainę po miejscach opisanych przez Jaroslava Haška na kartach powieści „Przygody dobrego wojaka Szwejka”.
Polski odcinek szlaku otwarty w 2004 roku., zaczyna się na przejściu granicznym w Radoszycach i oznaczony jest żółto-czarnymi znakami (barwy Habsburgów). Na trasie postawiono 20 tablic informacyjnych i 80 z cytatami z powieści (w tych samych barwach). Tablice wymagałyby już odnowienia.
Ta część naszej trasy okazała się najtrudniejsza, zjechałyśmy z asfaltu jak się później okazało na podbudowę planowanej drogi, pod górę jazda po kamieniach była jako taka, ale zjazd stromymi odcinkami w dół gdy koła boksowały o kamienie nie był zbyt przyjemny. Na szczęście obyło się bez niemiłych niespodzianek, a wyjątkowość stacji kolejowej w Łupkowie wynagrodziła chwilowy stres.

Monumentalna bryła dworca kolejowego w Łupkowie, stojącego w zasadzie na pustkowiu może zadziwić, ale 150 lat temu to był ważny węzeł, cesarsko-królewska kolej łączyła Budapeszt z Przemyślem i dalej z Lwowem. Tędy dobry wojak Szwejk, w lipcu 1915 r. wraz ze swoimi kompanami z pułku piechoty, w drodze na front, jechał do Sanoka. Pociąg, którym się przemieszczał zatrzymał się w Łupkowie. Wysiadł z niego by zjeść posiłek przygotowany przez kuchnię marszbatalionu. Szwejk na śmietnisku obok dworca wypatrzył nocnik, który należał do zawiadowcy. To tutaj, po dyskusji z porucznikiem Dubem nazwał go wice-pierdołą.
Tytuł ten przysługiwał Najjaśniejszemu Franciszkowi Józefowi I, przebywającemu w 1880 roku na tej spacji, którego po wizytacji Twierdzy Przemyśl żegnało ponad 300 galicyjskich dygnitarzy. Fakt ten został uwieczniony przez Wojciecha Kossaka na obrazie Pożegnanie cesarza w Łupkowie.
Tyle historii i fikcji związanej z tym miejscem, aż szkoda, że budynek stoi pusty, może wybudowanie drogi spowoduje, że lokale do wynajęcia znajdą najemców.

Z Łupkowa wracamy po raz kolejny do drogi 897 i po przejechaniu ok. 3 km tym razem skręcamy na rozwidleniu w lewo, w stronę Smolnika. Przecinamy tory dawnej kolejki wąskotorowej Rzepedź–Majdan skręcamy w lewo, aby po chwili ponownie skręcić w lewo do „Zagrody Chryszczata”, gdzie znajduje się pole namiotowe i noclegi w budynku byłego zakładu karnego (to niewielkie, parterowe baraki).

Nas jednak najbardziej interesuje możliwość zjedzenia. Miejsce na odpoczynek i posilenie się zdecydowanie polecam, smacznie i przyjemnie.

Smolnik
Po odpoczynku kontynuujemy jazdę w stronę cerkwi w Smolniku, drogą asfaltową, ale lokalną prawie bez ruchu samochodowego.
Murowana cerkiew greckokatolicka pw. św. Mikołaja w Smolniku z wolno stojącą dzwonnicą, otoczona tradycyjnym łemkowskim murem kamiennym pochodzi z 1806 r. Jest jedynym tego typu obiektem zachowanym na terenie gminy Komańcza. Jest to cerkiew murowana, zbudowana z kamienia, na zaprawie wapienno-glinianej z dodatkiem słomy.
Obecnie (od 1969r.) jest to filialny kościół rzymskokatolicki parafii w Nowym Łupkowie. Służy również grekokatolikom.


Po raz pierwszy mamy okazję zajrzeć do wnętrza, a to dzięki paniom, które dekorują świątynię i tu spore zaskoczenie (nie wiedziałyśmy, że to jest teraz kościół). Pomimo zachowanego ikonostasu z bogatą dekoracją snycerską i ikonami, na środku znajduje się ołtarz. Wprowadzone zmiany nie ujmują uroku świątyni.

Po wizycie w kościele ruszamy wzdłuż wsi podziwiając zabudowania wiejskie i domy letniskowe. Dojeżdżamy do skrzyżowania z wiatą w Mikowie, w prawo odchodzi droga na Przełęcz Żebrak, my jedziemy dalej prosto w stronę Duszatyna. Zanim dojedziemy cztery razy przeprawiamy się w bród przez Osławę, po betonowych płytach. Sam przejazd jest bardzo przyjemny, ale trzeba uważać, bo płyty są śliskie (zamulone) i wjeżdżając na uskok popękanej płyty można się przewrócić.

Duszatyn
Duszatyn to wciśnięta w wąską górską dolinę osada przy ujściu potoku Olchowatego do Osławy. Po wysiedleniu dawnych mieszkańców w latach 1946–1947 dość długo czekała na odrodzenie. Dziś znajdziemy tu leśnictwo, pole biwakowe, latem bar i sklep sezonowy.
W prawo, odchodzi czerwony szlak pieszy, który prowadzi do największej osobliwości przyrodniczej w Bieszczadach, słynnych „Jeziorek Duszatyńskich” czyli największych (choć faktycznie niewielkich) jeziorek osuwiskowych w polskich Beskidach.
Można tam dotrzeć piechotą, do pokonania (w obie strony) jest 8 km. Po całym dniu nie miałyśmy w planach spaceru do jeziorek, chociaż miałam ochotę, bo odwiedziłam je podczas pierwszego pobytu w Bieszczadach, wieki temu, gdy jeździła parowa kolejka wąskotorowa, a ja poróżowałam z plecakiem, a noc nad jeziorkami spędziłam w namiocie.

Prełuki
Ruszamy więc dalej w pięknych okolicznościach przyrody do Prełuk. Prełuki, to mała osada leśna usytuowana w wąskiej dolinie nad Osławą. Są tu zaledwie 3 domy. Tablice na moście informują nas, że przejeżdżamy rzekę graniczną między Wschodnimi i Zachodnimi Karpatami.

Za mostem jest rozwidlenie dróg, my ruszamy w prawo, drogą szutrową do Rzepedzi, prosto dotrzemy do Komańczy. Jadąc doliną Osławy po raz kolejny cztery razy przekraczamy rzekę brodem, dobrze, że jest bardzo ciepło bo chlupiąca w butach woda, tryskająca spod kół to sama frajda.

64 km za nami, pętla zamknięta, to była super wyprawa, bogata w ciekawe miejsca i krajobrazy.

Niestety, Bieszczady są dość ubogie w infrastrukturę rowerową, nie ma ścieżek rowerowych i wydzielonych pasów ruchu. Na szczęście ruch na głównych drogach nie był zbyt wielki, przynajmniej podczas naszego pobytu. Oznakowanie szlaków też jest szczątkowe. My podpierałyśmy się aplikacją mapy.cz i mapą papierową.
Trzeba też pamiętać, że w niektórych miejscach zasięg telefonii komórkowej też pozostawia wiele do życzenia.
Podróż, sierpień 2024.
