Belgia

Belgijskie Dinant – miasto saksofonu i piwa Leffe

Do Dinant trafiłam za sprawą saksofonu. Przeglądając internet zobaczyłam zdjęcia miasta z saksofonami, dowiedziałam się skąd ich tyle w przestrzeni miejskiej i oto jestem, żeby odkryć uroki Dinant, które warte jest odwiedzenia nie tylko za sprawą instrumentów i piwa.

Dinant ma piękne położenie, pomiędzy kamiennymi klifami, a rzeką Mozą. W średniowieczu było to centrum wyrobów z mosiądzu. Dinanderie wg. Britannici to rodzaj późnośredniowiecznego wyrobu mosiężnego wytwarzanego w Dinant i okolicach.

Miasto zamieszkuje 14 tysięcy mieszkańców, ale turystów jest całkiem sporo, bo nie dość, że jest urocze to jeszcze ma ciekawą, burzliwą historię.

Dojazd i parkowanie

Do miasta dojeżdżamy samochodem i parkujemy w samym centrum przy rzece, opłatę za postój trzeba uiścić w parkomacie. Bezpłatny parking usytuowany jest na tyłach Cytadeli  jest dostępny z płaskowyżu i może pomieścić 150 pojazdów.

Pierwsze co się rzuca w oczy po wyjściu z samochodu to górujący nad miastem wspaniały kościół z cebulastą kopułą, a nad nim stojąca na szczycie skały cytadela.

Kościół Najświętszej Marii Panny

W miejscu, na którym stoi obecna świątynia w latach 1000-1200 powstał kościół w stylu romańskim. Kiedy w 1227 roku odłamek skały zniszczył wieżę, budynek został  przebudowany częściowo w stylu gotyckim. Rekonstrukcja trwała aż do wieku XIV. Według planów kościół powinien mieć dwie majestatyczne wieże. Ostatecznie nie zrealizowano tych zamierzeń, a świątynię zwieńczono jedną 68-metrową wieżą w kształcie cebuli, znajdującą się nad głównym wejściem. Początkowo ta dziwna konstrukcja miała zdobić dom radnych miejskich, okazała się jednak zbyt ciężka, dlatego umieszczono ją na szczycie kolegiaty.

Cytadela

Do cytadeli Dinant możemy dotrzeć schodami (408 stopni) lub kolejką linową. Nie ważne czy wchodzisz, czy wjeżdżasz musisz kupić bilet. Bilet na kolejkę linową i Cytadelę można połączyć z rejsem statkiem po Mozie i my taką opcję wybraliśmy, a kosztowało to nas 20,00€ od osoby dorosłej, dzieci płacą 15,00€.

Po wjeździe na górę, 100 m nad Mozą podziwiamy wspaniały krajobraz (widok na rzekę i miasto jest niesamowity), a potem ruszamy na zwiedzanie.

Cytadelę wybudowano w XI wieku w celu kontrolowania doliny Mozy. W 1530 roku została przebudowana i powiększona przez Biskupa Liege, który był zwierzchnikiem tych terenów. W roku 1703 cytadelę zniszczyli francuscy żołnierze, a w 1820 roku wojsko holenderskie ją odbudowało. Podczas I Wojny Światowej walki toczyły się zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz twierdzy. ​​Tak więc zwiedzając Cytadelę przenosimy się w czasie pomiędzy 1466 a 1914 rokiem.

Przemieszczając korytarze dowiemy się o zniszczeniu miasta przez wojska Karola Odważnego w 1466 roku, o konstruowaniu fortyfikacji miejskich, które planował Vauban, znakomity inżynier i architekt Ludwika XIV, o czasach bardziej współczesne, czyli roku 1914, kiedy to miała miejsce potyczka między wojskami francuskimi i niemieckimi oraz masakra 674 cywilów, mieszkańców Dinant.

Odkryjemy też sceny z życia holenderskiego garnizonu (kuźnia, kuchnia, piekarnia) i przeniesiemy się w okopy gdzie poczujemy jak zachowuje się nasz błędnik gdy przejdziemy przez zawalone schronienie. Uczucie jest niesamowite.

Wystawy w muzeum zaaranżowano w taki sposób, że chętnie ogląda się przygotowane ekspozycje.

Po zwiedzaniu zatrzymujemy się jeszcze w położonej na szczycie Cytadeli kawiarni „Les Canons”, aby nasycić oczy pięknym widokiem na Dinant i dolinę Mozy. Cieszy mnie, że polskich turystów nie brakuje, dość często słyszałam w kawiarni nasz język.

Na dół zdecydujemy się zejść po schodach, co prawda głównie dlatego, że jest spora kolejka do gondolki, a jej przepustowość nie jest zbyt duża. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że było warto.

Most Charlsa de Gaulle

Na wprost cytadeli znajduje się most z kolorowymi saksofonami, w tym jeden dedykowany Polsce (fioletowo niebieski).

Skąd nazwa tego mostu? Otóż podczas jednej z potyczek z niemieckimi żołnierzami w 1914 roku w Dinant, został ranny młody francuski porucznik Charles de Gaulle. Po wojnie nową przeprawę w centrum miasta nazwano jego imieniem.

Muzeum Adolfa Saxa

Do domu twórcy saksofonu z Cytadeli doprowadzają nas mosiężne ślady stóp umieszczone w chodniku.

To właśnie w Dinant ujrzał światło dzienne i przez wiele lat żył Adolf Sax. Miejsce pamięci mieści się w budynku, w którym 6 listopada 1814 roku urodził się ten najwybitniejszy mieszkaniec miasta. Nie jest to muzeum, a raczej jego namiastka (wstęp gratis). W dwóch niewielkich pomieszczeniach zaprezentowano techniczne osiągnięcia i niesamowite wynalazki twórcy instrumentów. Można posłuchać muzyki naciskając na przyciski, ale niestety wiele nie działało.

Tuż przed domem znajduje się ławeczka z figurą Adolfa Saxa, a za budynkiem przy Placu Collarda umieszczone są nie tylko kolorowe saksofony, ale też pomnik rzeźbiarza Felixa Roulina ku czci Adolphe’a Saxa nazwany Kosmiczny Saksofon, odsłonięty w 1994 roku.

W mieście spotkamy wiele saksofonów, jeśli pójdziemy trochę dalej natrafimy na kolejny pomnik Saksofonu.

Antoine Joseph Sax (1814-1894) był belgijskim budowniczym instrumentów muzycznych, najbardziej znanym jako wynalazca saksofonu. Adolf (tego imienia używał) Sax rozpoczął tworzenie własnych instrumentów już od najmłodszych lat. Pierwszym ważnym sukcesem Adolfa było poprawienie konstrukcji klarnetu basowego, będącego do tej pory instrumentem bardzo niestrojnym i nierównym brzmieniowo.

W 1841 roku przeprowadził się na stałe do Paryża. 12 czerwca 1842 roku w paryskim Journal des Debats ukazał się artykuł, w którym jego autor, kompozytor Hector Berlioz opisywał w samych superlatywach nowy instrument stworzony przez Saxa. Datę ukazania się artykułu uznaje się dzisiaj za oficjalną datę powstania saksofonu. Adolf Sax skonstruował alt, tenor i sopran. W 1846 roku opatentowano pierwszy saksofon. Ich twórca  zmarł w 1894 roku w Paryżu. Pochowano go na Cimetière de Montmartre. Pomimo takiego wkładu w muzykę Sax nie był majętną osobą, dwa razy bankrutował, być może dlatego, że mając trudną osobowością, często robił sobie nieprzyjaciół.

Mule

Prawie naprzeciwko domu Adolfa Saxa znajduje się restauracja „CHEZ BOUBOULE” oferująca między innymi słynne belgijskie małże. Trafiliśmy do niej zupełnie przypadkowo i się nie zawiedliśmy, od ponad 50 lat nazywana jest „KRÓLEM MAŁŻY”. Wejście do niej jest również od strony Mozy.

Skąd taka popularność muli w Belgii, po pierwsze za sprawą Morza Północnego, w którym biedni mieszkańcy zbierali obficie występujące mule.  Z biegiem czasu ten lokalny przysmak, uważany początkowo za jedzenie dla ubogich, za sprawą rozwoju Belgii i wykorzystywaniu wody trafił na szeroki rynek i stał się dumą i ulubionym przysmakiem Belgii, szczególnie w połączeniu z frytkami – moules frites.

Świeże mule serwowane są na kilka sposobów: na białym winie z pietruszką i szalotką, z sosem piwnym albo z sosem na bazie gęstej śmietany i wysoko cenione są przez smakoszy. My wybieramy te klasyczne na białym winie z pietruszką i czosnkiem. Ponieważ wrzesień do początek sezonu na omułki, nie sposób było sobie odmówić tej przyjemności.

Posileni ruszamy w stronę statku, wykupiliśmy przecież bilet łączony. Czeka nas 45 minutowy rejs Dinant-Anseremme.

Rejs statkiem

Statki wycieczkowe wypływają z mariny co 30 minut, na pokładzie można kupić napoje i przekąski. Pogoda jest wymarzona więc w zasadzie wszyscy pasażerowie zajmują górny, odkryty pokład. Podczas zwiedzania z głośników słychać komentarz audio w języku francuskim, holenderskim, angielskim i niemieckim.

Statek opuszcza centrum miasta i kieruje się w stronę  wioski Anseremme. Po drodze podziwiamy najpiękniejsze budynki na brzegach Mozy,  nieduży kościół św. Pawła zbudowany z kamienia w latach 1905-1909, słynną skałę Bayard, monumentalny wiadukt Karola Wielkiego, wyspę Ile d’Amour (tak nazwał ją słynny malarz Félicien Rops), most Saint-John’s, ujście rzeki Lesse, budynek muzeum Leffe i były klasztor Kapucynów.

Rocher Bayard

Jak już pisałam podczas rejsu statkiem uwagę przyciąga skała zwana Rocher Bayard, znajduje się ona na końcu ulicy Léopold, która jest ulicą wylotową z miasta. Góra ma wysokość 35 metrów i nosi nazwę legendarnego konia czterech synów Hajmona, którzy, jak głosi legenda, uciekając na koniu Bayard od Charlemagne (francuskie miano Karola Wielkiego) przeskoczył rzekę jednym wielkim skokiem. Kopyta skaczącego konia odłupały jednak od skały ogromny kawałek. W rzeczywistości przejście zostało wydrążone w skale w 1698 roku.

W 1934 roku Król Belgii Albert I zginął podczas wspinaczki w pobliżu Dinant. ​

Muzeum Piwa Leffe

Dinant rozsławia nie tylko Adolf Sax, ale też historia jednego z najbardziej rozpoznawalnych belgijskich piw tworzonych przez trapistów czyli Leffe. Powstanie tego piwa datuje się na 1240 rok. Podczas wizyty w muzeum można poznać proces warzenia piwa Leffe, i oczywiście zdegustować miejscowy wyrób (to ten budynek położony wyżej). Opactwo (położone po prawej stronie Mozy) nie jest udostępnione do zwiedzania.

Nie dotarłam do muzeum (Maison Leffe), ale w domu mam kufel, a w zasadzie kielich do piwa Leffe. Nie wiem czy wiecie, ale w Belgii prawie każde piwo ma dedykowany mu kufel.

Parę lat temu odwiedziłam (również w Belgii) opactwo trapistów w Orvalu, tam część budynków i terenu jest udostępniona do zwiedzania. Moją pamiątką po tej wizycie jest oczywiście kufel Orval oraz wspomnienie smaku piwa i serów produkowanych przez mnichów.

Były klasztor Kapucynów (Ancien Couvent des Capucins)

Klasztor Kapucynów leży poniżej Muzeum Leffe, na lewym brzegu Mozy, tak sobie zażyczyły władze miasta w 1612 roku gdy dotarła do nich informacja, że zgromadzenie żebraczego zakonu kapucynów planuje osiedlić się w Dinant. Wtedy lewy brzeg, to było poza miastem.

W 1797 roku znacjonalizowane przez państwo francuskie zabudowania klasztorne przyciągnęły uwagę władz miejskich poszukujących lokali pod założenie hospicjum cywilnego i sierocińca. Siostry Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo zajmowały ten obiekt od 1838 do 1957 r. Hospicjum cywilne, stare części klasztoru i tarasowe ogrody zostały zamknięte 6 grudnia 1978 roku. Obecnie administracją poszczególnych budynków zajmuje się Publiczny Ośrodek Pomocy Społecznej.

W Dinant spędziłam wyjątkowy dzień: piękny, smaczny i słoneczny.  Jeśli kiedykolwiek będziecie w tych okolicach to miasto koniecznie trzeba odwiedzić.

Podróż, sierpień 2024.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *