Do Ella docieramy pociągiem z Kandy. Bilety kupiliśmy już w Polsce przez pośrednika, wszyło to oczywiście drożej (80 zł), ale zaoszczędziliśmy czas i niepewność co do miejscówki. Należy pamiętać, że w szczycie sezonu bilety często wyprzedają się 1–2 miesiące wcześniej, dlatego najlepszą opcją jest dokonanie rezerwacji online.
Zamówione bilety dostarczono nam do hotelu. Mamy do wyboru pierwszą klasę z klimatyzowanymi wagonami, w których okna są nieotwierane, drugą klasę z rezerwowanymi miejscami (tę wybraliśmy) są też wagony bez miejscówek i trzecią klasę z dużą ilością podróżnych, a więc i miejscami stojącymi. Czas przejazdu to 6-7 godzin.

Pogoda
Ella to góry, a do tego deszczowe miejsce. Czytałam, że w nocy temperatura potrafi spaść do 15 oC, kiedy w dzień wynosi 30 oC. Byliśmy w listopadzie i w nocy potrafiło padać niezwykle ulewnie, ale rano witało nas słońce i całe dnie było bardzo ciepło i wilgotno.
Prawdę mówiąc nie doświadczyliśmy ani zimna, ani deszczu, który utrudniałby nam zwiedzanie.
Trasa kolejowa Kandy – Ella
Podróż pociągiem z Kandy do Ella to atrakcja turystyczna, która przyciąga podróżnych swoją malowniczą trasą. Jej początek sięga czasów kolonialnych (1864), kiedy to wykorzystywano ją do transportu kawy i herbaty z plantacji położonych w górskich rejonach do portowego miasta Kolombo, skąd towar rozsyłano po świecie.

Architektura dworca w Kany jest połączeniem stylów modernistycznego i wiktoriańskiego. Drewniane tablice i panele przenoszą nas w dawne czasy, są urocze i takie „nie dzisiejsze”.

Pociąg przez większą część trasy jedzie z prędkością nie większą niż 40km/h. Podczas jazdy sprzedawane są różne przekąski (owoce, orzeszki, popcorn) i napoje. Mijamy małe stacje, patrzymy na toczące się życie.



Podczas podróży oprócz podziwiania pól herbacianych miałam przyjemność mieć bliski kontakt z dzikimi pszczołami, które wleciały do pociągu i użądliły mnie w głowę. Reakcja współpasażerów była bardzo miła, bo pospieszyli z maścią i tabletkami przeciw wstrząsowi anafilaktycznemu. Na szczęście nie jestem uczulona na pszczoły, po godzinnym bólu w miejscu użądlenia wszystko wróciło do normy.

Zakwaterowanie
Naszą bazą wypadową w Ella jest Ella Heritage Hotel, z pięknym widokiem, przestronnymi pokojami i pysznym jedzeniem. Położony niedaleko centrum, ale też z pieszym dojściem do Nine Arch Bridge i na szczyt Little Adam’s Peak.

Nine Arches Bridge
Most Dziewięciu Łuków zwany także Mostem na Niebie, to jeden z najlepszych przykładów budownictwa kolejowego z epoki kolonialnej Sri Lanki (1919). Łukowy most to też najbardziej znana atrakcja Elli.
Żeby dotrzeć na punkt obserwacyjny musimy zrobić z hotelu 30 minutowy spacer, najpierw idziemy asfaltową drogą (ten sam kierunek co na Mały Szczyt Adama), z której skręcamy w lewo w las deszczowy (podpowiadana nam nawigacja lub można dla upewnienia spytać się kogoś), w którym ścieżka i mnogość turystów zaprowadzą nas do łukowego mostu.

Inną opcją jest spacer wzdłuż torów kolejowych ze stacji w Ella. Dochodzi się wówczas do tunelu, za którym rozpoczyna się most.

Pociągi przejeżdżają przez wiadukt dziewięć razy dziennie, nie trzeba długo czekać. Miałam wrażenie, że pociąg (czerwony), który przyjechał na most i się na nim zatrzymał to był pociąg wycieczkowy. Po 15 minutach postoju, sesji zdjęciowej pasażerów i tych co doszli tu pieszo odjechał. Pociąg, którym jechaliśmy z Kandy był niebieski i dużo nowszy.


Przy wiadukcie, po obu stronach są kafejki, z których można obserwować otoczenie i przejeżdżający pociąg. Jeśli ktoś osłabnie, wracać może tuk tukiem, cena jest sztywna, chyba 2000 LKR. W Ella ceny tuk tuków były najdroższe w stosunku do innych miejsc na Sri Lance.
Na trasie można spotkać małe, czarne pijawki, które wślizgują się do butów. Doświadczyliśmy tego, więc mogę powiedzieć, że jedyną niedogodnością jest czas krwawienia, ponad dwie godziny. Żeby tego uniknąć można polać się wodą soloną, odstrasza pijawki, warto małą butelkę solanki przygotować sobie w hotelu.
Little Adam’s Peak
Z mostu łukowego wracamy do drogi asfaltowej, wychodzimy na jej zakręcie i schodzimy z niej na drogę wiodąca pod górę, która zaprowadzi nas prosto na szczyt Małego Adama.
Idziemy dość łagodnym podejściem wśród pól herbacianych, z przystaniem na wodę kokosową. Po raz pierwsi zdarzyło się nam, że orzech był pusty w środku lub z minimalną ilością płynu.

Dochodzimy do szlabanu, który trzeba po prostu ominąć. Po prawej stronie mamy Ravana Pool Club, centrum rekreacyjno-sportowe z basenami, dużą atrakcją cieszy się Ella Swing czyli huśtawka. Ceny za świadczone tam przyjemności znajdziecie TUTAJ.
Centrum funkcjonuje przy 98 Acres Resort & Spa, który został nagrodzony tytułem Najlepszego Luksusowego Górskiego Ośrodka Wypoczynkowego na świecie przez „World Luxury Hotel Awards” w Dosze w Katarze w 2016 roku.

Trochę wyżej znajduje się Flying Ravana. Dwulinowa tyrolka rozciąga się na długości ponad pół kilometra, zjeżdża się z prędkością 80 km/h i z lotu ptaka można podziwiać piękne, zielone wzgórza. Zrezygnowałam z tej przyjemności, bo zasmakowałam jej w Ekwadorze, jak ktoś tego nie przeżył jak najbardziej polecam,

Od tego miejsca zaczyna się dość stromy, czasami wąski odcinek na szczyt. Schody kamienne nie są równe, ponadto niekiedy trzeba przepuszczać schodzących lub wchodzących. Wejdziecie w każdych butach, ale zakryte turystyczne są zdecydowanie bezpieczniejsze, szczególnie jeśli jest ślisko po deszczu.
Widoki ze szczytu są wspaniałe, a włożony wysiłek wydaje się minimalny jeśli dane nam jest popatrzeć na piękne, zielone góry.



Sporo turystów wybiera się tu na wschody słońca , co na pewno jest wyjątkowe, ale mnie nie kręcą wyprawy na wschód lub zachód słońca. Jeśli się trafi to oczywiście napawam się tym widokiem.
Wodospad Ravana
Ella bogata jest w wodospady różnej wielkości. Najbardziej popularnym oraz najłatwiej dostępnym jest Ravana Falls. Ponieważ jest położony tuż przy głównej drodze na obrzeżach miasteczka zatrzymujemy się tam po opuszczeniu Ella, w drodze na odpoczynek. Ze względu na dużą popularność oprócz turystów znajdziemy tu sporo straganów.

Fabryki i plantacje herbaty
Dla mnie największą atrakcją tych okolic są pola herbaciane, więc nie było opcji aby nie udać się na ich zwiedzanie łącznie z wizytą w fabryce. O dniu spędzonym wśród krzewów herbaty przeczytacie w oddzielnym WPISIE.

Samo miasto jest bardzo turystyczne, ze sporą ilością restauracji i barów, byliśmy poza sezonem i nie w ścisłym centrum więc nie odczuliśmy wzmożonego hałasu i ruchu. Nie powinno to zniechęcać ludzi szukających spokoju do odwiedzenia miasta, bo Ella jest miejscem wyjątkowym przez swoje położenie wśród dżungli, niewysokich gór, dolin, wodospadów i plantacji herbaty.

Ostatniego dnia podczas wieczornego spaceru zupełnie przypadkowo udało nam się odwiedzić Ella Temple, małą buddyjską świątynię, usytuowaną w pobliżu naszego hotelu. Przed albo za Ranra Tea Lounge (zależy z której strony idziemy) należy skręcić w niedużą uliczkę wspinająca się w górę, zaprowadzi nas ona do świątyni, któa zadziwiła nas kolorowymi ścianami korytarza usytuowanego wokół statuy Buddy.

Podróż, listopad 2024
