Sri Lanka

Dwa dni w klimatycznym Galle w otoczeniu kolonialnej architektury

Galle to miasto, które przywodzi mi na myśl wcześniejsze podróże i odwiedzone miasteczka, gdzie swój bardzo widoczny wpływ zostawili hiszpańscy czy portugalscy kolonizatorzy.

Krótka historia

Choć historia Galle sięga czasów starożytnych, kiedy to miasto było ważnym portem handlowym, do którego przypływali kupcy z  Grecji, Rzymu, Malezji czy Presji, aby wywieźć stąd cenne towary np. cynamon, to Portugalczycy, którzy przybyli na Sri Lankę w XVI wieku, zapoczątkowali budowę fortu. Po zdobyciu miasta przez Holendrów, w 1640 roku fort został rozbudowany, umocniono go przy użyciu rafy koralowej i kamiennych bloków. W 1796 roku miasto przejęli Brytyjczycy, którzy wznieśli nowy kościół, dobudowali latarnię, na szczęście nie zniszczyli spuścizny Portugalczyków.

Od 1988 roku Galle znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Fort w Galle jest największym fortem w Azji zbudowanym przez Europejczyków. Stare miasto obejmuje 400 domów i pięć krzyżujących się ulic. Przed wyjazdem czytałam co zwiedzić, zaznaczałam na mapie, ale najprzyjemniej jest po prostu powłóczyć się po kolonialnych uliczkach, a na pewno dojdziemy i zobaczymy wszystko co warto zobaczyć.

Zakwaterowanie

Do Galle docieramy z naszego wypoczynku samochodem. 1,5 godziny i jesteśmy na miejscu. Mieszkamy w centrum fortu w Mango  House Boutique Hotel and Restaurant. Miejscówkę bardzo polecam, super położona, bardzo klimatyczna, z dobrym jedzeniem, nie mogliśmy się zdecydować na restaurację w mieście (miałam wrażenie, że wiele jest zamkniętych) i okazało się, że nasza hotelowa restauracja to był super wybór.

Zwiedzanie

Zwiedzanie Galle zaczynamy od spaceru promenadą wokół umocnień fortyfikacyjnych. Stare miasto otoczone jest masywnymi murami, z których roztaczają się widoki na niewielkie plaże, Ocean Indyjski i uliczki starówki.

Zaczynamy od Aurora Bastion, jednego z 14 bastionów w forcie, mijamy latarnię morską z 1938 roku, Flag Rock gdzie dzieciaki dla zabawy rzucają się do morza, co przypomniało mi skoki z La Quebrady w Acapulco, choć te w Galle nie są tak  efektowne jak w Meksyku.

Po dotarciu do Moon Bastion, opuszczamy umocnienia i zanurzamy się w sercu starego miasta. Wewnątrz fortu znajduje się wiele kolonialnych budynków, które zachowały swój dawny urok i w dzień, i w nocy jest tu bardzo klimatycznie.

Już podczas spaceru po murach naszą uwagę przyciąga Meczet Mera wzniesiony dzięki staraniom zamożnego muzułmanina w 1904 roku. Niedaleko znajdziemy też budynek szkoły muzułmańskiej.

Obiekty warte zobaczenia zgromadzone są też w pobliżu głównego wejścia do fortu. Holendrzy zostawili po sobie widoczny ślad w postaci Dutch Reformed Church. Pierwotnie zbudowany w 1640 roku, obecny budynek pochodzi z 1752 roku. Jego podłoga jest wyłożona nagrobkami z holenderskich cmentarzy.

Idąc dalej  ulicą Church Street dochodzimy do kościoła anglikańskiego. Kościół Wszystkich Świętych został zbudowany w latach 1868–1871 przez Brytyjczyków w stylu neogotyku wiktoriańskiego.

Przy tej samej ulicy warto zwrócić uwagę na budynek hotelu (5*) Amangalla, który witał tłumy podróżnych z przemierzających glob parowców P&O wtedy jako New Oriental Hotel.

Na rogu Church Street i Queen Street  znajdziemy holenderską dzwonnicę z 1701 roku, wybudowaną na miejscu nieistniejącego już kościoła holenderskiego. Dzwon był używany do wydzwaniania czasu, ostrzegania przed zagrożeniami oraz sygnalizowania specjalnych wydarzeń. Idąc dalej Street Queen przechodzimy obok dawnego holenderskiego magazynu, w którym znajduje się Old Dutch Warehouses (siedziba Narodowego Muzeum Morskiego).

Ulicą Queen Street dochodzi się do Law Court Square, pięknego placu zacienionego wiekowymi drzewami figowymi, mijając po drodze wejście do fortu zwane Slvar Gate.

W pobliżu placu znajduje się Galle Dutch Hospital, obecnie odnowiony kompleks handlowo-gastronomiczny, właściwie bardziej gastronomiczny, ale bez wielkiego ruchu, może w sezonie tętni życiem.

Na równoległej ulicy znajdziemy Historical Mansion Museum, a właściwie bardziej antykwariat usytuowany w domu z czasów holenderskich, zawierający prywatną kolekcję miejscowej rodziny, która mieszkała tam od dawna. Znajdziemy tu wiele ciekawych artefaktów i eksponatów (z cenami), takich jak zabytkowych maszyn do pisania, porcelany VOC, okularów czy dużą ilość biżuterii. Możemy spacerować po wnętrzu i patio, naprawdę jest na co popatrzeć.

Uliczki fortu są cudowne, wąskie i pełne życia, z licznymi kawiarniami, sklepami z antykami, upominkami i galeriami sztuki, które tworzą niepowtarzalną atmosferę tego miejsca.

Warto też wyjść poza mury obronne, przejść obok rzeźbiarza, targu rybnego i zacumowanych tradycyjnych łódek oruwa, najdłuższego dworca autobusowego na Sri Lance, czy stadionu krykieta, który podczas tsunami w 2004 roku pełnił funkcję lądowiska dla helikopterów i schronienia dla potrzebujących pomocy.

Spędziliśmy w Galle dwa wspaniałe, relaksujące dni, aby zwiedzić serce miasta wystarczy jeden dzień, ale spacer po forcie, penetrowanie sklepików z lokalnym rękodziełem, biżuterią, tkaninami i przyprawami oraz słodkie lenistwo w klimatycznej atmosferze było tego warte.

Niestety stare miasto, wymaga sporych nakładów pieniężnych, żeby zachować w dobrej kondycji pozostałości kolonialne.

Galla to też dobry punkt wypadowy na pobliskie plaże, plantacje cynamonu czy obserwowanie rybaków łowiących ryby siedzących na palach wbitych w dno oceanu.

Podróż, listopad 2024.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *