Zagroda Magija położona w miejscowości Orelec to miejsce niezwykłe z kilku powodów. Po pierwsze, ze względu na fakt, że młodzi, zdolni Polacy, pracujący w bieszczadzkiej szkole, zostali w kraju i stworzyli magiczne miejsce na swojej ojcowiźnie. Po drugie, z uwagi na drewniane chaty w tym modrzewiową i jodłową, zbudowane w XIX wieku, zlokalizowane w spokojnej, pięknej okolicy przeniesione przez właścicieli w nowe miejsce „belka po belce”. Po trzecie, ze względu na to, co Zagroda Magija oferuje gościom, czyli mały staw do kąpania, banię ruską, wesołą stodołę, piwniczkę z winami i nalewkami własnej produkcji, a także różne możliwości aktywności nie tylko fizycznej.


Magda i Janusz Demkowiczowie, polonistka i muzykolog stworzyli miejsce wyjątkowe. Widać, że włożyli w to serce i wyjątkową smykałkę do tworzenia rzeczy ciekawych i nietuzinkowych. My spędziliśmy u nich przedłużony weekend czerwcowy w 2016 r, a czerwiec to niesamowicie kwitnąca wokół przyroda. Nie udało nam się uczestniczyć w żadnym koncercie, spotkaniu z ciekawą osobą ani warsztacie fotograficznym, ale nie to było naszym celem. Za to z przyjemnością posłuchaliśmy opowieści o powstaniu tego miejsca, ogrzewając się przy ognisku i popijając węgierskie wina z piwniczki. Krótkie warsztaty ceramiczne, to również była duża przyjemność kręcenia kołem garncarskim i tworzenia niekoniecznie niezapomnianych rzeczy.

Miejsce jest na tyle niezwykłe, że w jednej z chat Zagrody Magija HBO kręciło część scen do serialu „Wataha”. Co ważniejsze, jest też źródłem niezwykłej weny dla artystów, myślę tu o jednym z ciekawszych polskich zespołów Lao Che, którego krążek „Dzieciom”nagrodzony w 2016 roku Fryderykiem narodził się w Zagrodzie Magija (tak, tak w Zagrodzie Magija jest też studio nagraniowe). Właściciel zagrody, Janusz Demkowicz związany jest z neo folkową formacją Tołhaje. Utwory Tołhajów zostały wykorzystane w ścieżce dźwiękowej do filmu Wataha.
Co tu więcej mówić o tym miejscu, to nie jest zwykła agroturystyka, to jest jak ktoś określił turystyka doznaniowa. Trzeba przyjechać osobiście, żeby doznać uroków i możliwości tego miejsca.

Podczas naszego krótkiego pobytu, oprócz niezapomnianego spaceru na Żuków, trasą rowerową, gdzie głębokie koleiny wypełnione wodą i zwałki drewna nie pozwoliłby na przejechanie najbardziej górskim rowerem, odwiedziliśmy w położonych tuż obok Uhercach Mineralnych niezależny bieszczadzki Browar Ursa Maior. Tam smakowaliśmy piwa kreowane przez Piwowarkę Agę, posiadającą tytuł Mistrza Piwowara. Warto odwiedzić to miejsce nie tylko ze względu na wyjątkowość produkowanych tu smaków piwa, ale też ze względu na galerię i prezentowane wyroby regionalne.
Niestety, nie skorzystałam z wyprawy Drezynami Rowerowymi, czyli z najlepszego produktu turystycznego 2015 roku, przygotowanego przez Demkowiczów. Baza znajduje się w Uhercach Mineralnych, a podstacja w Ustrzykach Dolnych. Turyści mają do dyspozycji przejazdy na 5-ciu różnych trasach, zróżnicowanych pod względem długości. Jak to u nas w Polsce często się spotyka, linia kolejowa Zagórz – Krościenko została zawieszona i tory stały puste. Dwa lata trwało przekonanie kolejarzy i pokonanie potwornie trudnych procedur, ale się udało i pierwsza taka atrakcja działa w Polsce. Twarze osób, które pomogły doprowadzić pomysł do szczęśliwego finału, w ramach podziękowań zostały uwiecznione na ścianach stacji kolejowej w Uhercach Mineralnych, skąd startuje trasa drezyn.

Niezależnie przy złej czy dobrej pogodzie wycieczka do położonego niedaleko Muzeum Historycznego w Sanoku, to powinien być punkt obowiązkowy. Jechałam zobaczyć obrazy Beksińskiego, a miałam okazję zachwycić się również niesamowitym zbiorem ikon. Sanocka kolekcja należy do najpiękniejszych w Europie. Znajdują się w niej dzieła od XV do XIX wieku. Ukraińscy badacze twierdzą, że ikona Chrystusa Pantokratora z Wujskiego jest jeszcze starsza.

Trzon kolekcji stanowią ikony zgromadzone jeszcze przed wojną przez Muzeum Łemkowskie i Muzeum Ziemi Sanockiej. Księża dobrowolnie przekazywali do muzeum uszkodzone ikony. Dla wiernych modlenie się do Chrystusa, który miał rysę lub odprysk farby na twarzy, było nie do pomyślenia. Konserwowanie ikony w tamtych czasach było problematyczne, innym wyjściem było spalenie. Wzięcie jej przez muzeum okazywało się przysługą. Wiele osób uważa też, że ikony znajdujące się w Sanoku, to te uratowane w czasie Akcji “Wisła”. Oprócz ikon w salach sanockiego zamku można podziwiać również zrekonstruowany ikonostas.

Wracając do Zdzisława Beksińskiego, muzeum w Sanoku posiada jedyną w Polsce stałą galerię ponad 100 prac artysty, od wczesnych fotografii, rzeźb i reliefów abstrakcyjnych, po najnowsze obrazy olejne i grafikę komputerową. Po tragicznej śmierci Beksińskiego na mocy testamentu muzeum przejęło całą spuściznę artysty. Wtedy ze 100 eksponatów kolekcja rozrosła się do 6 tysięcy prac. Odtworzony z dużą szczegółowością pokój z warszawskiego mieszkania, pokazuje miejsce w którym tworzył ten niesamowity artysta. Niezwykłość tego malarstwa powoduje, że oglądane obrazy poruszają nie tylko miłośników jego sztuki.
Dużym plusem jest możliwość zwiedzania zgromadzonych w muzeum eksponatów z przewodnikiem, za niewygórowaną opłatą.
Będąc tak blisko zapory na Solinie, warto było podjechać, pospacerować po korpusie stopnia wodnego i podziwiać panoramę sztucznie zbudowanego zbiornika solińskiego.

Bieszczady, to piękny rejon naszego kraju, byłam tu już parę razy i za każdym razem było interesująco, uroczo, dziewiczo, niezwykle. Można by było wypisać sporo innych przysłówków, bo można tu znaleźć wiele niezwykłych miejsc i to zarówno stworzonych przez naturę jak i przez człowieka.
Podróż, czerwiec 2016.
