Bieszczady

Kalwaria Pacławska i Fredro, Krościenko śladami Greków, Łodyna „Polski Kuwejt”

Do opisanych poniżej, niezwykle interesujących miejsc docieramy z hotelu Arłamów w ciągu niecałych 20 minut.

Fundatorem Kalwarii Pacławskiej był Andrzej Maksymilian Fredro przodek przyszłego poety Aleksandra. Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej oraz zespół klasztorny o.o. Franciszkanów z XVII w., uważana jest za Jasną Górę” województwa podkarpackiego. W późnobarokowym kościele pw. Znalezienia Krzyża Świętego znajduje się słynący łaskami cudowny obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem, pochodzący z Kamieńca Podolskiego. Matka Boża ma odsłonięte ucho, stąd przekonanie wśród wierzących, że jest to matka słuchająca, otwarta na ludzkie kłopoty. Sam klasztor funkcjonuje w otoczeniu wsi, która zachowała w znacznym stopniu dawną architekturę. Całość oplata sieć ścieżek pątniczych, turystycznych i spacerowych łączących 40 kaplic kalwaryjskich, rozmieszczonych na stokach klasztornego wzgórza i w dolinie Wiaru. Wszystko to sprawia, że jest to miejsce niezmiernie ciekawe zarówno dla pielgrzymek, jak i dla turystów. Położenie Kalwarii Pacławskiej ma duże podobieństwo do krajobrazu Jerozolimy, nie ma w tym nic dziwnego, bo sama nazwa Kalwaria to nic innego jak zespół kościołów lub kaplic symbolizujących stacje Męki Pańskiej, zakładany zazwyczaj na wzgórzach, tak by przypominał swym położeniem Jerozolimę.W Polsce najbardziej znaną i największą jest Kalwaria Zebrzydowska.

Blisko Kalwarii Pacławskiej znajduje się najstarsza w Polsce murowana cerkiew w Posadzie Rybotyckiej. Pochodząca z XV wieku świątynia jest budowlą unikatową w skali Polski. Podobno o wyjątkowości tego zabytku świadczy połączenie gotycko-obronnej architektury z bizantyjską polichromią i jedyną w Polsce murowaną, średniowieczną ścianą ikonostatową. Niestety cerkiew jest zamknięta, a właściwie zamurowana na głucho, ze ścian zdjęte są wszystkie tabliczki, a wokół zabytku brak jakiejkolwiek informacji co to za budowla. Dobrze, że w telefonie na mapie, można było sprawdzić czy dobrze trafiliśmy.

Miłośnicy historii powinni udać się do Krościenka, położonego na granicy z Ukrainą. Po II wojnie światowej Krościenko znalazło się w granicach ZSRR. Dopiero po 6 latach na podstawie umowy z 15 lutego 1951 roku między Polską a ZSRR „o wymianie odcinków granicznych” w Bieszczadach uzyskaliśmy 480 km2 powierzchni. Tereny te wymieniono za Sokalszczyznę (bogatą w złoża węgla).

W listopadzie 1951 r. na odzyskane tereny przybyli uchodźcy z Grecji osiedlając się przy drodze z Kuźminy do Ustrzyk Dolnych. Grecy musieli emigrować ze swojej ojczyzny w 1949 r. po upadku powstania wznieconego przez komunistów greckich (1946 – 1949), usiłujących przejąć władzę w kraju. Na emigrację udało się wówczas 65 tysięcy osób. Do Polski przybyło 12 tysięcy w tym w Bieszczady 3 tysiące. Emigranci z Grecji zajęli między innymi miejscowość Krościenko. Zagospodarowali oni opuszczone domostwa, zorganizowali Spółdzielnie Produkcyjną „Nea Zoi” czyli „Nowe Życie”, która zatrudniała 80% mieszkańców. Uprawiali ziemię, hodowali krowy, przede wszystkim jednak owce i barany. Spółdzielnia ta funkcjonuje do dziś i ma 44 czterech członków.  W 1980 roku wieś liczyła 200 rodzin, posiadała szkołę z językiem greckim i polskim, ośrodek zdrowia, Dom Kultury, kino (początkowo w cerkwi z XVIII wieku).

Wielu Greków nie potrafiło się tu jednak do końca zadomowić. Doskwierał im wilgotny klimat i najzwyczajniej w świecie tęsknili. Zwycięstwo w 1981 roku partii socjalistycznej PASOK Andreasa Papandreu pozwoliło uchodźcom „wrócić” do swojej ojczyzny. Wielu z nich wyjeżdżało z polskimi współmałżonkami, tym bardziej, że w Polsce trwały strajki, a w sklepach półki świeciły pustkami. Na miejscu pozostali nieliczni.

Podczas naszej wizyty w Krościenku odwiedzamy cmentarz grecki, dawną drewnianą cerkiew grecko-katolicką z 1794 r. p.w. Narodzenia NMP, od 1971 r. przejętą przez parafialny kościół rzymsko-katolicki, domy drewniane konstrukcji zrębowej węgłowane na obłap – z końca XIX wieku, pomnik przywódcy powstania greckiego  Nikosa Belojannisa, straconego w 1953 roku, a także ruiny pośród łąk czyli obłażące z białej farby budynki, porastające zielskiem będące częścią budynków należących do rolniczej spółdzielni “Nea Zoi”.

Miłą, acz krótką pogawędkę ucinamy sobie z Panią Sołtys, w której żyłach płynie macedońsko grecka krew. Od niej dowiadujemy się, że w Krościenku mieszka już tylko jedna osoba Pani Leokadia, która przybyła tu w 1951 roku, ale potomków greckich nie brakuje i to oni chcą zachować pamięć o swoim pochodzeniu. W ubiegłym roku, po raz pierwszy odbył się Festiwal Kultury Greckiej i jeżeli uda się, to jest szansa, że będzie odbywał się cyklicznie.

Spacerując w okolicach Krościenka trzeba zachować ostrożność. Przy drogach rośnie spora ilość Barszczu Sosnowskiego, bardzo niebezpiecznej, silnie parzącej rośliny, którą bardzo trudno wyplenić. Nie sposób jej nie zauważyć, liście i kwiaty (przypominające koper) są naprawdę okazałe.

Bieszczady ciągle jeszcze potrafią zaskakiwać, kto by się spodziewał, że to właśnie tu Grecy chcieli zaczynać wszystko od zera. To jednak nie koniec ciekawostek, które spotkaliśmy zaledwie w parę dni. Wracając z Krościenka do Arłamowa, nie tylko zatrzymujemy się przy skarbie bieszczadzkim jakim są drewniane cerkwie, ale jadąc przez Łodynę zahaczamy o „polski Kuwejt”. To tu po obu stronach drogi, podziwiamy stare, ale działające kiwony (pompy do wydobywania ropy). Kopalnia ropy naftowej w Łodynie powstała w XIX w, obecnie wydobywa ropę z poziomu 600 pod ziemią.

I jak tu nie kochać Bieszczad, są niezwykłe, zachwycają mnie za każdym razem gdy tam jestem. To nie tylko przyroda, to także ich bogata i często trudna historia.

Podróż, czerwiec 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *