Red Rock, mała wioska położona na środkowym północnym wybrzeżu Nowej Południowej Walii, 40 km od Coffs Harbour to zdecydowanie miejsce, w którym można się zrelaksować, zwolnić i połączyć z naturą. Dojazd z Sydney zajmuje ok. 6 godzin, do Brisbane naszego następnego przystanku będziemy jechać ok. 5 godzin.


Biali osadnicy osiedlili się tu w połowie XIX wieku, podobno nie odbyło się bez masakry na rdzennej ludności. Obecnie jest to przede wszystkim ośrodek wypoczynkowy, więc większość domów pozostaje pusta poza sezonem wakacyjnym. Red Rock to domki i miejsce campingowe takie jak na zdjęciach. Do tego niewielki sklepik, klub i punkt ratunkowy.


W naszym wakacyjnym domku jest typowe australijskie wyposażenie pozwalające spędzać wiele godzin przy przysmakach z grilla. Wczuwamy się więc i to z przyjemnością, w miejscowy sposób wypoczynku.

Najcudowniejszą rzeczą w Red Rock jest dwudziestometrowy cypel z czerwonego jaspisu, liczącego ponad 300 milionów lat.

Nie byłam świadoma będąc tam, że ten kamień „wyzwala głęboki spokój i odprężenie, oczyszcza i harmonizuje energię życiowa. Z tego względu idealny jest w sytuacjach, gdy konieczne jest wyciszenie nerwów, czy nadmiernie wzbudzonych emocji”.

Częściej chodziłabym na plażę z jaspisem, choć była położona najdalej od naszego lokum. Droga do tego miejsca prowadzi przez las namorzynowy.


Z naszego domku najbliżej jest do plaży nad oceanem, do którego prowadzi urocza ścieżka przez wydmy.



Inną możliwością jest zażywanie kąpieli w rzece Corindi, która w Red Rock uchodzi do oceanu. Wyspy po środku rzeki to domy dla wędrownych ptaków. Można do nich dojść jak jest odpływ, przy przypływie są dostępne dla dobrych pływaków lub kajakarzy. Przy plaży jest miejsce do cumowania łódek, spory plac do piknikowania i miejsce do gry np. w krykieta.

Red Rock to kameralne miejsce, ale nie odludne. Po prawie 20 dniach spędzonych w Australii, forma takiego wypoczynku wydała mi się bardzo pasująca do tego ogromnego kraju, choć nie brakuje tu przecież słynnych, tętniących życiem plaż.

Ocean przyjmujący wody Corindi, czerwone skały, gorący piasek i słońce na zawsze zostaną w mojej pamięci.
Podróż, styczeń 2016.
