Gozo w jeden dzień? To możliwe z Piggy Tour, biurem podróży prowadzonym przez polskie małżeństwo. Szczegóły wycieczki są dostępne na stronie biura. Zaproponowana trasa pozwoliła nam docenić piękno tej małej (14,48 km x 7,25 km) maltańskiej wyspy, a rozmowa o życiu w tym kraju i odpowiedzi na nasze pytania odnośnie rzeczy, które nas podczas krótkiego pobytu zdziwiły lub zaciekawiły dopełniły pełni naszego zadowolenia i zgodnie z maltańską nazwą wyspy Ghawdex, poczuliśmy radość.
Na wyspie dominują wiejskie krajobrazy, a wśród nich niezwykłe zabytki i wyjątkowe zakątki stworzone przez naturę.

Wyruszamy z portu w Cirkewwa na Malcie, do którego docieramy wypożyczonym samochodem, Co ciekawe bilety za rejs kupujemy na Gozo, przed powrotem.

Zanim dopłyniemy do Gozo mijamy malutką wyspę Comino, zamieszkałą przez 3 stałych mieszkańców, prowadzących na niej hotel. Wieża, kapliczka i skarb wyspy Błękitna Laguna powodują, że jest oblegana w sezonie. Co ciekawe Comino porastają połacie dziko rosnącego tymianku, kminu rzymskiego i ostropestu.


Na Gozo Agnieszka i Michał pakują nas do dwóch małych jeepów i ruszamy do górującej nad Victorią cytadeli. Victora, stolica Gozo, to najbardziej zaludnione miasto na wyspie, nazwane na cześć sześćdziesięciu lat panowania królowej Wiktorii. Za czasów sprawowania rządów przez Arabów, miasto nosiło nazwę Rabat tzn. przedmieście.

Cytadela (Victoria)
Cytadela otoczona murami obronnymi, usytuowana w centrum stolicy, dominuje w krajobrazie wyspy. Wznieśli ją w średniowieczu Aragończycy, popadającą w ruinę fortecę odbudowali w XVII wieku Joannici.

Spacer po wąskich uliczkach jest bardzo przyjemny. Tabliczki na domach informują nas, że przechodzimy obok budynku sądu, budynku starego więzienia czy po prostu obok Muzeum Archeologii lub Historii Gozo.

Przed Katedrą Wniebowstąpienia NMP z 1711 roku, z herbami Wielkiego Mistrza Ramona de Perellos i biskupa Palmieriego na fasadzie, stoi pomnik Jana Pawła II.

Widoki z murów obronnych na okolicę są niesamowite.

Ramla Bay
Choć nie mamy w planach kąpieli, to jednak nie odmawiamy sobie wizyty w zatoce Ramla, gdzie znajduje się jedna z niewielu plaż piaszczystych na Malcie. Nie jest duża, ale to norma na tych niewielkich wyspach.

Piasek czerwonej barwy, w nim białe otoczaki dające wspaniały kontrast do wspomnianego pomarańczowego odcienia plaży, a do tego turkusowy kolor wody, kolorystycznie to cudowne miejsce. Niewielka część plaży jest kamienista, wygrzewanie się na kamieniach to też super sprawa.



Jaskina Tal-Mixta
Na skalistych zboczach zatoki znajduje się jaskinia Tal-Mixta Cave, z której rozpościera się widok na zatokę i plażę. Sama jaskinia może nie jest zbyt imponująca, ale dla rozciągającego się z niej widoku warto tu podjechać.

Klify Sanap
Dojazd do klifów, a szczególnie jego końcówka, to wąskie drogi, z tradycyjnymi maltańskimi murkami, po obu stronach. Jak jest się na szczycie, warto spojrzeć, czy nikt nie poróżuje pod górę. Spotkanie w połowie trasy powoduje stop i mamy pat, któraś ze stron musi się cofnąć. Może niezbyt często, ale zdarzają się takie sytuacje, o czym opowiada nam Michał.

105 metrowe klify to niezwykłe miejsce stworzone przez naturę. Warto tu zajechać, poczuć bezkres morza, a przede wszystkim monumentalność klifów.

Wioska rzemieślnicza
Wioska Ta ‘Dbieġi jest najstarszą wioską rzemieślniczą na wyspie Gozo. Sklepy znajdują się w dawnych kwaterach żołnierzy brytyjskiej służby wojskowej. Oferta sklepów mnie nie zachwyciła, ale przyjemnie było popatrzeć przede wszystkim na szkło z Gozo, a poza tym na ceramikę i wyroby haftowane.

Inland Sea
Posileni obiadem (w cenie wycieczki) ruszamy do Inland Sea, niewielkiej zatoki powstałej kilka milionów lat temu, jako wynik zapadnięcia się dwóch wapiennych jaskiń. Podobno w sezonie jest tu pełno plażowiczów. Wąskim tunelem łódki wypływają stąd na rejsy po Dwejra Bay, a nurkowie i amatorzy snorkelingu ruszają obserwować podwodne krajobrazy.

Zatoka Dwejra z Blue Hole
Wapienne klify, laguna, naturalne łuki, niezwykłe kształty terenu to zatoka Dwejra, zamknięta (no nie do końca, w końcu to zatoka) od morza monolitem zwanym Skałą Grzyba (Fungus Rock) od rodzaju porastającego go grzyba.

Zatokę chroni kapliczka Św. Anny z 1963 roku.

Erozja pracuje cały czas nad wyglądem skał, czasami po prostu je niszczy. Tak było ze słynnym Lazurowym Oknem zawalonym w 2017 roku. Łuk skalny musiał być piękny, skoro był uznawany za symbol Gozo.

Nie pierwszy raz uprzedziła mnie erozja, tak było też w Australii, konkretnie w The Great Ocean Road, gdzie w 1990 roku zawaliła się formacja skalana London Bridge. Przerwany most odciął od brzegu parę kochanków. Helikopter, potem telewizja, nie tak miała wyglądać randka pozamałżeńska.
Nie ma już Azure Window, ale jest w zatoce Dwejra Blue Hole, naturalny basen o średnicy 10 metrów, wypełniony krystalicznie czystą, cudownie niebieską wodą.

Co do Lazurowego Okna to jest pewne pocieszenie, możemy go oglądać w pierwszym sezonie serialu Gra o tron. Było ono tłem ślubu Daenerys i Khal Drogo.
Ta’Pinu
Po cudach natury przyszła znowu kolej na wyjątkową architekturę. Bazylika Ta’Pinu powstała w miejscu starej kapliczki, w której odnotowano w XIX wieku objawienia.

Wieśniaczce Karmni Grima ukazała się Matka Boska i prosiła o trzy zdrowaśki w intencji jej własnego zdrowia. Gdy zaniemogła opowiedziała sąsiadowi o tym co jej się przytrafiło. On przechodząc obok kapliczki również słyszał głos, który prosił o modlitwę za jego chorą matkę. Modlitwy przyniosły skutek, obie Panie wyzdrowiały.
Trzecia figura przed bazyliką to Frenċ tal-Għarb, lokalny farmer i uzdrowiciel, człowiek wyjątkowo pobożny.

Duży napływ pielgrzymów przyspieszył decyzję o budowie bazyliki. Wbicie pierwszej łopaty (aby rozebrać kapliczkę) spowodowało złamanie ręki u pracownika budowlanego. Uznano to za kolejny znak i kapliczki nie zburzono, wkomponowano ją w powstająca świątynię.
Bazylikę odwiedził Jan Paweł II i Benedykt XVI, papież Franciszek nie dotarł ze względu na pandemię koronawirusa.
Położenie świątyni z dala od zabudowań ma swój urok i moc. Proste, eleganckie wnętrze pomaga w skupieniu i modlitwie.

Wied il-Mielah
W niewielkiej odległości od bazyliki (choć na Gozo w zasadzie wszędzie jest blisko) znajduje się skalne okno Wied il-Mielah, mniejsza siostra Azure Window. Skoro nie ma już Lazurowego Okna, warto zobaczyć to mniejsze, nawet jeśli dojazd do niego komunikacją miejską jest niemożliwy. Strudzeni turyści mogą odpocząć i piknikować przy kamiennych stołach.

Jesteśmy na safari więc nie mamy tego problemu komunikacyjnego. Dojeżdżamy, króciutkie dojście i zostaje nam tylko rozkoszować się naturą, a więc formacjami skalnymi i pięknymi kolorami morza.

Wied il-Ghasri
Morski wąwóz Wied il-Ghasri zdecydowanie wart jest zejścia po kilkudziesięciu kamiennych schodkach na kamienistą plażę i po raz kolejny podziwiania tego co stworzyła Matka Natura.

Salt Pans
Skalne baseny w pobliżu Marsalforn to i historia, i współczesność. Wydobycie soli zapoczątkowali Fenicjanie, którzy przybyli na Maltę w XVIII wieku przed naszą erą. Ich dzieło tworzyli nadal Rzymianie, a co najważniejsze tradycja przetrwała do dnia dzisiejszego.
Obecni właściciele kontynuują rodzinny biznes trwający ponad 350 lat. To jest super sprawa, kiedy pasję i tradycję możemy połączyć z zarabianiem na życie.

Sól pozyskiwana jest z naturalnych basenów wykutych w skale, mających generalnie kształt kwadratów lub prostokątów. Pozyskuje się ją od maja do września. W maju panwie (baseny) napełniane są morską wodą, poczynając od największych tzw. matek. Stojąca w nich woda paruje i zaczynają wytrącać się kryształki soli, które szczotkami zgarniane są w małe kopce, potem przenosi wiadrami na większe, suszy, aż trafiają do składowania w piwnicach wykutych w skale. U ich stóp stoją nasze dwa jeepy wycieczkowe.

Wydaje się to proste, ale trzeba uważać, aby soli nie przesuszyć. Przesuszona przykleja się do podłoża. Jesteśmy poza sezonem produkcji, ale sam widok solnych basenów jest wyjątkowy.

To nasz ostatni punkt zwiedzania, żegnamy się z Agnieszką i Michałem, dziękujemy za wspólnie spędzony dzień, który na pewno będzie zapisany we wspomnieniach jako jeden z tych niezapomnianych.
Korzystając z komunikacji nie dalibyśmy rady tyle zobaczyć. Rower (choć czytałam o takiej możliwości zwiedzania) odpada, ze względu na wąskie, często też nierówne uliczki i pagórkowaty teren, wynajęty samochód też nie spełni do końca zadania, bo my nie znamy niuansów dojazdu do wybranych atrakcji. tak jak znają je mieszkańcy wyspy.

Malta po półgodzinnym rejsie z Gozo wita nas głęboką ciemnością, to jest jednak urok krótkiego listopadowego dnia. Przed nami jeszcze 45 min jazdy do naszej bazy w Żejtun.
Podróż, listopad 2020.

3 Responses
Super miejsce, Agnieszka i Michał spisali się na medal. Polecam!
Dziękujemy za fantastyczny opis naszej wyprawy! Mamy nadzieję, że jeszcze wrócicie w te strony, a wtedy – pamiętajcie, by nas odwiedzić 🙂 Pozdrawiamy, Agnieszka i Michał!
Jeśli tak się zdarzy, a jest to bardzo prawdopodobne (bo Malta nas urzekła), na pewno się odezwiemy.