Nad jezioro Como podążamy z Karlowych Warów gdzie spędziliśmy wspaniały czas. Wybieramy w goglach najkrótszą drogę i ruszamy. Gdy jesteśmy już prawie u celu, okazuje się, że nawigacja prowadzi nas przez przełęcz Splügen (2119 m n.p.m.). Trasa okazała się niezwykła, ale i niebezpieczna (nie dla każdego kierowcy) przy naszym drajwerze największym problemem było paliwo. Zjeżdżając z autostrady w słonecznej aurze mogliśmy przejechać jeszcze ponad 200 km, im stromiej, tym wskaźnik paliwa błyskawicznie spadał, szczyt osiągnęliśmy mając paliwa na 65 km, na szczęście jazda w dół rozwiązała problem braku stacji paliwowej.
Przełęcz była znana i intensywnie eksploatowana już w czasach rzymskich, duże znaczenie miała również w Średniowieczu, teraz łączy Włochy ze Szwajcarią, a konkretnie Gryzonię z Lombardią. Droga jest bardzo kręta, 75 ostrych zakrętów, z czego 52 po stronie włoskiej, 23 po stronie szwajcarskiej, a do tego do pokonania szereg mniejszych łuków. Jadąc w kierunku Włoch trafiliśmy na opady deszczu ze śniegiem i temperaturę 3,5 oC. Na szczęście drogi były czarne (letnie opony), choć na poboczach było jeszcze sporo śniegu.

Po włoskiej stronie te ostre zakręty, określane są tornante czyli spinka do włosów i jak spinka zakręcają pod kątem 360 o, a promień skrętu jest bardzo mały. Na drodze znajduje się też duża ilość krótkich tuneli. Chwilami droga biegnie trawersem po pionowej skale. Dolina jest miejscami tak wąska i głęboka, że nawet serpentyny muszą być wykute w tunelach ukrytych w skalnych ścianach. Przejazd tą trasą to nie tylko adrenalina (nie było na niej pusto), ale też cudowne widoki.

Na powrót do Polski mieliśmy wybrać inną trasę, ale skoro nawigacja pokazała, że oszczędzimy ponad godzinę, to znowu wybraliśmy się na przełęcz Splügen, ale tym razem nie było zaskoczenia, poza tym bak był pełny i świeciło piękne słońce.

Nasze lokum nad jeziorem Como, to był kamienny domek w wiosce Montemezzo położonej na naturalnym skalnym balkonie z cudownym widokiem na na Alto Lario (góry), Pian di Spagna (rezerwat), Valtellina (dolina) i oczywiście jezioro. Dojazd do wioski to też było pokonanie kilku tornante na czasami wąskiej drodze.
Montemezzo
Montemezzo to mała wioska w połowie kanału Pizzo Sasso. Wioska istniała już w średniowieczu, zajmowana przez nią powierzchnia jest nieregularna, podzielona jest na wzgórza i strome obszary, nasz dom wakacyjny znajdował się w najgęściej zamieszkałym obszarze zwanym Burano. Montemezzo zajmuje południowe zbocze Mount Sasso Canale, jednego ze szczytów łańcucha południowej Mezolciny, wzdłuż którego przebiega granica włosko-szwajcarska. Wioskę przecinana dolina potoku San Vincenzo, który wpada do jeziora w pobliżu Gera Lario. Przy szlakach lub w osadach można często znaleźć wodopoje, tak więc brak wody nie jest na groźny.

Montemezzo odkrywaliśmy powoli, wyruszając na okoliczne szlaki. Polecam szlak czerwony prowadzący przez wioskę, dzięki niemu odkryliśmy urok tego miejsca.



Zdecydowałyśmy się ruszyć pieszo na sam dół do Gera Lario. Droga jest piękna, ale idąc na dół co jakiś czas myślałam, że czeka nas powrót, cały czas pod górę, bez ani jednego odcinka płaskiego, nie wspominając o jakimś w dół. Ostatecznie nie było tragedii, sądziłam, że będzie zdecydowanie gorzej.

Na wzgórzu poniżej Burano znajduje się jedno z najbardziej godnych uwagi świadectw historycznych i artystycznych w Montemezzo czyli kościół San Martino, który w 1480 roku stał się kościołem parafialnym. Wewnątrz można podziwiać freski o wielkim znaczeniu historycznym, takie jak „Sąd Ostateczny” i „Ukrzyżowanie” przypisywane Aurelio Luini oraz „Walka wiary z herezją” Fiammenghino. Dwie kaplice, lewy ołtarz i wiele szat liturgicznych zostały ofiarowane przez miejscowych emigrantów z Sycylii i Ankony, którzy od XV do XIX wieku przenosili się na te ziemie w poszukiwaniu pracy, ale nigdy całkowicie nie oderwali się od miejsca urodzenia.

Wnętrze kościoła robi naprawdę wrażenie. Wokół niego znajduje się serce wioski, a więc cmentarz, urząd miejski, boisko sportowe, plac zabaw dla dzieci i tereny wypoczynkowe.
Gera Lario
Miasteczko położone najbliżej naszej wioski, u ujścia rzeki Mera, u podnóża kanału Pizzo Sasso i oczywiście nad brzegiem Como, to Gera Lario. Miasto jest ulubionym miejscem wypoczynku miłośników sportów wodnych. Przyciąga ich wspaniała lokalizacja, stałe wiatry i nowoczesna infrastruktura, jest to idealne miejsce do uprawiania windsurfingu, kitesurfingu i żeglarstwa.

Przy wejściu do mariny znajduje się latarnia wotywna zwieńczona Madonną (1957), zbudowana dla upamiętnienia powodzi z 1951 roku, która spustoszyła całe miasto, i w której zginęło siedemnaście osób.

Nad jeziorem postawiono pomnik z brązu poświęcony Pierangelo Conti Manziniemu, włoskiemu wioślarzowi urodzonemu w Gera Lario, który zdobył brązowy medal w czwórkach bez sternika na Letnich Igrzyskach Olimpijskich 1968 w Meksyku. Pomnik upamiętnia wyczyny wszystkich wioślarzy.

Tras spacerowych i rowerowych nie brakuje, a tuż obok znajduje się rezerwat przyrody Pian di Spagna.
Choć historia miasta sięga czasów rzymskich to nie może poszczycić się wieloma ciekawymi zabytkami. Szczególnie interesujące są kościoły San Vincenzo (wnętrze niedostępne), zbudowane pomiędzy XI i XII wiekiem na ruinach rzymskiej willi, przebudowany w XV wieku (ten na zdjęciu) oraz kościół Matki Boskiej Fatimskiej, zbudowany w 1634 roku na centralnym placu wsi i odbudowany po dramatycznej powodzi w 1951 roku. Inne symbole religijne na tym terytorium to oprócz przydrożnych kapliczek – święte freski z XVI i XVII wieku, które zdobią fasady starszych domów, usytuowanych w centrum miasta.

Promenada Gera Lario – Domaso
Do miejscowości Domaso docieramy nie samochodem, a ścieżką spacerową wzdłuż jeziora Como. Spacer był cudowny, bo i pogoda była świetna, i okoliczności przyrody bardzo przyjemne. Nie było tłoku gdyż sezon jeszcze nie w pełni, co jakiś czas ławeczki pozwalały nie tylko odpocząć, ale też degustować ośnieżone Alpy na tle jeziora. Czasami wolę spacer w naturze, niż zwiedzanie kościołów, często podobnych do siebie. Muszę jednak powiedzieć, że odwiedzone podczas tej wyprawy kościoły zaskoczyły mnie dużą różnorodnością.


Domaso
Domaso, miasteczko położone u ujścia potoku Livo, z biegiem lat przekształciło się ze starożytnej wioski rybackiej w jedno z najbardziej tętniących życiem miejsc turystycznych. Faktycznie, wchodząc do miasta wita nas baner informujący, że Domaso to raj dla surferów i żeglarzy, nic dziwnego, bo panuje tu szczególnie łagodny klimat i stale wiejący wiatr Breva.

Przy promenadzie kemping przy kampingu, rezydencje, restauracje, kluby. A jak ktoś nie jest stu procentowym miłośnikiem sportów wodnych to znajdzie wiele ścieżek spacerowych i górskich tras rowerowych, a także długą, piękną plażę i przyjemną promenadę.

Dochodząc do Domaso zejdźcie z promenady, tzn. pójdźcie prosto, nie sugerując się znakiem ślepej uliczki. Dla pieszych jest to świetna trasa wśród niedużych winnic. Nie powinno Was to dziwić bo miasto jest głównym obszarem produkcji wina w Alto Lario, cenionym od czasów rzymskich. Winogrona są zbierane w winnicach, które wznoszą się na tarasach w wioskach Pozzolo i Gaggio, które admiracyjnie są połączone z Domaso.

Dochodzimy do restauracji San Silvestro, aby tuż za nią zobaczyć Oratorium San Silvestro. Idąc dalej przekraczamy rzekę LIvo kamiennym mostem. Za mostem skręcamy w lewo (kierując się w stronę kościelnych wież) i dochodzimy do kościoła San Bartolomeo, którego nie można pominąć z artystycznego punktu widzenia.

Wnętrze kościoła zachwyca. Parafia San Bartolomeo, zbudowana została w XIII wieku w formule romańskiej, ale przebudowana w okresie późnego baroku. Znajdują się w nim liczne dzieła sztuki, w tym XVIII-wieczne freski Ligari, Pieta ze szkoły Rodari, obraz przedstawiający Madonnę z Dzieciątkiem autorstwa Procaccini oraz kaplica zamówiona przez Luigiego Panizza, gubernatora Forte di Fuentes.

W niewielkiej odległości znajdziemy jeszcze kościół San Giovanni Battista (św. Jana Chrzciciela) z XIII-wieczną dzwonnicę oraz freskami przedstawiającymi życie św. Jana Chrzciciela, będący pierwotnie częścią zaginionego klasztoru, który został zdekonsekrowany. Dziś kościół jest prywatną rezydencją. Czasami właściciele zostawiają otwarte drzwi, aby umożliwić podziwianie wnętrz, niestety nie tym razem.
Kolejny pobliski kościół, to starożytna świątynia pod wezwaniem Sant’Antonio di Padova, która kiedyś należała do większego kompleksu klasztoru Braci Kapucynów, obecnie utraconego.
Nad jeziorem znajduje się kilka willi, które świadczą o historycznym znaczeniu Domaso. Villa Camilla, obecna siedziba ratusza, stoi nad jeziorem na skraju historycznego centrum miasta i jest oddzielona od jeziora drogą krajową Regina. XVII-wieczna willa zbudowana przez szlachecką rodzinę Ghezzi, otoczona jest parkiem ze sztucznymi jaskiniami z tufu.

Przy Via Regina zatrzymujemy się w knajpce z widokiem na Como, posileni wracamy na promenadę i wyruszamy w drogę powrotną do Gera Lario.

Gravedona ed Uniti
Gravedona ed Uniti powstała w 2011 roku w wyniku połączenia trzech gmin Consiglio di Rumo, Germasino i Gravedona. Pochodzące z okresu przedrzymskiego, w średniowieczu było dobrze prosperującym miastem, również dzięki ważnej drodze Via Regina, która łączyła Como z Europą Północną.

Miasto przechodziło kilka dominacji: najpierw znalazło się pod panowaniem rodów Viscontich i Sforzów, potem zostało zdominowane przez księcia Gian Giacomo de’ Medici, zwanego „il Medeghino”, aż w końcu przeszło w ręce Hiszpanów, którzy przekazali go kardynałowi Tolomeo Gallio, który zlecił wybudowanie Palazzo Gallio w 1586 roku. Zaprojektowany przez Tibaldiego na pozostałościach późnoantycznej fortyfikacji na skalistym cyplu budynek ma kwadratowy plan z czterema masywnymi narożnymi wieżami, połączonymi loggiami i ogród z fontannami i pięknymi roślinami kamelii. W 1607 roku, roku śmierci Tolomeo Gallio, pałac przeszedł w ręce książąt Alvito, jego siostrzeńcy przewieźli część wyposażenia do Neapolu. Dalsze losy domu okazały się niezbyt szczęśliwe, był używany przez Francuzów i Hiszpanów jako szpital, aż na początku XIX wieku przeszedł przez różne prywatne ręce. Obecnie swoją siedzibę ma tam Społeczność Górska Dolin Lario i Ceresio, biblioteka i inne biura, ale coś niecoś jeśli chodzi o wnętrze można zobaczyć, park jest ogólnie dostępny.
Spacer po mieście zaczynamy właśnie od tego pałacu, parkujemy bezpłatnie, niedaleko, na uliczce wzdłuż jeziora.


Z pałacu wyruszamy promenadą w stronę kościoła Santa Maria del Tiglio i kościoła parafialny San Vincenzo. Po prawej stronie mamy starą część miasta, którą zostawiamy sobie na sam koniec. Kościoły zaskakują mnie swoją wyjątkowością. Kościół chrzcielny Santa Maria del Tiglio, arcydzieło romańskiego stylu Como, został zbudowany w drugiej połowie XII wieku na miejscu wczesnochrześcijańskiego baptysterium San Giovanni, fasada i dzwonnica wykonana jest z białego marmuru i czarnych kamieni, co od razu przypomniało mi Bazylikę od Łaciatej Krowy na Sardynii. We wnętrzu zachowała się mozaikowa podłoga oraz niektóre freski z XIV i XV wieku.


Z kolei kościół S. Vincenzo został zbudowany około 1050 roku na wczesnochrześcijańskiej budowli z V wieku i został odnowiony między XVII a XVIII wiekiem. Starożytna wczesnochrześcijańska budowla zachowała imponującą kryptę poświęconą San Antonio.

Prace przeprowadzone w latach 1977/79 pozwoliły na wydobycie na światło dzienne elementów romańskich, w tym dwóch partii kapiteli, kamiennych studni ofiarnych oraz posadzki z nieregularnych kamieni, co nasuwa hipotezę o wcześniejszej pogańskiej funkcji świątyni. Wejście znajduje się z boku kościoła (idąc od kościoła Santa Maria del Tiglio), nie sposób go ominąć.

W mieście znajduje się jeszcze wiele innych kościołów, w tym kościół (lub klasztor) Santa Maria delle Grazie, zbudowany i ozdobiony przez augustianów w XV wieku, kościół świętych Gusmeo i Matteo, romański kościół z freskami Fiammenghino. Niestety oba zamknięte, a że są trochę w oddaleniu od historycznego centrum, to obejrzeliśmy miasto z góry.


Wracając do promenady przechodzimy przez starą część miasta, pełną, wąskich i stromych uliczek oraz niekończących się stopni. Natrafiliśmy na sklep rzeźnika i tuż obok na pracownię krawiecką, oba z historycznym wyposażeniem i oba zamknięte. Choć wnętrza bardzo ciekawe mogliśmy podziwiać je tylko przez szybę.

Odpoczywamy w knajpce Bar Centrale z widokiem na Como, tuż przy via Regina i starym mieście. Tak jak w Domaso do piwa dostajemy spore przekąski, nie odmawiamy sobie gelato, wychodzimy więc najedzeni i w dobrych nastrojach. Wracamy do samochodu, ostatni raz podziwiając hotel Residenza Christian (ten żółty z zegarem) i Palazzo Gallio.

Aha, zapomniałam powiedzieć, że Gravedona ed Uniti jest popularnym kurortem letniskowym, gdzie oprócz historycznego centrum znajdziemy nowoczesną infrastrukturą hotelową, tereny przeznaczone do uprawiania sportu, takie jak centrum sportowe z bieżnią lekkoatletyczną, korty tenisowe i boiska do piłki nożnej zlokalizowane w Serenelli, a to wszystko obok pięknej plaży, publicznego basenu oraz ścieżek spacerowych i rowerowych, które łączą miasto z Dongo i Domaso, biegnącymi wzdłuż brzegu jeziora. Spacer promenadą zdecydowanie polecam (rowerem też).

Opisane przeze mnie miejscowości znajdują się po zachodnim brzegu jeziora. Na najbardziej wysuniętym na północ krańcu wschodniego brzegu zbiornika Como, rozciąga się miejscowość Colico
Colico
Colico jest atrakcyjne (dla mnie) z dwóch powodów. Pierwszy to piękne położenie przy rezerwacie przyrody Pian di Spagna i jeziorze Mezzola, nad miastem góruje szczyt Monte Legnone (2609 m.n.p.m.), który przyciąga wielu turystów i wspinaczy ze względu na liczne szlaki o różnym stopniu trudności i zapierające dech w piersiach widoki.


Ciągle wiejący wiatr Breva i liczne plaże sprawiają, że jest to jedno z najlepszych miejsc do uprawiania sportów wodnych. Znajdą tuż liczne ścieżki piesi i rowerzyści.
Jeśli chodzi o zabytki, to nie jest to najciekawsze miejsce, no może dla miłośników militariów bo ma dwa forty wojskowe: XVII-wieczny fort Fuentes i fort Montecchio Nord, którego historia sięga pierwszej wojny światowej. Ten pierwszy został zbudowany przez hrabiego Fuentes podczas panowania hiszpańskiego w celu kontrolowania dróg, fort Montecchio Nord został zbudowany w latach 1912-1914 w celu zamknięcia głównej drogi prowadzącej do Mediolanu.
Druga zaleta Colico to jego dogodne miejsce dla podróżników, którzy chcą dotrzeć do różnych miast i ciekawych miejsc. Colico jest i było ważnym węzłem komunikacyjnym od czasów starożytnych, ponieważ krzyżuje się tu kilka dróg, takich jak te prowadzące do Lecco, Valtellina i Valchiavenna.
Z Colico można wypłynąć na rejs po jeziorze Como. Statki odpływają z przystani, zbudowanej w 1907 roku w stylu Art Nouveau. My do sławnych miast Varenna i Bellagio (zlokalizowanych w środkowej części akwenu) wyruszamy z Colico pociągiem (2,80 €). Przejazd do Varenny trwa ok. 20 minut, do Bellagio docieramy z Varenny promem.

O sławach jeziora Como czyli Varennie i Bellagio postanowiłam nie pisać, bo jest wiele blogów, które opisują dokładnie te miasteczka. Będzie więc tylko parę zdjęć i kilka słów komentarza. Na pewno warto zobaczyć te miasteczka od strony jeziora, prezentują się wspaniale.


Bellagio
Bellagio nazywane „Perłą Jeziora”, to stuletnie budynki, kamienne uliczki wypełnione sklepami i malownicze brukowane schody. Do tego promenada z pięknym widokiem, wille z ogrodami czyli wszystko żeby wzbudzić zachwyt. Miasteczko ma zdecydowanie urok, ale te wszystkie zachwyty sprawiły, że oczekiwałam bajki i trochę się zawiodłam.



Varenna
Bardzo malowniczym miejscem w kurorcie jest niewielki port, z którego odpływamy do Bellagio. Znajdziemy tam kolorowe kamienice i restauracyjne ogródki.

Nasz pierwszy cel Zamek Vezio, a w zasadzie jego ruiny zrobiły na mnie duże wrażenie. Zamek stoi na szczycie cypla górującego nad Varenną w strategicznym miejscu kontrolującym centralną część jeziora. Widoki są przepiękne, szczególnie gdy na pierwszym planie mamy posągi-duchy rozsiane po ogrodzie. W lochach straszą nas także duchy, a i drapieżnych ptaków z małego sokolnictwa też można się spodziewać. Warto wspiąć się na tę stromą górę, miejsce jest niezwykłe.

Zawiodła mnie Villa Monastero, a w zasadzie jej ogrody. Villa była klasztorem cystersów pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny, zbudowanym pod koniec XII wieku we współpracy z klasztorem Acquafredda w pobliskim Lenno, niestety niedostępna do zwiedzania.

Nie skusiłam się na ogrody sąsiedniej willi Cipressi. Willa, czyli zespół budynków o bogatej historii, zbudowanych głównie między 1400 a 1800 rokiem jest obecnie hotelem.
Duża zaletą pobytu w zachodniej części jeziora Como był spokój. W miasteczkach nie było tłumu turystów, jaki spotkaliśmy w Varennie i Bellagio, choć było całkiem nieźle w porównaniu do lata, kiedy dostanie się na prom to już trochę wyzwanie.
Niektóre z zachodnich miasteczek okazały się również urokliwe, a zwiedziliśmy ich zaledwie kilka. Dla tych lubiących trochę więcej blichtru to jednak słynne miasta jeziora Como będą bardziej wskazane.
Górne Jezioro Como można pokochać za spokój, widoki na jezioro i otaczające je góry, zielone doliny czyli po prostu piękną naturę. Miłośnicy fizycznych doznań pokochają je za możliwość uprawiania sportów wodnych, piękne trasy rowerowe i spacerowe. Jeśli dodamy do tego niezwykłe historyczne miejsca, lokalną kuchnię i życzliwość to sami widzicie, jest to idealne miejsce na wypoczynek.

Podróż, maj 2023
