Podobnie jak w przypadku Ho Chi Minh City, spacer po stolicy Wietnamu oparłam na trasie zaczerpniętej z bloga Plecak i Walizka. Zwiedziliśmy dużo mniej, a to dlatego, że bez pośpiechu i bez gonienia za każdą atrakcją. Chcieliśmy po prostu chłonąć atmosferę miasta, a zwłaszcza starej dzielnicy, a że hotel mieliśmy w samym jej centrum więc było komfortowo.


Hanoi znaczy po wietnamsku „otoczone rzeką” i choć nadal rzek, kanałów i jezior nie brakuje, to wiele z nich zostało zasypanych i przebudowanych na ulice.
Zwiedzanie
Zwiedzanie zaczynamy od dzielnicy Hoan Kiem, czyli Starej Dzielnicy (Old Quarter). Centrum Hanoi bardzo różni się od Sajgonu, na ulicach znajduje się niezliczona ilość małych, ciasnych sklepików, z towarem upchanym po sufit. Wchodzimy do nich wprost z ulicy, bo większość z nich nie ma żadnych witryn. Można tu kupić wszystko. Na ulicy dzieje się wiele, ale i na chodniku też, Czasami trudno przejść, bo brakuje na chodniku miejsca, między innymi przez „tysiące” zaparkowanych skuterów.

Ulice Old Quarter
Chociaż ulice nie mają już średniowiecznej atmosfery to i tak spacer nimi wspominam z dużą przyjemnością. Począwszy od XV wieku, zaczął kształtować się obecny podział ulic, każda z nich miała swoją specjalizację tzn. istniało 36 ulic będących pod opieką innego cechu rzemieślniczego. Historyczne nazwy ulic pozostały, choć nie do końca obrazują faktycznie sprzedawany teraz towar czy usługę.

Dobrym przykładem jest jedna z najstarszych ulic Hang Bac, czyli ulica „srebrna” ’(Hang’ oznacza towar lub sklep, a ‘Pho’ – ulicę), już od XIII wieku istniały tutaj warsztaty złotnicze i bito monety, w XVIII wieku dołączyli się jubilerzy oraz bankierzy. Obecnie oprócz wspomnianych sklepów jubilerskich oraz skupu złota i srebra można tutaj wymienić obcą walutę. Na ulicy Hang Bac warto zwrócić uwagę na dawny (ale ciągle działający) teatr Chuong Vang (Złoty Dzwon), dziś po prostu Teatr Cai Luong.

Inne przykłady to: ulica Hàng Thiếc gdzie sprzedawano wyroby z cyny, ulica Phố Mã Mây (połączenie dwóch ulic) na Ma sprzedawano papierowe wyroby do grobowców (w buddyzmie daje się zmarłym papierowe odpowiedniki rzeczy, których używali za życia, obecnie mogą to być m.in. telefony komórkowe), a na ulicy May wyroby z rattanu, natomiast na ulicy Hang Dao produkowano i farbowano materiały z jedwabiu. Przykłady można by mnożyć, ulica bambusowa, piwna, metalowa, tekstylna, ulica sosu rybnego i owoców morza, ulica funeralna z trumnami, kamieniami nagrobnymi itp. …

Zwróćcie uwagę, że na tych starych ulicach jest całkiem sporo zieleni i to nie tylko tej sprzedawanej z wózków, a większość starych domów ma żółty kolor.



Pod wspomnianej już ulicy Ma May pod numerem 87 znajduje się tradycyjny, świetnie zachowany (żółty) dom z 1890 roku. Wybudowany został jako połączenie domu mieszkalnego i pomieszczeń do prowadzenia działalności gospodarczej. Od czasu budowy właściciele domu zmieniali się wielokrotnie. Przed 1945 rokiem gospodarzem domu był znany handlarz ryżem, który sprzedał swój dom farmaceucie. Właściciel ten mieszkał tam przez dziesięć lat, po czym wyprowadził się pozostawiając dom. Pod koniec lat 50. rząd przydzielił lokal i przydzielił go pięciu rodzinom. Ostatecznie Komitet Ludowy Hanoi, odpowiedzialny za zarządzanie domem, przekształcił go w muzeum. Dom 87 Ma Maya otrzymał w 2004 roku certyfikat dziedzictwa narodowego.
W środku możemy podziwiać oryginalne meble i poczuć klimat przeszłości. Warto zapłacić 10000 dongów i zajrzeć do wnętrza.


Na rogu ulicy Hang Buom („materiały na żagle”) i ulicy Hang Giay („wyroby obuwnicze”) znajduje się Świątynia Bach Ma (Świątynia Białego Konia) z XI wieku. Legenda mówi, że królowi Ly Thai To ukazał się we śnie biały koń i wskazał to miejsce na budowę murów obronnych wokół miasta. Obecny wygląd świątyni pochodzi głównie z XVIII wieku. W środku można zobaczyć statuę białego konia, ołtarz Feniksa i palankin pogrzebowy.

Spacerując uliczkami nie raz spotkamy świątynię buddyjską między budynkami.

Wszechobecny handel w takim wydaniu wcale mi nie przeszkadzał, choć wiadomo, że dużo tu w sklepach podróbek, ale między tymi punktami znajduje się sporo ciekawych sklepów z ładnym designem, fajne kawiarnie czy różnego rodzaju restauracje.
Przy ulicy Nha teo znajduje się Katedra św. Józefa w stylu neogotyckim, wzniesiona przez Francuzów w 1886 r. w miejscu zburzonej pagody.. Fasada świątyni była wzorowana na Katedrze Notre-Dame w Paryżu, pierwotnie była beżowa, a obecny kolor to ślady zanieczyszczenia powietrza. Do środka można wejść tylko w czasie mszy i po raz kolejny nie udało nam się zajrzeć do wnętrza kościoła.

Nie przepadam za to za takimi miejscami jak Market Dong Xuan, który Francuzi założyli w Starej Dzielnicy w 1886 r. Trzy lata później wzniesiono halę targową, której część możemy oglądać też dzisiaj. Z oryginalnych pięciu łuków fasady zostały jedynie trzy. Ja przeżyłam deja wu, identyczną fasadę ma market w Can Tho. Market to typowe miejsce handlowe czynne codziennie 7:00-21:00, nocny market działa w weekendy 18:00-23:00.

Hanoi Street Train to była atrakcja, na którą czekałam z dużym zainteresowaniem. Choć zdjęcia przejazdu pociągu przyciągały uwagę, to najbardziej chciałam zobaczyć przygotowania przed jego przyjazdem, a byłoby co oglądać, bo po obu stronach torowiska jest gęsta zabudowa, w której mieści się pełno kafejek, restauracji i barów. Odległość między przyjeżdżającym pociągiem a ścianami domów jest naprawdę niewielka czasami mniej niż 1m. Na czas przejazdu pociągu (poprzedzony sygnałami dźwiękowymi), szlaban zostaje zamknięty, a torowisko otwarte dla pociągu, natomiast turyści muszą schować się wewnątrz budynków. Akcja usuwania stolików robi wrażenie – w 10 minut nie ma śladu po ogródkach restauracyjnych.
No i niestety, z atrakcji nici, oczekiwania w kawiarni na przejazd pociągu nie było. Wejście na tory i poszukanie dogodnego miejsca na obserwacje w kafejce nawet między przejazdami pociągu było niemożliwe, pilnowali tego mundurowi. Oglądanie pociągu w tłumie za barierkami przejazdu nie było żadną atrakcją.

Sam pociąg jedzie dosyć szybko, cały skład liczy zwykle około 30 wagonów, w tym wagony pocztowe, zaopatrzeniowe i wagon który produkuje elektryczność dla całego składu. Pociąg jest klimatyzowany stąd generator elektryczności w specjalnym wagonie, zamykającym cały skład.

Czytałam, że torowiska dla zwiedzających zostało zamknięte na parę lat, ze względu na śmierć turysty, który tak bardzo chciał zrobić doskonałe zdjęcie nadjeżdżającego pociągu, że nie zdążył zejść z torów.
W 2019 roku atrakcja została ponownie otwarta, nie wiem czy podczas naszego pobytu było to incydentalne zamknięcie, czy na dłużej.
Idąc w stronę Dzielnicy Francuskiej dochodzimy do teatru wodnych lalek – Water Puppet Theatre, miejsca, którego nie warto przegapić. Tradycja wodnych marionetek ma początek w XI wieku, a wywodzi się z Delty Rzeki Czerwonej czyli północnego Wietnamu, a jej początki datuje się na XI wiek. Water Puppet Theatre istnieje od 1969 roku i wystawia spektakle nie tylko w kraju ale i za granicą.
Choć widowisko jest w języku wietnamskim, to znając chociaż w niewielkim stopniu obyczaje i historię można się wiele domyśleć lub po prostu śledzić scenki sytuacyjne, które rozgrywają się przed świątynią buddyjską, w niewielkim basenie będącym raz jeziorem, a raz polem ryżowym. Aktorów stojących w wodzie do pasa i poruszających drewnianymi lalkami o wadze nawet do 15 kg nie widzimy (pokażą się nam po przedstawieniu). W spektaklu wykorzystuje się też ogień i światło, podkład muzyczny wykonuje na żywo zespół muzyków używając tradycyjnych wietnamskich instrumentów i teatralnego śpiewu cheo używanego w obecnej formie od XVI wieku.


To nie pierwszy azjatycki teatr marionetkowy, który odwiedziliśmy. Parę lat temu byliśmy na przedstawieniu w Birmie, ale nie było to przedstawienie na wodzie.
Bilety warto kupić dzień wcześniej, aby mieć wybór godziny, cena biletu od 100.000 do 200.000 dongów, czas trwania spektaklu 50 minut. W holu teatru mozna kupic lalki używane w przedstawieniu.
Na wprost teatru znajduje się Ho Hoan Kiem – Jezioro Zwróconego Miecza, uznawane za centralny punkt Hanoi. Nazwa jeziora pochodzi od legendy o magicznym mieczu króla Le Loi, który panował w XV wieku. Podczas wiosłowania po jeziorze ukazał mu się Zloty Żółw, który nakazał mu zwrócenie miecza.
Legendarne wielkie żółwie faktycznie mieszkały kiedyś w jeziorze, W latach 90. ubiegłego wieku w Ho Hoan Kiem znaleziono jednego ogromnego żółwia, w 2015 roku po raz ostatni na powierzchni pokazał się żółw, niestety miesiąc później znaleziono go martwego. Prawdopodobnie w jeziorze mogą być jeszcze dwa żółwie, ale to może być tylko życzenie, bo nie jest to informacja potwierdzona.
Jezioro zdobią dwie budowle, pierwszą widzimy Ngoc Son Temple (Świątynia Jadeitowej Góry). To niewielka pagoda poświęcona nauczycielom konfucjanizmu i taoizmu, a także bohaterowi narodowemu Tran Hung Dao. Wstęp: 30000 dongów.

Do świątyni prowadzi czerwony most The Huc – Most Porannego Światła Słońca. Czerwony kolor w buddyzmie oznacza słońce, życie, nadzieję, pomyślność i szczęście.

Druga budowla wyłaniająca się z tafli jeziora to Wieża Żółwia, wzniesiona w 1886 roku. Jej wygląd jest połączeniem stylów architektonicznych Francji (gotyckie łuki, kwadratowa podstawa budowli) i Wietnamu (górne piętro i zadaszenie). Nie ma do niej dostępu.

Wzdłuż brzegu jeziora rozciąga się przyjemny park, w którym co rusz odbywają się sesje zdjęciowe. Nie dziwi to, bo zieleń i jezioro to doskonałe tło dla modelki.

Naprzeciwko Wieży Żółwia, po drugiej stronie ulicy usytuowana jest statua cesarza Ly Thai To – li tai to, który przeniósł stolicę Wietnamu do Thang Long ( dzisiejszego Hanoi) w 1010 roku. Za nią znajduje się kolejny park, a w nim ćwiczący i grający Wietnamczycy, co jak pisałam jest w krajach Azji częstym zjawiskiem.

Dzielnica Francuska (French Quarter)
Po przejściu parku ukazują się naszym oczom zabytki epoki kolonialnej i to jest oblicze Hanoi, gdy miasto było stolicą Indochin. We Francuskiej Dzielnicy z szerokimi ulicami panuje spokój i elegancja, nie ma wszechobecnego handlu Old Quarter, który szybko zaakceptowałam, bo ani tylu kolorów, ani takiego tętniącego życia nie mam na co dzień.
W przeciwieństwie do Ho Chi Minh City, w Hanoi nie wyburza się starych budynków. Na wprost parku wznosi się budynek Banku Narodowego Wietnamu z 1930 roku, w stylu art deco z lokalnymi elementami, będący pierwotnie siedzibą Banku Centralnego Indochin.

Skręcamy w prawo aby zobaczyć dwa kolejne budynki. Po prawej stronie znajduje się Pałac Tonkin z 1919 roku, będący siedzibą Gubernatora Tonkinu (Północnego Wietnamu), a obecnie Domem Gościnnym Rządu Wietnamu, a po przeciwnej stronie ulicy hotel Metropole Legend.

W luksusowym Hotelu Metropole otwartym w 1901 roku nocowali Charlie Chaplin, Jane Fonda, Graham Greene, a także prezydenci Francji i Stanów Zjednoczonych, gościł tu też chętnie Anthony Bourdain.

Za hotelem skręcamy w lewo i dochodzimy do ronda, przy którym wznosi się gmach Opery Narodowej. Budowa Opery trwała 10 lat (1901-1911), a projekt inspirowany był Operą Garnier w Paryżu. W murach budynku pracowano nad pierwszą wietnamską konstytucją (1946 rok).
Po prawej stronie Opery charakterystyczna budowla na planie łuku to nieczynny już Hilton Hanoi Opera Hotel. Na froncie zostały już tylko przebawienia po starym napisie. Nazwa hotelu została rozbudowana, ponieważ więzienie Hoa Lo, w którym kilka lat spędził kandydat na prezydenta USA, John McCain, było nazywane ironicznie Hilton Hanoi.

Na tyłach opery mieści się siedziba Muzeum Narodowego Historii Wietnamu z ciekawą orientalną rotundą, w której pierwotnie w 1910 roku była siedziba francuskiej Szkoły Dalekiego Wschodu, będącej centrum studiów archeologii, języków i społeczeństwa Wietnamu. Gmach przebudowano w latach 1926-1932. Francuski architekt Ernest Hebrard stworzył styl indochiński łączący dwa trendy: wietnamski i francuski, ze stylu kolonialnego wziął podwójne ściany i balkony ułatwiające wentylację, a z Wietnamu detale i wykończenia typowe dla świątyni buddyjskiej. Niestety muzeum było zamknięte więc zostało tylko podziwianie budynku.

Hanoi ma do zaoferowania jeszcze wiele ciekawych miejsc jak: Muzeum Kobiet Wietnamu, Więzienie Hoa Lo, Mauzoleum i Muzeum Ho Chi Minha, Pałac Prezydencki i Dom Wujka Ho, Pagoda na Jednej Kolumnie, Świątynia Literatury, ale powiem szczerze, postawiliśmy jak wspomniałam w tytule wpisu na spokojne smakowanie miasta bez konieczności zobaczenia każdego zabytku.
Kuchnia Hanoi
Nie myślcie sobie, że my tak tylko zwiedzaliśmy, nic nie jedząc i nic nie pijąc. To właśnie w Hanoi udało nam się trafić (trochę niechcący) do restauracji rekomendowanej przez Michelina
Śniadania jedliśmy w hotelu, naszą szybką przekąską były Bánh Mì. Termin Banh Mi dosłownie oznacza po wietnamsku „chleb”. Tak więc każdy rodzaj kanapki przygotowywanej w kraju nosi tę samą nazwę. Większość Banh Mi ma kilka wspólnych składników. Należą do nich zapiekana francuska bagietka, pasztet, majonez, marynowane warzywa i kolendra (kolendra). Jako główny składnik zazwyczaj będziesz mieć do wyboru jajko sadzone, wieprzowinę z grilla, kurczaka itp. Polecam Banh Mi wszystkie jedzone przez nas kanapki były po prostu smaczne.
Kawa jajeczna (po wietnamsku nazywana Cà Phê Trứng) została wynaleziona przez Nguyena Gianga w 1946 roku. W Hanoi brakowało mleka z powodu wojny francuskiej. Pan Giang wykazał się kreatywnością i zamiast niego zaczął dodawać do swojej kawy ubite jajka, taki nasz kogel mogel.

Oryginalna wersja była mocno jajeczna. Z biegiem czasu przepis ewoluował, dodano cukier, mleko skondensowane, a nawet ser Laughing Cow (ale to nie jest pewne, to tajemnica przepisu). Obecnie kawa jajeczna jest podstawą kultury kawowej w Hanoi i trzeba jej po prostu spróbować będąc w stolicy Wietnamu, tym bardziej, że smakuje świetnie. Nawet ja piłam ja z przyjemnością, choć piję mocną czarną kawę bez dodatków..
Nguyen Giang nadal ma kawiarnię, w której można spróbować jego słynnego przepisu. Można też napić się kawy jajecznej w kilkudziesięciu kawiarniach w całym Hanoi. My nie odmówiliśmy sobie odwiedzenia kawiarni Giang (adres: 39 Nguyễn Hữu Huân) ukrytej w zaułku, gdzie kawę jajeczną otrzymuje się w misce z gorącą wodą, aby mieszanka była ciepła podczas popijania.

Będąc w Hanoi warto spróbować dania wywodzącego się tego miasta czyli Bún Chả.
Bun Cha to grillowana tłusta wieprzowina i klopsiki wieprzowe podawane w misce bulionu – sosu rybnego zmieszanego z czosnkiem, chili, cukrem i sokiem z limonki. Zwykle w misce pływa też kilka marynowanych warzyw.
Oprócz miski wieprzowiny i bulionu w zestawie (jak zawsze) jest makaron z wermiszelem, miseczka pokrojonych w plasterki papryczek chili i duży talerz świeżych ziół i liści sałaty. Wrzucamy to wszystko do miski z bulionem i danie gotowe.
Dzieki Anthonemu Bourdaine bardzo znana jest restauracja Bún Chả Hương Liên (adres: 24 Lê Văn Hưu), w której w jednym z odcinków serialu „No Reservations” jadł kolację z Barakiem Obamą.
Teraz restauracja serwuje „Obama Combo” czyli to co smakował prezydent – miskę Bun Cha, smażoną bułkę z owocami morza (nem hải sản ) i butelkę piwa Hanoi – a wszystko to za cenę 85 tys. dongów.
Ponieważ do tej restauracji czekał nas dłuższy spacer, po całym dniu chodzenia zdecydowaliśmy się na restaurację Bún Chả Ta (adres: 21 Nguyễn Hữu Huân) niedaleko naszego hotelu. Powiem tylko, że to był strzał w dziesiątkę, pyszne sajgonki i oczywiście pyszna Bún Chả, restauracja organizuje też lekcje gotowania. Już pod koniec posiłku oglądając się po pomieszczeniu zboczyłam, że restauracja jest rekomendowana przez Michelina. Na zewnątrz nie było żadnego znaku informującego o tym fakcie.
Chả Cá to jest danie, które również polecam spróbować będąc w Hanoi. Aby przygotować Cha Ca, rybę oddziela się od ości, kroi na kawałki i doprawia kurkumą oraz innymi przyprawami. Następnie zawija się je w liście bananowca i grilluje na ogniu z węgla drzewnego. Kiedy ryba zostanie przyniesiona do degustacji jest gotowana po raz drugi na restauracyjnym stole, na patelni pełnej zielonej cebuli i koperku.


Do głównego dania otrzymujemy również talerze z makaronem ryżowym, papryczką chili, kolendrą, orzeszkami ziemnymi i miską sosu rybnego. Gdy Cha Ca jest już gotowa, napełniamy miskę grillowaną rybą, zieloną cebulą i makaronem i posypujemy resztą dodatków.
Chả Cá jedliśmy w eleganckiej restauracji Chả Cá Thăng Long (Adres: 19 – 21 – 31 Đường Thành). Personel jest bardzo przyjazny, przyrządził rybę na naszym stole i pokazał jak ją jeść z podanymi dodatkami.

Wychodząc na wieczorny spacer, jeśli nie mamy w planie konkretnych restauracji wybór jest trudny i nie trudny, restauracji jest multum i tych na ulicy (wcale nie mniej smacznych) i tych bardziej eleganckich. Możemy wybrać w ciemno, bo kuchnia wietnamska jest smaczna i różnorodna, lub możemy trochę się przygotować, bo jak pisałam restauracje wietnamskie specjalizują się zazwyczaj w jednym daniu. Co by nie było, tragedii nie będzie, bo być nie może przy takiej kuchni.

Dwa dni w Hanoi to był przyjemnie i ciekawie spędzony czas z przerwą na wypad do Ha Long, o czym w następnym wpisie.
Podróż, listopad 2023.
