Włochy

Apulia: Ostuni – miasto Bony Sforzy

Choć nasz dom wakacyjny leżał 7 km od Ostuni, to nie było pierwsze miasto jakie odwiedziliśmy. Kiedy więc tu dotarliśmy, to bielone domy Ostuni, od których miasto zwane jest Città Bianca, nie zrobiły na nas wrażenia, mieliśmy już za sobą wizyty w małych białych, bardzo uroczych miasteczkach jak Locorotondo, Cisternino czy Alberobello. Moja pierwsza styczność z białym miastem to była wizyta w meksykańskim Taxco, gdzie nie dość, że białe domy i białe mury, ale dodatkowo po mieście jeździły białe garbusy (taksówki).

Skoro tyle o tej bieli, to parą słów, dlaczego miasta to robiły i robią. W średniowieczu, był to aspekt finansowy, czyli niski koszt wapna i dostępność materiału. W późniejszych wiekach przy szalejących zarazach właściwości dezynfekujące wapna okazały się niezastąpione. Przezorności nigdy dość więc i dzisiaj nie zaszkodzi pobielić domów, tym bardziej, że białe domy na tle niebieskiego nieba, z kolorowymi detalami wyglądają pięknie.

Atrakcje Ostuni dawkowaliśmy sobie w sposób wyjątkowy. Pierwsza wizyta to było tylko smakowanie gelato. Na kilku blogach czytałam, że jak lody, to tylko w Cremeria Alla Scala. Uznawana jest za jedną z najlepszych gelaterii w całej Apulii. Pyszne, ale ja mam jeszcze parę typów lodziarni, gdzie gelato też były wyśmienite.

Podczas każdej wizyty parkujemy przy Via Salvatore Tommasi, w odległości 200 m od naszego celu. Blisko stąd do serca miasta, Piazza della Libertà, prowadzą do niego schody, na spocznikach wystawione są stoliki licznych restauracji, w tym także Cremeria Alla Scala.

Z pomnika na placu spogląda na nas Święty Oronzo, nie nudzi się, bo jest to jedno z bardziej ruchliwych miejsc Ostuni. Schody pod kolumną to dobre miejsce, żeby przysiąść i obserwować toczące się życie i oczywiście architekturę.

Na wprost pomnika uwagę przyciąga duża fasada starożytnego kompleksu klasztornego ojców franciszkanów. Został zbudowany po raz pierwszy w 1304 r. W 1743 r. został poważnie uszkodzony przez trzęsienie ziemi i został odrestaurowany w 1883 roku przez Gaetano Jurleo. Fasada (ta z zegarem) została zaprojektowana tak, aby komponowała się z fasadą Palazzo di Città, w którą przekształcono starożytny klasztor.

Kościół San Francesco d’Assisi jest jednonawowy i ma jednorodny układ w rzędach i dekoracjach. Można podziwiać elegancką kopułę, piękne stiuki, imponujący ołtarz główny z marmurową balustradą i dwoma aniołami trzymającymi pochodnie.

Najbardziej znanym kościołem w mieście jest XV wieczna późnogotycka Duomo di Ostuni, czyli Basilica concattedrale di Santa Maria Assunta. Przy kościele Św. Franciszka skręcamy w pierwszą białą uliczkę i za chwilę jesteśmy przy katedrze z majestatyczną fasadę z trzema portalami, zwieńczoną trzema rozetami, ta nad głównymi drzwiami jest druga co do wielkości w Europie, Wnętrze katedry to barokowy przepych.

Ostuni nie leży nad samym morzem, ale z miejskiego wzgórza rozciąga się widok na dolinę, a na horyzoncie można dostrzec nie tak odległą wodę.

Warto opuścić gwarne place i udać się na spacer uliczkami Ostuni. Na bielonych domach uwagę przyciągają kolorowe drzwi i inne barwne dekoracje. Niektóre drzwi są tak popularne, że ustawiają się kolejki, żeby uwiecznić się na ich tle, na przykład te z kaktusami.

 

Im dalej od popularnych miejsc, tym robi się ciszej i kameralniej. Białe uliczki są bardzo urokliwe i często są tłem dla ślubnych zdjęć.

Nawiązując do tytułu wpisu pora na parę słów o polskiej królowej Bonie. Nie tylko w Bari natknęliśmy się na jej ślady, Ostuni, to miasto, które Bona Sforza dostała w posagu od matki Izabeli. To jej Ostuni zawdzięcza rozwój handlu, a także mury obronne i wieże strażnicze na wybrzeżu, z których wysyłano sygnały dymne informujące o atakach Turków. Dziś możemy oglądać jedynie fragmenty murów i niektóre z wież. Królowa Bona będąc w Krakowie, ciągle interesowała się włoskimi włościami.

Ostuni zachwyca nie tylko białym kolorem, ma zdecydowanie więcej do zaoferowania, warto powłóczyć się po miasteczku, zajść do sklepu z ceramicznym gwizdkami (miejscowej manufaktury), przysiąść na schodkach, zjeść któryś z apulujskich przysmaków itd., itd. Ta atmosfera i te widoki to takie nasze wakacyjne włoskie Dolce Vita.

Podróż, wrzesień 2021.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *